Górnik Zabrze pokonał Lecha Poznań 2:1, choć do przerwy to mistrzowie Polski prowadzili po trafieniu Allahyara Sayyadmanesha. Po zmianie stron obraz spotkania mocno się zmienił. Zabrzanie przejęli inicjatywę, Erik Prekop dwukrotnie wykorzystał stałe fragmenty gry, a po końcowym gwizdku piłkarze i trener Lecha nie ukrywali, że największym problemem Kolejorza była właśnie druga połowa. Niels Frederiksen szczególnie krytycznie ocenił ofensywną grę swojego zespołu.
Lech Poznań przez pierwsze 45 minut nie rozgrywał wielkiego spotkania, ale wydawało się, że ma sytuację pod kontrolą
Górnik próbował, jednak długo nie był w stanie poważniej zagrozić bramce Mateusza Lisa. Z drugiej strony Kolejorz również nie kreował wielu okazji, ale wystarczyła jedna dobrze rozegrana akcja i Sayyadmanesh dał gościom prowadzenie. Po przerwie wszystko zaczęło się zmieniać. Lech miał coraz większy problem z utrzymaniem piłki, coraz częściej szukał prostych zagrań za linię obrony i stopniowo pozwalał gospodarzom przenosić grę pod własne pole karne.
Niels Frederiksen nie próbował po spotkaniu tego specjalnie łagodzić. – Dosyć nietypowe uczucie w ostatnim czasie dla nas, czyli przegrany mecz. Trzeba szczerze powiedzieć, że nie zasługiwaliśmy na wygraną. To był rozczarowujący występ mojej drużyny. Graliśmy z czołowym zespołem w Ekstraklasie, Górnik to topowa drużyna i musisz wejść na wyższy poziom, żeby wygrać. Zwłaszcza w drugiej połowie tego nie zaprezentowaliśmy. Zgubiliśmy strukturę, broniliśmy zbyt nisko i przestaliśmy wtedy właściwie grać – przyznał trener Lecha cytowany przez klubową stronę internetową.
Duńczyk nie chciał przy tym sprowadzać porażki wyłącznie do dwóch źle bronionych rzutów rożnych. Jego zdaniem większym problemem było to, że Kolejorz właściwie przestał stwarzać sytuacje. – Jasne, popełniliśmy błędy przy stałych fragmentach gry, nie upilnowaliśmy przeciwnika, ale uważam, że naszym problemem było to, że właściwie nic nie kreowaliśmy w ofensywie. To niespotykane, żeby nasz wskaźnik goli oczekiwanych był na poziomie zaledwie 0,5. To jest główny problem, że nie wywieźliśmy stąd choćby punktu – dodał Frederiksen.
Podobnie mecz widział Wojciech Mońka. Obrońca Lecha zwrócił uwagę przede wszystkim na zbyt łatwe oddanie inicjatywy po przerwie. – W pierwszej połowie w miarę kontrolowaliśmy to spotkanie, nie było może jakiejś dużej przewagi, ale schodziliśmy na przerwę z prowadzeniem. W drugiej połowie powinniśmy mocniej przejąć inicjatywę i zdobyć kolejne bramki, a dosyć łatwo ją oddaliśmy. Rywale dwa razy trafili do siatki i wygrali to spotkanie. Być może zabrakło trochę mądrości w naszej grze, nie powinniśmy tak łatwo dać się zepchnąć do niskiej obrony, tylko cały czas kontrolować ten mecz – oceniał 19-latek. Mońka nie próbował również tłumaczyć obu straconych bramek przypadkiem. – Szkoda strat goli ze stałych fragmentów, ale te rzuty rożne się z czegoś brały. Górnik cały czas napierał, a nam nie do końca udawało się oddalić to zagrożenie. Następnym razem musimy mocno tego unikać – dodał.
Gurgul: Wkradła się nerwowość
Jeszcze dokładniej problemy Kolejorza opisał Michał Gurgul. Jego zdaniem po zmianie stron Lech zupełnie niepotrzebnie zaczął upraszczać swoją grę. – Słabsza nasza druga połowa. Nie potrafiliśmy się dłużej utrzymać przy piłce, wkradła się nerwowość. Chcieliśmy wszystko grać za plecy i na to Górnik był przygotowany. W drugich połowach w tym sezonie potrafiliśmy zachowywać spokój, a dzisiaj tego zabrakło – mówił obrońca mistrzów Polski. Gurgul odniósł się również do obu bramek Prekopa. Górnik szybko wykonywał stałe fragmenty, ale zdaniem zawodnika Lecha nie może być to usprawiedliwieniem. – Rywale szybko rozegrali swoje stałe fragmenty gry, ale my też mieliśmy odpowiednio dużo czasu, żeby się zorganizować. Powinniśmy wziąć odpowiedzialność za swoich zawodników i szybciej się ustawić – zaznaczył. Trudno o lepsze podsumowanie kilku minut, które odwróciły cały mecz. Prekop dwukrotnie znalazł się tam, gdzie powinien znaleźć się napastnik, natomiast obrona Lecha dwukrotnie pozwoliła mu na zdecydowanie za dużo.
Gašparík: Zwycięstwo było zasłużone
Zupełnie inne nastroje panowały oczywiście po stronie Górnika. Michal Gašparík uważał, że jego zespół zapracował na komplet punktów nie tylko końcówką, ale podejściem do całego spotkania. – Dzisiaj zwycięstwo było zasłużone. Wiem, że to był wyrównany mecz, że nie było w nim jakichś wielkich okazji, a i my próbowaliśmy eliminować najmocniejsze strony tego przeciwnika, ale przez cały mecz graliśmy na zwycięstwo. Lech tylko jeden celny strzał oddał po naszym błędzie. Straciliśmy tę bramkę, ale pomogły nam potem zmiany – mówił szkoleniowiec zabrzan.
Słowak szczególnie podkreślał siłę całej drużyny. Tym razem bohaterem został Prekop, który rozpoczął spotkanie na ławce, ale po wejściu zdobył dwie bramki. W innych meczach odpowiedzialność brali na siebie inni zawodnicy. – Ta definicja słowa „team” – Górnik to pokazuje już w kilkunastu meczach, pokazywał to już w sezonie wcześniejszym, pokazuje to na razie z nowymi piłkarzami – podkreślił Gašparík. Jednocześnie trener Górnika nie zamierza po jednym zwycięstwie nad mistrzem Polski ogłaszać swojego zespołu głównym kandydatem do tytułu. – Musimy zostać pokorni, musimy dalej pracować. Doceniamy to zwycięstwo, bo wiemy, z jak mocnym przeciwnikiem graliśmy. Dzisiaj na tym boisku lepszy był Górnik. Walczyliśmy do końca i, tak jak powiedziałem na początku, zasłużyliśmy na to zwycięstwo – podsumował.
Po meczu trudno polemizować z tą oceną. Lech miał prowadzenie, ale zamiast wykorzystać je do przejęcia większej kontroli, po przerwie coraz bardziej się cofał. Górnik konsekwentnie naciskał, wykorzystał swoje szanse i w końcówce dostał nagrodę za odważniejszą grę. Dla Zabrzan to kolejny argument, że świetny początek sezonu nie jest przypadkiem. Dla Lecha – pierwszy poważniejszy sygnał ostrzegawczy. Szczególnie że Frederiksen nie mówił po meczu o braku szczęścia czy dwóch przypadkowych stałych fragmentach. Najbardziej martwiło go coś zupełnie innego: jego drużyna przez większość drugiej połowy po prostu przestała grać tak, jak powinna.



