Brentford — beniaminek gotowy na Premier League

Obecny sezon jest ich pierwszym w Premier League. Jeszcze osiem lat temu grali na trzecim, a 13 lat temu na czwartym poziomie rozgrywkowym. Mimo to od początku tego sezonu na boisku wyglądają tak, jakby od tych 13 sezonów występowali w Premier League. Brentford do ligi weszło nie jak absolutny debiutant, a jak zespół, który regularnie gra w elicie i wie, z czym to się je. I właśnie dlatego początek obecnych rozgrywek w wykonaniu The Bees jest tak znakomity. Ekipa Thomasa Franka zmieniła nieco podejście, dostosowała się do wymogów Premier League i już na starcie zachwyca kibiców angielskiej piłki.

REKLAMA

Brak doświadczenia

To, że Brentford jak dotąd prezentuje tak dojrzały futbol, może dziwić. Tym bardziej że przed sezonem zarówno żaden z piłkarzy, jak i trener nie miał większego doświadczenia na poziomie Premier League. Cała kadra Pszczół miała łącznie trzy występy na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Anglii. Ivan Toney w dwóch meczach uzbierał łącznie 10 minut, a Sergi Canos w jednym spotkaniu dziewięć. Łącznie zaledwie 19 minut. W takich sytuacjach beniaminkowie często szukają na rynku zawodników doświadczonych, ogranych w najmocniejszych ligach. Tak chociażby zrobił Watford, który przed sezonem sprowadził Danny’ego Rose’a, Moussę Sissoko czy Joshuę Kinga. Brentford jednak postąpiło zupełnie odwrotnie. W lecie do zespołu dołączyli m.in. 23-latkowie: Kristoffer Ajer, Frank Onyeka i Aitor Fernandez oraz rok starszy Yoane Wissa. Żaden z nich wcześniej nie grał w Premier League. Wyjątek stanowił jedynie zakontraktowany za darmo rezerwowy Mathias Jorgensen, który przez dwa sezony regularnie występował w angielskiej ekstraklasie.

Przed startem rozgrywek można było mieć pewne obawy czy Brentford w pierwszym sezonie przypadkiem nie zapłaci frycowego. Jak wiadomo, Championship i Premier League to dwie zupełnie różne ligi, o czym bardzo często przekonują się beniaminkowie. Zespoły, które dominowały na boiskach zaplecza ekstraklasy, zazwyczaj mają problem z dostosowaniem się do wymogów elity. Okazuje się, że to, co działało w Championship, poziom wyżej niekoniecznie musi się sprawdzać. W walce o utrzymanie styl oparty na posiadaniu piłki, dużej liczbie podań i dominacji trzeba zmienić na bardziej pragmatyczny. Taki, który po prostu będzie dostarczał punkty.

Zmiana podejścia Brentford

Podopieczni Thomasa Franka w dwóch poprzednich sezonach Championship zdobywali najwięcej bramek ze wszystkich zespołów (kolejno 80 i 79). Prezentowali atrakcyjny, nastawiony na ofensywę futbol. Jednak menadżer „The Bees” wiedział, że awansując do elity, aby jego zespół zwiększył szanse na utrzymanie, będzie musiał nieco zmienić podejście. Na zapleczu Premier League Frank stosował ustawienie 4-3-3, jednak w obecnej kampanii zmienił formację na 3-5-2. Trójka stoperów i dwaj wahadłowi gwarantują większą stabilność w defensywie, a duża ruchliwość dwójki napastników sprawia sporo problemów obrońcom przeciwnika. Ivan Toney odpowiada głównie za utrzymywanie piłki i walkę z obrońcami, natomiast Bryan Mbuemo często jest najbardziej wysuniętym zawodnikiem w całym zespole i ma za zadanie wbiegać na piłki prostopadłe za plecy defensorów rywala.

Jak widać na przykładzie Brentford, aby w Premier League osiągać dobre rezultaty nie trzeba mieć zawodników ogranych na tym poziomie. Czasem wystarczy mieć mądrego trenera, który będzie wiedział jak ustawić zespół i wykorzystać jego największe atuty. Thomas Frank, awansując ze swoim zespołem do Premier League wiedział, że nie może porywać się z motyką na słońce. To już nie jest Championship i mając taki skład Brentford w większości meczów nie będzie już faworytem. Dlatego też trener Pszczół wiedział, że aby zwiększyć szanse na utrzymanie musi bazować na innych atutach swojego zespołu. Na przykład stałych fragmentach gry. W trwającym sezonie ligowym The Bees aż cztery z ośmiu goli strzelili właśnie w taki sposób.

Szczelna defensywa i plan na mecz

Jednak tym, co najbardziej podobać może się w grze Brentofrd jest organizacja gry w defensywie. Co prawda, trzy stracone gole w sobotnim meczu z Liverpoolem nieco temu przeczą, jednak ofensywa The Reds na początku obecnej kampanii jest niezwykle silna i praktycznie każdemu strzela co najmniej dwie bramki (wyjątkiem było spotkanie z Chelsea zremisowane 1:1). W pierwszych czterech kolejkach Pszczoły straciły tylko dwa gole i nadal — pomimo straty trzech bramek z Liverpoolem — są jedną z najlepszych defensyw Premier League. Mniej goli od zespołu Thomasa Franka straciły cztery zespoły. Do mniejszej liczby strzałów dopuściły również tylko cztery drużyny, a jedynie Manchester City i Brighton pozwoliły na mniej celnych uderzeń.

Ponadto The Bees na każdy mecz wychodzą z jasno nakreślonym planem i nawet czołówce ligi nie pozwalają grać na swoich warunkach. W pierwszej kolejce z Arsenalem Brentford zaskoczyło Kanonierów wysokim pressingiem na początku spotkania oraz długimi piłkami zagrywanymi w kierunku Ivana Toneya, z którym w walce powietrznej kompletnie nie radził sobie Ben White. Z kolei w sobotę z Liverpoolem podopieczni Thomasa Franka wykorzystali słaby punkt w defensywie The Reds. Wszystkie bramki strzelali oni po dośrodkowaniu z prawej strony na dalszy słupek, gdzie tworzyli przewagę liczebną. Trent Alexander-Arnold w każdej tej sytuacji miał do krycia dwóch lub nawet trzech przeciwników.

Brentford w pierwszej dziesiątce?

Dzięki takiemu podejściu Brentford w pierwszych pięciu kolejkach przegrało tylko raz (0:1 z Brighton po golu w 90. minucie). Podopieczni Franka obecnie zajmują dziewiąte miejsce w tabeli z dziewięcioma punktami na koncie. Jak na razie nic nie wskazuje na to, aby mieli oni bić się w tym sezonie o utrzymanie. Dlatego też w kontekście Brentfordu bardziej niż o pozostaniu w elicie można się zastanawiać czy będzie to kolejny sezon, w którym jeden z beniaminków skończy sezon w górnej połowie tabeli. W minionej kampanii mieliśmy Leeds, a wcześniej Sheffield, Wolves oraz Newcastle. W każdym z ostatnich czterech sezonów jeden z zespołów wchodzących do ligi był bliżej walki o europejskie puchary niż o utrzymanie.

Jeżeli w tym sezonie ten trend miałby się utrzymać, to nie ma wątpliwości, że będzie to ekipa Thomasa Franka. W końcu Brentford ma wszystko, aby utrzymać się w elicie. Dobrze zorganizowaną defensywę, stałe fragmenty gry i skutecznego napastnika. A być może nawet coś więcej. Chociażby mądrego trenera, który już w pierwszym sezonie potrafi tak ustawić zespół, aby był on gotowy na Premier League.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,517FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ