Od EURO 2020 Portugalia na każdym kolejnym wielkim turnieju jest rozpatrywana jako jeden z kandydatów do złotych medali. W kraju z półwyspu Iberyjskiego wyrosło złote pokolenie, które jednak nie potrafi przekuć tego na sukcesy. Wprawdzie Portugalczycy w zeszłym roku wygrali Ligę Narodów, jednak z mistrzostw świata czy Europy w ostatnich latach wracają z poczuciem niedosytu. Od Euro 2016, kiedy Os Navegadores sięgnęli po triumf, nie są w stanie wejść do strefy medalowej. Nie inaczej było też na mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku. Reprezentacja Portugalii pożegnała się już na etapie 1/8 finału, a ich występ był jednym z większych rozczarowań tego turnieju.
Słaba gra w fazie grupowej
Z jednej strony porażka z aktualnym mistrzem Europy Hiszpanią 0:1 po golu w doliczonym czasie gry wstydu nie przynosi. Oczywiście Portugalia była tego dnia słabsza i zasłużenie odpadła, aczkolwiek nie był to jednostronny mecz. Przy większej ilości szczęścia to podopieczni Roberto Martineza mogli awansować dalej. Piłkarze i selekcjoner mogą się usprawiedliwiać tym, że mieli pecha w losowaniu. Niemniej jednak, jest to tylko część prawdy. Portugalczycy tak naprawdę sami sobie zgotowali ten los, zajmując drugie miejsce w grupie, za Kolumbią. Gdyby wygrali oni ostatni mecz z reprezentacją Nestora Lorenzo, zagwarantowaliby sobie łatwiejszą ścieżkę. Co więcej, zwycięstwo przeciwko Demokratycznej Republice Konga i późniejszy remis z Kolumbią również dawałby im pierwsze miejsce. Portugalia już w fazie grupowej grała słabo i tak szybkie odpadnięcie jest po części tego efektem.
Zespół prowadzony przez Roberto Martineza rozegrał tylko jeden dobry mecz – przeciwko najsłabszemu w grupie Uzbekistanowi, który przegrał wszystkie trzy mecze. Zwycięstwo 5:0 mogło imponować, choć trzeba było brać pod uwagę zarówno siłę rywala, jak i okoliczności tej wygranej. Portugalia szybko objęła prowadzenie (w 17. minucie prowadziła już 2:0) i ustawiła sobie mecz. Uzbekistan zmuszony był się otworzyć, co było wodą na młyn dla Cristiano Ronaldo i spółki. Nie musieli oni przebijać się przez nisko ustawione zasieki rywala, a mogli korzystać z wolnych przestrzeni w szybkim ataku.
Portugalia oparta na skrzydłach
Drużyna Roberto Martineza na trwającym mundialu rozczarowała nie tylko wynikami, ale przede wszystkim grą. Do Ameryki Północnej Portugalia przywiozła jedną z najmocniejszych kadr ze wszystkich reprezentacji. Wystarczy wspomnieć, że mają oni trzech podstawowych piłkarzy PSG, którzy w dwóch ostatnich sezonach wygrywali Ligę Mistrzów. Dwóch z nich – Vitinha i Joao Neves tworzą tercet w środku pomocy wraz z Bruno Fernandesem, który w ubiegłych rozgrywkach Premier League pobił rekord asyst oraz został wybrany najlepszym piłkarzem ligi. Mając taki potencjał w środku pola, oczekiwania co do sposobu gry Os Navegadores były zupełnie inne.
Można było się spodziewać, że Portugalia będzie grała podobnie jak PSG. Bedą chcieli dominować i kontrolować mecz poprzez posiadanie piłki. W końcu tak mocnego środka pomocy nie ma żadna inna reprezentacja. Tymczasem pomysł Roberto Martineza był zupełnie inny. Hiszpański szkoleniowiec grę swojej reprezentacji oparł na skrzydłach. Portugalczycy jednakowo budowanie akcji pod pressingiem w strefie niskiej czy kreowanie sytuacji w ostatniej tercji boiska uzależniali kierowali w boczne sektory boiska. Gra mistrzów Europy z 2016 roku bardzo rzadko przechodziła przez środek, gdzie mieli przecież największy potencjał. Jest to zupełnie odmienny sposób gry od tego, który stosuje PSG, gdzie kluczowe role odgrywają Vitinha i Joao Neves.
Niewykorzystany potencjał w środku pola
Wprawdzie Vitinha wciąż notował najwięcej kontaktów z piłką i wykonywał najwięcej podań w przeliczeniu na 90 minut w swoim zespole, jednak liczby te nie były tak wysokie jak w klubie. Piłkarz PSG jest szósty pod względem celnych podań na 90 minut na całym turnieju, co nie jest złym wynikiem. Niemniej jednak, w Lidze Mistrzów oraz Ligue 1 nie miał on sobie równych. Vitinha słabo w reprezentacji Portugalii wyglądał zwłaszcza w meczach z mocniejszymi rywalami, kiedy jego zespół rzadziej był przy piłce, a on sam miał mniejszy udział w grze.
W meczach z Kolumbią i Hiszpanią Vitinha był dopiero na czwartym miejscu w swojej drużynie pod względem liczby kontaktów. Co prawda, w obu tych meczach był zmieniany, jednak mogło wynikać to przede wszystkim z tego, że nie odnajdywał się w takiej grze. W obu spotkaniach Portugalia miała tylko 45% posiadania piłki i to rywal miał kontrolę nad meczem. W meczach z silniejszymi przeciwnikami Roberto Martinez świadomie nie dążył do tego, aby to jego zespół był częściej przy piłce. Mając w środku pola jednak kogoś takiego jak Vitinha, który w klubie jest odpowiedzialny za regulowanie tempa gry, warto byłoby dostosować sposób gry do niego.
Innym zawodnikiem, którego umiejętności nie zostały właściwie wykorzystane przez selekcjonera, jest Bruno Fernandes. Piłkarz Manchesteru United to jeden z najlepszych kreatorów na świecie. W klubie ma on dużą swobodę w poruszaniu się w ofensywie i stawia pieczątkę niemal na każdej akcji. W minionym sezonie Premier League Bruno był najlepszy nie tylko w liczbie asyst, ale też wykreowanych „dużych szans” czy kluczowych podaniach. Tymczasem na mundialu jego statystyki są znacznie gorsze – jedna asysta, dwie stworzone „duże szanse” i sześć kluczowych podań. W przeliczeniu na 90 minut Portugalczyk notował tylko 0,27 xA (oczekiwane asysty), co na ten moment daje mu dopiero 45. miejsce na turnieju.
Portugalia była źle zorganizowana bez piłki
Reprezentacja Portugalii miała problemy nie tylko w ofensywie z kreowaniem sytuacji, ale również w fazach gry bez piłki. Wprawdzie liczba straconych goli może sugerować, że z organizacją w defensywie nie było tak źle. Portugalczycy w pięciu meczach stracili tylko trzy gole i w żadnym spotkaniu nie dali sobie wbić więcej niż jednego. Niemniej jednak, duża w tym zasługa Diogo Costy. Bramkarz Os Navegadores znajduje się na trzecim miejscu zarówno pod względem procenta obronionych strzałów (86,4%), jak i powstrzymanych goli (+1,6). Portugalczyk bronił średnio 3,8 strzału na mecz, co daje mu 11. miejsce spośród wszystkich bramkarzy. Statystyka ta nie najlepiej świadczy o całej reprezentacji Portugalii.
Według danych z Fotmob wskaźnik xGC (oczekiwane gole stracone) Portugalii wyniósł 5,8, co oznacza, że „powinni” stracić prawie dwa razy więcej goli niż w rzeczywistości. Zespół Roberto Martineza był słabo zorganizowany bez piłki. Przeważnie ustawiali się w średnim lub wysokim bloku, jednak brakowało presji na piłkę. Ponadto odległości pomiędzy formacjami były na tyle duże, że przeciwnicy z łatwością mogli zagrywać podania przez środek znajdując zawodników ustawionych w wolnych przestrzeniach. Korzystała na tym zwłaszcza Hiszpania i Dani Olmo w meczu 1/8 finału. Portugalia miała problem również z reakcją po stracie piłki i zabezpieczeniem kontrataków, co pokazał głównie pierwszy mecz z Demokratyczną Republiką Konga. Z tego również mogło wynikać bardziej zachowawcze podejście selekcjonera w następnych spotkaniach przeciwko mocniejszym rywalom.
Decyzje personalne
Kolejnym zarzutem w stronę Roberto Martineza jest jego wybór składu oraz zarządzanie zmianami. Oczywiście najwięcej w tej kwestii mówi się o Cristiano Ronaldo i tym, czy powinien on mieć miejsce w wyjściowej jedenastce. Piłkarz Al-Nassr ma swoje ograniczenia, jednak całościowo nie można powiedzieć, aby rozegrał on słaby turniej. Ronaldo strzelił trzy gole i był najgroźniejszym zawodnikiem swojej reprezentacji. Można się jednak zastanawiać dlaczego do końca przebywał on na boisku w starciu z Hiszpanią, a ani na moment nie pojawił się na niej Goncalo Ramos, który we wcześniejszym meczu zdobył decydującą bramkę. Dziwić mogła również decyzja o posadzeniu na ławce Rafaela Leao, który przeciwko Chorwacji był jednym z najlepszych na boisku.
Roberto Martinez często powierzał również piłkarzom role, w których nie czują się oni najlepiej. Przykładowo w starciu z Demokratyczną Republiką Konga w pierwszej połowie Bernardo Silva grał jako szeroko ustawiony skrzydłowy. Z kolei w meczu z Kolumbią w rolę pomocnika box-to-box, którą wcześniej pełnił Joao Neves wcielił się Ruben Neves, mimo że jest to piłkarz o zupełnie innej charakterystyce. W reprezentacji Portugalii zawiodło wielu piłkarzy. Tak naprawdę jedynym, który przez cały turniej grał na swoim optymalnym poziomie był Nuno Mendes. Niemniej jednak, tym który zawiódł najbardziej jest Roberto Martinez. To selekcjoner jest odpowiedzialny za stworzenie odpowiedniego systemu, który będzie odpowiadał piłkarzom i który wyciągnie z nich maksimum potencjału. Na koniec to trener odpowiada za to, jak wygląda gra jego drużyny. A Portugalia po raz kolejny wyglądała jak zespół nieprzygotowany do wielkiego turnieju.

