Złe zarządzanie. Dlaczego West Ham spadł z Premier League?

Dla każdego fana angielskiej piłki West Ham nierozerwalnie kojarzy się z Premier League. Wprawdzie Młoty kilkukrotnie spadały na niższy poziom rozgrywkoy, ostatni sezon spędzony w Championhip to lata 2011/12, natomiast przez zdecydowanie większą część swojej historii są klubem występującym w najwyższej klasie rozgrywkowej. Spadek West Hamu na niższy szczebel ligowy jest więc pewnego rodzaju zaskoczeniem. Jak do tego doszło? To historia nieumiejętności zastępowania kluczowych postaci dla zespołu w ostatnich latach oraz braku adaptacji do zmieniających się trendów.

Trenerski chaos po odejściu Davida Moyesa

Za kluczowy moment w drodze West Hamu do Championship trzeba wskazać koniec sezonu 2023/24, gdy David Moyes pożegnał się z klubem. Era szkockiego szkoleniowca na London Stadium była okraszona dla klubu wieloma sukcesami. Trzy z czterech pełnych sezonów pod jego wodzą drużyna kończyła w górnej połowie tabeli, przekraczając 50 punktów. W jedynych rozgrywkach, w których skończyli niżej, wynagrodzili kibicom słabszą postawę w lidze, triumfując w Lidze Konferencji. Tym samym West Ham trzy kolejne sezony grał w europejskich pucharach – dwukrotnie w Lidze Europy, a raz w Lidze Konferencji. W jedynym sezonie, w którym nie musieli łączyć gry w Premier League z Europą, zdobyli aż 65 punktów (tyle samo, co w tym sezonie czwarta Aston Villa), a w kolejnych latach skutecznie łączyli grę na gruncie krajowym i międzynarodowym. Dopiero w ostatnim sezonie swoim sezonie Moyes nie zdołał przedłużyć passy kolejnych lat gry w Europie.

REKLAMA

Być może dlatego w klubie stwierdzono, że to dobry moment na rozpoczęcie przebudowy, ponieważ kontrakt Szkota wygasał. Funkcjonując przez cały sezon według standardowego, tygodniowego mikrocyklu nowy trener miał czas, aby zmienić model gry zespołu. Młoty miały grać bardziej nowocześnie, z nastawieniem na posiadanie piłki oraz wysoki pressing, a nowym szkoleniowcem został Julen Lopetegui. Metody Hiszpana nie przynosiły jednak efektów i w połowie sezonu West Ham dokonał zmiany. Julena Lopeteguiego zastąpił Graham Potter, trener również preferujący proaktywny styl i nastawiony na ofensywną grę. Niemniej jednak, szybko okazało się, że Graham Potter jest trenerem elastycznym i dostosowującym sposób gry zespołu do kadry, jaką posiada. Obecny selekcjoner reprezentacji Szwecji doszedł do wniosku, że najlepsze efekty przynosi zachowawcze i ostrożne podejście – zarówno w fazie posiadania piłki, jak i podczas bronienia.

Zabrakło czasu

W West Hamie również zdali sobie sprawę, że mają kadrę bardziej dopasowaną do filozofii Davida Moyesa niż – dajmy na to – Roberto De Zerbiego. I zdecydowali, że skoro Graham Potter w pewnym stopniu wraca do tego, co proponował David Moyes, ale ma o wiele gorsze wyniki, a początek sezonu zwiastuje walkę na noże o utrzymanie to lepiej sięgnąć po trenera, którego ów model gry jest podstawową filozofią. W taki sposób na London Stadium trafił Nuno Espirito Santo. Pod kątem sposobu gry West Ham znalazł się więc w punkcie, z którego rozpoczynał przebudowę drużyny latem 2024 roku, gdy za obupólną zgodą pożegnał się z Davidem Moyesem. Wrócił do tego, co funkcjonowało wcześniej, natomiast teraz, już po nieudanych zmianach, było o wiele trudniej, aby osiągnąć choćby zbliżone efekty do tych podczas pobytu Szkota.

Nuno Espirito Santo przejął kompletnie rozbity zespół. Wówczas trudno było złożyć wyjściową jedenastkę w taki sposób, aby nie było w niej słabych punktów, a w zespole był odpowiedni balans. Portgalski szkoleniowiec potrzebował więc trochę czasu, aby wszystko poukładać i znaleźć właściwe zestawienie personalne oraz taktyczne. Udało mu się to trochę za późno, ale… sam fakt, że w ogóle się udało jest już warty docenienia. Graham Potter zostawił zespół z trzema punktami na koncie po pięciu rozegranych meczach. Kadencję Nuno Espirito Santo można podzielić na pół. W pierwszych 16 spotkaniach zespół zdobył tylko 11 punktów. W kolejnych siedemnastu – gdy trener znalazł pomysł na drużynę – 25 „oczek”. Więcej w tym okresie uzbierały tylko 4 zespoły (Man United, Arsenal, Man City, Bournemouth).

West Ham zapłacił najwyższą możliwą cenę za zmarnowanie pierwszej połowy sezonu.

W klubie mogą mówić o pechu, ponieważ trafili akurat na sezon, w którym do utrzymania potrzeba było większej liczby punktów niż zazwyczaj. Zespół Nuno Espirito Santo jest pierwszym spadkowiczem z Premier League ze średnią ponad 1 pkt/mecz od… West Hamu w sezonie 2002/03. W 20-zespołowej lidze tylko trzy zespoły, które spadły do niższej dywizji zdobyły więcej punktów od The Hammers w tym sezonie. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę możliwości finansowe klubu oraz potencjał kibicowski, przy rozsądnym zarządzaniu West Ham powinien rok w rok zdobywać grubo ponad 40 punktów, które jest umowną granicą bezpieczeństwa.

Zmarnowane pieniądze

Droga West Hamu do Championship rozpoczęła się jednak wcześniej niż wraz z odejściem Davida Moyesa. W letnim okienku transferowym w 2023 roku klub sprzedał Declana Rice’a za 100 mln funtów. Młoty straciły znakomitego piłkarza, ale można znaleźć wiele przykładów, że tak wysoka sprzedaż gwiazdy zespołu dla klubu spoza ligowej czołówki nie jest końcem świata, ponieważ z zarobionych pieniędzy można skutecznie przebudować kadrę (Aston Villa i Grealish, Brighton i Caicedo, Brentford i Mbeumo, Bournemouth i linia obrony).

West Ham dokonywał jednak wielu nietrafionych transferów. W miejsce Declana Rice’a sprowadził Edsona Alvareza, który dobrze radził sobie w pierwszym sezonie za Davida Moyesa, ale później nie odnalazł się u żadnego trenera. Podobnie było z Jamesem Ward-Prowsem. Anglik po odejściu Moyesa grał rzadko i nie spełaniał oczekiwań. Kompletną pomyłką transferową okazał się Guido Rodriguez, choć on akurat przychodził z wolnego transferu, bez kwoty odstępnego. Było też wypożyczenie Carlosa Solera, który miał umiejętności techniczne, ale intensywnością nie pasował do Premier League. Przed startem zakończonego niedawno sezonu West Ham sprzedał natomiast Mohammeda Kudusa, a w jego miejsce nie sprowadził żadnego ofensywnego piłkarza. Dopiero w styczniu wykupił z Lazio Taty’ego Castellanosa (choć to inna pozycja to ruch był sensowny, ponieważ w poprzednim sezonie często na 9-tce musiał grać Bowen). Argentyńczyk spisał się nieźle, ale – znów – było za późno, aby pomógł w utrzymaniu.

West Ham środki zarobione na sprzedaży Declana Rice’a oraz Mohammeda Kudusa inwestował nie tylko w zawodników, którzy mieli wejść w ich buty, ale także w inne pozycje. Największy problem od lat Młoty mają ze znalezieniem odpowiedniego napastnika – w ostatnim czasie nie udało się z Fullkrugiem – ale ogromne kłopoty mają też z obsadą środka obrony. Ustanowienie Maxa Kilmana – według Transfermarkt – drugim najdroższym nabytkiem w historii klubu dziś, z perspektywy czasu, wygląda śmiesznie. 40 mln euro za Jean-Claira Todibo to też mocno przepłacony zakup.

West Ham nie nadążył za nowoczesnym futbolem

Z meczów Młotów wyjawiał się obraz drużyny, której nowoczesny futbol odjechał. Zespołu, który nie dostosował się do ciągle zmieniających się trendów w Premier League. Liga stała się intensywna i szybka, jak nigdy wcześniej. Niemal wszystkie kluby bazują na pressingu i szybkich atakach. West Ham w takiej rzeczywistości nie mógł się odnaleźć, ponieważ zbudował bardzo wolną kadrę. Szybkości brakowało wzdłuż całego pasa środkowego boiska – w linii obrony, w środku pomocy oraz na pozycji napastnika. Tylko zawodnicy grający w bocznych sektorach gwarantowali szybkość oraz intensywność. Najbardziej było to widać na samym początku sezonu, stąd klub zareagował sprowadzając na finiszu okienka Mateusa Fernandesa, a z czasem Nuno udało się zamaskować te braki poprzez odpowiedni sposób gry.

REKLAMA

West Ham nie spadł z Premier League z powodu mniejszego potencjału finansowego od reszty. Spadł, ponieważ był jednym z najgorzej zarządzanych klubów, a w lidze, gdzie coraz więcej klubów spoza czołówki ma na siebie pomysł, który pozwala im konkurować z bogatszymi (Brighton, Brentford, Bournemouth, Fulham, Crystal Palace), najsłabiej zarządzani będą odpadać. Młoty zapłaciły za źle przeprowadzoną ewolucję sposobu gry, nietrafione transfery, chaos na stanowisku trenera oraz brak adaptacji do ciągle zmieniających się trendów w futbolu. To za dużo grzechów, aby w tak wymagającym sezonie utrzymać się w Premier League.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ