Mutua Madrid Open: „Każda porażka to koniec świata”. Duże emocje po finale w stolicy Hiszpanii

Finał turnieju WTA 1000 w Madrycie dostarczył kibicom wszystkiego, czego można oczekiwać od wielkiego sportu – świetnej gry, walki do samego końca i skrajnych emocji. Po najważniejszy tytuł w swojej karierze sięgnęła Marta Kostyuk. Z kolei 19-letnia Mirra Andreeva, choć grała w tym tygodniu fenomenalnie, przypłaciła finałową porażkę łzami. Podczas pomeczowych konferencji obie tenisistki szczerze opowiedziały o presji, radzeniu sobie z oczekiwaniami i emocjami związanymi z wczorajszym finałem.

Dla Marty Kostyuk madrycki triumf to ogromny przełom. Ukrainka, która w przeszłości nie potrafiła odnaleźć rytmu w stolicy Hiszpanii, tym razem zagrała turniej życia. Jak sama przyznaje, kluczem do sukcesu okazała się zmiana nastawienia i uporanie się z demonami przeszłości. Kostyuk zabłysnęła w tenisowym świecie już jako 15-latka, co przez lata nakładało na nią gigantyczną presję.

REKLAMA

– Na początku tego roku powiedziałam mojemu zespołowi, że w końcu czuję, że to, co osiągnęłam w wieku 15 lat, przestało na mnie ciążyć – wyznała szczerze mistrzyni turnieju. – Przez wiele lat żyłam w stanie, w którym wszyscy oczekiwali ode mnie wielkich wyników. Osiąganie tak świetnych rezultatów w tak młodym wieku było niemal jak klątwa. Kiedy w końcu się z tego uwolniłam i doceniłam, jak niesamowitym osiągnięciem było to, co zrobiłam mając 14 czy 15 lat, dało mi to wolność. Teraz po prostu cieszę się tym sportem.

Zapytana o to, jak smakuje jej pierwsze w karierze trofeum rangi WTA 1000, Kostyuk odpowiedziała z uśmiechem:

– Zdecydowanie smakuje jak szampan! To była pierwsza rzecz, jakiej spróbowałam po zwycięstwie. Będąc dzieckiem, oglądałam ten turniej, pamiętam nawet ten rok z niebieską mączką i to było coś niesamowitego. Nigdy nie pomyślałabym, że to będzie możliwe. To jeden z najsilniej obsadzonych turniejów w roku.

Ukrainka poruszyła również bardzo osobisty wątek, opowiadając o swojej relacji na linii zawodniczka-trenerka, w której przez lata funkcjonowała ze swoją mamą.

– Dorastałam, będąc trenowaną przez moją mamę. Nigdy nie jest łatwo wyjść z takiego układu i oddzielić te dwie role – przyznała szczerze Kostyuk. – Ona jest najbliższą osobą w moim życiu, zawsze do niej dzwonię, gdy potrzebuję wsparcia lub po prostu chcę porozmawiać. Przed tym sezonem na mączce miałyśmy krótki obóz treningowy, więc zdecydowanie powinnam jej podziękować za te wszystkie zwycięstwa w ostatnim miesiącu. Znam wiele trudnych historii, w których rodzice trenują swoje dzieci, dlatego bardzo się cieszę, że udało mi się wyjść z tego wszystkiego jako lepszy człowiek i lepsza tenisistka.

Mimo ogromnego sukcesu w Madrycie, nowa mistrzyni z dużym dystansem podchodzi do zbliżającego się wielkimi krokami wielkoszlemowego Roland Garros. Zapytana o turniej w Paryżu, bardzo szybko stonowała nastroje, przywołując bolesne wspomnienia sprzed roku.

– Szczerze mówiąc, nie poświęciłam Paryżowi jeszcze ani jednej myśli – stwierdziła Kostyuk. – W zeszłym roku zagrałam tam absolutnie fatalny mecz, po którym przez jakiś czas byłam wręcz zdruzgotana. Wtedy również miałam dobre występy przed Paryżem, a potem narzuciłam na siebie zbyt duże oczekiwania. To była jedna z najtrudniejszych porażek w mojej karierze. Dlatego teraz wracam do podstaw. To, co pozwoliło mi tu wygrać, to czerpanie radości z gry i otwartość na wyzwania. Roland Garros jest jeszcze bardzo daleko, liczy się tylko to, żeby być zdrową.

„Każda porażka to koniec świata”

Zupełnie inne nastroje panowały na konferencji Mirry Andreevej. Zaledwie 19-letnia rewelacja turnieju, choć awansowała aż do finału (i wciąż pozostaje przecież w grze o tytuł deblowy), niezwykle boleśnie zniosła porażkę w decydującym starciu imprezy singlowej. Jej wypowiedzi pokazały, jak ogromne emocje kryją się za jej grą i jak mocno przeżywa to, o czym chwilę wcześniej wspominała Kostyuk.

REKLAMA

Zapytana o to, co po meczu powiedziała jej trenerka: Conchita Martínez, młoda Rosjanka odpowiedziała łamiącym się głosem:

– Jeszcze nie rozmawiałyśmy. Tylko mnie przytuliła. Za każdym razem, gdy zaczynała do mnie mówić, zaczynałam płakać, więc na razie nie zamieniłyśmy słowa.

Andreeva bardzo otwarcie odniosła się też do tego, jak radzi sobie z przegranymi.

– Szczerze mówiąc, za każdym razem, gdy przegrywam, to dla mnie jak koniec świata – wyznała 19-latka. – Czasami widzę inne zawodniczki, które uśmiechają się zaraz po porażce, i nie rozumiem, jak one to robią. Chciałabym tak potrafić, ale dla mnie każdy przegrany mecz to ogromne rozczarowanie i wielki ból. Mam nadzieję, że w przyszłości się to poprawi i będę potrafiła rozmawiać o meczu od razu, bez konieczności brania czasu na ochłonięcie.

Nowe oczekiwania

Dla obu zawodniczek ten turniej to wyraźny krok naprzód. Kostyuk dzięki wygranej zaliczyła ogromny awans w światowym rankingu (z 23. na 15. miejsce), choć jak sama twierdzi, nie przywiązuje do tego wagi, traktując to jedynie jako „konsekwencję tego, co robi na korcie”.

Andreeva z kolei zauważa, jak bardzo zmieniła się jej sytuacja w porównaniu do debiutu w Madrycie, kiedy jako 15-latka grała bez żadnej presji przeciwko Arynie Sabalence.

– Wtedy starałam się po prostu cieszyć atmosferą. Nikt nie oczekiwał, że wygram tyle meczów. Teraz oczywiście ja sama wiem, jak dobrze potrafię grać, i wszyscy inni też to wiedzą. Kwestią jest teraz to, jak utrzymać ten poziom za każdym razem, gdy wychodzę na kort i jak zachować tę powtarzalność – podsumowała dojrzało Mirra.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,584FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ