Arteta szuka rozwiązań. Martin Zubimendi i Declan Rice zamienili się pozycjami

Arsenal remisem na Riyadh Air Metropolitano z Atletico (1:1) w pierwszym meczu półfinału Ligi Mistrzów zrealizował plan minimum i przystąpi do rewanżu na Emirates Stadium bez konieczności odrabiania strat. To nie był wielki mecz Kanonierów, zagrali raczej na przetrwanie mając świadomość, że są w trudnej sytuacji kadrowej oraz odczuwają zmęczenie sezonem. Jest jednak jeden element, który poprawił się w porównaniu do poprzednich spotkań, na co wpływ miała decyzja Mikela Artety. Declan Rice i Martin Zubimendi zamienili się bowiem rolami.

Declan Rice niżej, Martin Zubimendi wyżej

Po opublikowaniu wyjściowej jedenastki na mecz z Atletico przez klubowe konto Arsenalu w mediach społecznościowych większych zaskoczeń nie było. Mikel Arteta wystawił tych zawodników, których można było się spodziewać zakładając, że Bukayo Saka nie wyleczył jeszcze w pełni kontuzji, a uraz Eberechiego Eze odniesiony w sobotnim meczu z Newcastle sprawił, że Anglik nie jest gotowy na grę od 1. minuty. Niemniej jednak, już w trakcie spotkania osoby regularnie śledzące mecze Kanonierów mogły się zdziwić obserwując ustawienie środka pola drużyny. W momencie budowania akcji Martin Zubimendi, zazwyczaj najniżej ustawiony pomocnik, tym razem pozycjonował się wyżej, a najgłębiej ustawionym graczem drugiej linii był Declan Rice. Co więcej, nawet Martin Odegaard, ofensywny pomocnik, częściej cofał się po piłkę od Hiszpana (choć Norweg akurat i tak często schodzi po piłkę także w innych meczach).

REKLAMA

W pierwszej połowie Declan Rice zanotował ponad dwa razy więcej kontaktów z piłką od Martina Zubimendiego (58 do 27). Odegaard w tym okresie dotykał futbolówkę 36 razy. Mniej kontaktów z piłką przed przerwą od Zubimendiego w obozie Arsenalu mieli tylko Viktor Gyokeres i Gabriel Martinelli. Z 27 kontaktów z piłką Hiszpana aż 20 było na połowie przeciwnika. Podobny odsetek (około 75%) miał Martin Odegaard, natomiast w przypadku Rice’a było to trochę więcej niż polowa (58,6%). Podział był więc wyraźny. Rice był 6-tką, a Zubimendi przesunął się wyżej, na 8-kę. Nie tylko w fazie posiadania piłki, ale także bez niej, ponieważ podczas pressingu to Hiszpan wychodził wyżej, odpowiadając razem z Odegaardem za dwóch środkowych pomocników Atletico. Takie ustawienie przyniosło korzyści przy strzelonym golu, ponieważ to Zubimendi wziął udział w akcji z Odegaardem po przejęciu piłki na połowie przeciwnika i zagrał do Gyokeresa, który został sfaulowany w polu karnym.

Pozytywny efekt

Skąd taki pomysł Mikela Artety? Zakładamy, że wynikał z prostego wyciągania wniosków z meczów w ostatnich tygodniach. Po pierwsze – Zubimendi w drugiej części sezonu nie jest w dobrej formie i sprawia wrażenie, jakby odczuwał trudy tak intensywnego grania, co po przejściu do Premier League z Realu Sociedad nie może dziwić. Przydarza mu się coraz więcej niedokładności w rozegraniu, a to też przekłada się na spadek efektywności budowania akcji przez Kanonierów. Arsenal w ostatnich meczach zdecydowanie częściej unika ryzyka w rozegraniu i omija pressing przeciwnika dalekim podaniem. Zawodnicy z przodu rzadko potrafią utrzymać jednak piłkę z przodu, co z kolei prowadzi do o wiele mniejszej kontroli nad meczami niż w pierwszej części sezonu.

Rozwiązaniem Artety na mecz z Atletico było powierzenie największej odpowiedzialności w rozegraniu Declanowi Rice’owi. 27-latek w tej roli sprawdził się bardzo dobrze. Z dwóch półfinałów Ligi Mistrzów to on zanotował najwięcej kontaktów z piłką oraz wykonał najwięcej dokładnych podań. 93% celności zagrań również wskazuje, że pomocnik The Gunners był odpowiedzialny za piłkę. Trzeba jednak zaznaczyć, że Atletico nie grało od początku meczu intensywnym pressingiem i Arsenal miał przewagę liczebną podczas budowania ataków. Manewr Mikela Artety został poddany prawdziwej próbie dopiero w drugiej połowie, gdy zespół Diego Simeone zaczął mocniej inwestować w wysoki pressing. Goście wtedy rzeczywiście stracili kontrolę nad meczem. Według statystyk użytkownika Markstats w serwisie X, celność zagrań piłkarzy Arsenalu poza tercją ataku w pierwszym kwadransie drugiej połowy spadła do poniżej 60%, podczas gdy w pierwszej połowie utrzymywała się w okolicach 90%.

Zespół Mikela Artety zdołał opanować sytuację dopiero w okolicach ostatniego kwadransa podstawowego czasu gry. W drugiej połowie aktywność Zubimendiego w porównaniu do reszty zespołu była już wyższa. Po zejściu Martina Odegaarda, którego zastąpił Eberechi Eze, Hiszpan częściej musiał cofać się głębiej, ponieważ od tego czasu na 10-tce miał piłkarza o innej charakterystyce.

Coś poszło nie tak

W momencie, gdy Martin Zubimendi przychodził do Arsenalu, byl przedstawiany jako defensywny pomocnik o profilu głęboko cofniętego rozgrywającego, który ma też atuty w ostatniej tercji boiska. Jako reprezentant Hiszpanii potrafił wejść w buty Rodriego i przejąć rolę „pomocnika od 100 kontaktów z pilką”. W Arsenalu jednak – choć całościowo jego debiutancki sezon trzeba ocenić pozytywnie – nie pokazuje atutów, z którymi go utożsamiano. Różnicę w porównaniu z Rodrim było widać w ostatnim meczu ligowym pomiędzy tymi zespolami, gdy to Manchester City przejął kontrolę nad przebiegiem spotkania, a ich pomocnicy pokazali wyższą kulturę gry. Przesunięcie Zubimendiego na „8-kę” w półfinale Ligi Mistrzów i powierzenie największej odpowiedzialności za rozegranie zawodnikowi, który w systemie Artety miał docelowo grać na „8-ce”, a dużej także cofającej się po piłce „10-tce”, sugeruje, że coś poszło nie po myśli pionu sportowego oraz sztabu szkoleniowego Arsenalu.

Kanonierzy mają jednak to szczęście, że Declan Rice zagra na bardzo wysokim poziomie nie tylko w roli „8-ki”, ale także jako „6-tka”, a Martin Zubimendi jest na tyle wszechstronnym pomocnikiem, że również poradził sobie, gdy został ustawiony wyżej (chyba, że na Emirates Stadium celowo sprowadzili piłkarza o takim profilu, aby mógł wymiennie funkcjonować z Ricem). Eksperyment Mikela Artety trzeba jednak ocenić bardziej na plus niż na minus. Choć trudno jednoznacznie oceniać po jednym meczu, wydaje się, że w obecnej dyspozycji obu piłkarzy środek pola lepiej funkcjonuje właśnie w takim układzie, jak na Metropolitano. Możemy spodziewać się, że w kolejnych starciach ustawienie drugiej linii Arsenalu będzie wyglądało tak jak w środowy wieczór. W walce o mistrzostwo Anglii (oraz Ligę Mistrzów) nie będzie to game-changerem, ale w tak wyrównanym wyścigu z Manchesterem City każdy detal działający choć trochę na korzyść zespołu może okazać się – dosłownie – na wagę złota.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,455FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ