Obrony nie da się przecenić. Turcja z falstartem na MŚ

Na ten mecz Turcja czekała 24 lata. Po takim czasie ekipa znad Bosforu zapewniła sobie miejsce na mistrzostwach świata. Oczekiwania wobec tej kadry są ogromne, i zapewne wielu Turków skróciło sobie nieco sen, aby oglądać swoich reprezentantów. W Vancouver rozegrali swój pierwszy mecz, z Australią. Turcja jest na fali, od Euro 2024 przegrała jedynie 2 mecze o stawkę. I o ile dla niej to wyjątkowy moment i wielki powrót, tak dla Australii, jakkolwiek to dziwnie nie zabrzmi, mundial to już chleb powszedni. Socceroos tym meczem rozpoczęły swój szósty mundial z rzędu. To zespół, który nie boi się wyżej notowanych rywali i będzie walczył o powtórzenie wyniku z 2022 roku.

Meczycho godne mundialu!

Australijczycy bardzo dobrze weszli w mecz. Od razu pokazali Turkom, że łatwo tu z nimi wcale nie będzie. Co prawda to podopieczni Vincenzo Montelli przycisnęli na początku i oddali aż 4 strzały w 7 minut, to Australia skutecznie potrafiła się bronić. Pierwsze minuty toczyły się w niezwykle intensywnym tempie, szybko Turcja zdołała zepchnąć przeciwnika do jego własnej połowy. Czasami jednak rywale z antypodów potrafili złamać wysoki pressing i podejść pod pole karne Turcji. Nic szczególnego z tego nie wyniknęło. Po obu stronach było sporo biegania i wysoka intensywność, ale za to dużo mniej konkretnych, groźnych sytuacji.

REKLAMA

Turcja miała ogromną przewagę optyczną. Posiadanie piłki w okolicach 70%, znacznie większa liczba oddanych strzałów. A jednak dopiero po 25 minutach gry miała pierwszą, naprawdę niebezpieczną akcję. Dogranie ze skrzydła dostał Arda Güler i piłkarz Realu Madryt oddał strzał. Wreszcie celny, ale Patrick Beach nie dał się zaskoczyć. W przeciwieństwie do defensywy tureckiej. Australia zebrała piłkę po strzale i ruszyła z kontrą. Świetne, długie podanie do przodu posłał Paul Okon-Engstler, do Nestory’ego Irankundy. 20-latek dobiegł do piłki, ograł obrońcę i ośmieszył bramkarza płaskim strzałem na bliższy słupek. Ofensywa to nie wszystko, bronić też trzeba umieć…

FIFA miała świetny pomysł z wprowadzeniem przerw na nawodnienie. Można się zastanawiać, co tam trenerzy dosypali swoim podopiecznym, ale po niej zrobiło się kapitalne meczycho. Pierwszy celny strzał, gol dla Socceroos i kolejna świetna okazja, tym razem dla Turcji. Abdülkerim Bardakcı chyba zainspirował się Przemysławem Wiśniewskim, bo oddał potężny strzał z dystansu. Bramkarza nie zdołał jednak pokonać, piłka wylądowała na słupku. Mielibyśmy murowanego kandydata do najładniejszej bramki mundialu. Turcy przenieśli się do ataku pozycyjnego, cierpliwie czekając na dobrą okazję. Australia zaś świetnie się broniła i choć Turcja coś sobie kreowała, to nie wystarczało to do wyrównania. Na przerwę Turcja zeszła przegrywając. Była zbyt czytelna w ofensywie.

Turcja bez pomysłu na obronę Australii

Po przerwie Turcja uderzyła od razu. W 46. minucie z daleka strzał oddał Hakan Çalhanoğlu, tylko że takim uderzeniem bramkarza nie mógł pokonać. Australia szybko odpowiedziała kontrą i dwójkową akcją Mohameda Toure i Jordana Bosa, lecz również nieskuteczna. Podopieczni Tony’ego Popovicia ani myśleli odpuszczać. W 53. minucie zrobiło się niebezpiecznie po główce Harry’ego Souttara, Uğurcan Çakır wybrnął jednak z trudnej sytuacji. Szybko odpowiedział Güler, ale również bez skutku. Obie drużyny podtrzymywały intensywność z pierwszej połowy, świetnie się oglądało ten mecz!

Czegoś Turkom jednak ciągle brakowało. Może to efekt braku dziewiątki z prawdziwego zdarzenia, może niewystarczającej kreatywności. Trener Montella szukał rozwiązania, rotował, ale jego podopieczni mieli ogromne problemy z zagrożeniem Australijczykom, nawet pomimo znacznego posiadania piłki. Turcja napierała, ale nie na tyle mocno, żeby obrona przeciwnika pękła. To była sztuka przebić się przez zasieki Australii, w tyłach radziła sobie wprost fenomenalnie. Wprawdzie nie atakowała i została zepchnięta głęboko do defensywy, to jednak ich prowadzenie wydawało się jakby nie do ruszenia.

Kara za nieskuteczność

Mimo to Turcy broni nie składali. W 73. minucie Zeki Çelik dostał kapitalne podanie i zdecydował się na odważną próbę z ostrego kąta. Beach bronił jednak jak natchniony i nie przepuścił tego uderzenia. A jego koledzy z pola robili swoje i to przynosiło owoce. Bardzo szybka akcja i wypad na bramkę Turcji. Indywidualnie z piłką ruszył Connor Metcalfe, zdecydował się na płaskie uderzenie z daleka. To było do obronienia, ale Cakir sobie nie poradził i Australia podwoiła prowadzenie. Duża niespodzianka na horyzoncie… Chociaż jakby tak się zastanowić, to żadna sensacja – Australia umie grać z trudniejszymi przeciwnikami na papierze i napsuć im krwi.

To trafienie zdecydowanie mogło podciąć Turkom skrzydła, a kibicom – zabrać wiarę w udany powrót na mundial. Nic nie wskazywało na to, że ekipa znad Bosforu nawiąże jeszcze kontakt z Australijczykami. A ci czuli się bardzo pewnie, szczególnie w obronie, gdzie niemal każde zagrożenie dusili w zarodku. Ofensywa Turcji była wybitnie nieskuteczna, a zwałszcza Arda Güler, który miał mocno rozregulowany celownik. W połączeniu z niewidocznym napastnikiem to nie świadczyło dobrze. Nawet wręcz bardzo źle. 2:0 to niebezpieczny wynik, no chyba że bronisz się tak skutecznie, a rywal nic nie może na to poradzić. Z rzutu wolnego jeszcze próbował Çalhanoğlu, ale Beach znowu nie dał się ograć. 22-latek kapitalnie odpłacał się Popoviciowi za zaufanie, gdy ten postawił ku zaskoczeniu na niego, a nie na Mathew Ryana.

Turcja wydawała się faworytem przed tym spotkaniem. Nic dziwnego – silny skład, wiele znanych nazwisk, wyglądało to lepiej na tle Australii. Samą ofensywą da się wygrywać, oczywiście, ale jeśli zapominasz o obronie, to nie ma co się dziwić, że rywal za to karci. A Australia była bezlitosna. Choć grająca niemal cały mecz w obronie, to kiedy już dochodziła do głosu, to wykorzystywała szanse na 100%. A Turcja marnowała je jedna po drugiej, choć trzeba oddać obrońcom z Australii, że zagrali dziś fenomenalnie. Trudno nie być pod wrażeniem tak grającego zespołu.

Australia – Turcja 2:0 (Irankunda 27′, Metcalfe 75′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ