Widzew Łódź nie może odbić się od dna. Winna taktyka czy wykonawcy?

W kibicach Widzewa Łódź mogą odzywać się dwa wilki. Jeden powie, że drużyna prowadzona przez Aleksandara Vukovicia przegrała tylko jedno z sześciu spotkań, tracąc w tym czasie zaledwie cztery gole. Drugi zauważy, że zespół wygrał w tym okresie ledwie dwa mecze, a przecież potrzebuje punktów, by wydostać się ze strefy spadkowej. Porażka z Radomiakiem Radom jest pierwszą poważną rysą na współpracy serbskiego szkoleniowca z łódzkim klubem, a koncentracja na defensywie — za którą Vuko był przecież niedawno chwalony — stała się podstawą do krytyki. Czy w takiej sytuacji można uznać, że Widzew Łódź wybrał niewłaściwego trenera do misji ratunkowej?

„Żelazna defensywa” Vukovicia

Skąd w ogóle wzięła się opinia o silnej defensywie Widzewa? Podstawą jest oczywiście liczba straconych bramek, która w tym czasie nie była wysoka, ale także — a może przede wszystkim — niski współczynnik goli oczekiwanych przeciwko. Do meczu z Radomiakiem Radom tylko Raków przekroczył barierę 1 xG. Według statystyk zespół Vukovicia nie pozwalał rywalom na oddawanie wielu groźnych strzałów.

REKLAMA

0.68 do 0.85 z Lechem Poznań
0.66 do 0.60 z Arką Gdynia
0.30 do 0.39 z Górnikiem Zabrze
1.07 do 1.22 z Rakowem Częstochowa
2.07 do 0.80 z Bruk-Betem Termaliką Niecieczą
0.23 do 2.28 z Radomiakiem Radom

Paradoks polega na tym, że pięć wcześniejszych spotkań rozegranych w 2026 roku — z Jagiellonią Białystok, GKS-em Katowice, Wisłą Płock, Cracovią i Pogonią Szczecin — przyniosło zbliżone wartości xG przeciwko. Jedynie Duma Podlasia przekroczyła 1 xG. Z pewnością nie jest tak, że pod wodzą Igora Jovicevicia zespół pozwalał rywalom na zdecydowanie więcej, a po zmianie szkoleniowca nagle zacieśnił szyki obronne. Mecze Widzewa Łódź były po prostu niezbyt otwarte, a drużyna rzadko wdawała się w wymianę ciosów. To zresztą dobrze współgra z filozofią Aleksandara Vukovicia, którą pamiętamy chociażby z Piasta Gliwice.

Widzew Łódź nie strzela goli i to jest największy problem

Serbski szkoleniowiec rozpoczął pracę od pokonania Lecha Poznań po meczu, w którym Widzew Łódź zanotował 29 procent posiadania piłki, ale miał zbliżoną do rywala liczbę oddanych strzałów. W kolejnych spotkaniach Widzewiacy nie mogli już jednak chować się za podwójną gardą i musieli w większym stopniu uczestniczyć w prowadzeniu gry. Z Arką Gdynia nie udało się wyprowadzić jednego decydującego ciosu. Podobnie było z Górnikiem Zabrze. Starcie z Niecieczą — przynajmniej w teorii — łodzianie powinni zdominować, ale do pracy zabrali się dopiero w końcówce, gdy grali z przewagą jednego zawodnika po czerwonej kartce dla Adriana Kasperkiewicza.

Kibice zapewne oczekiwaliby, że Widzew Łódź, przyjeżdżając na mecz do Radomia, wyjdzie z otwartą przyłbicą i ruszy na wymianę ciosów. Tymczasem klub, który latem wydał ponad 20 mln euro na sprowadzenie nowych graczy, nastawił się na okazjonalne próby odgryzania się rywalowi. Nieoczekiwanie taki scenariusz zaczął się sprawdzać i goście od 59. minuty prowadzili. Radomiak wyrównał siedemnaście minut później, uwierzył w swoją szansę i dobił rywala w doliczonym czasie gry. Znamienne, że w końcówce goście z Łodzi wyglądali na zadowolonych z remisu, a przecież takowy z perspektywy miejsca w tabeli nie był korzystny.

Tym samym bilans Widzewa w pięciu ostatnich spotkaniach to 6 punktów w 15 możliwych. Nie ma tragedii, ale jeśli zespół chce odrabiać straty, powinno być lepiej. Aleksandar Vuković ma określony pomysł na wydostanie drużyny ze strefy spadkowej. Problemem nie jest sama zachowawcza taktyka, lecz niedostateczna jakość gry wielu zawodników. Stałe fragmenty gry w ostatnim czasie wołają o pomstę do nieba. Ograniczanie ofensywnych możliwości rywali działa, ale wykorzystywanie własnych momentów zawodzi. To pierwsze nie przynosi większego pożytku, jeśli nie działa to drugie.

Vuković ma swój pomysł na utrzymanie, ale piłkarze średnio go realizują

Mecz przez siedemdziesiąt kilka minut przebiegał tak, jakbyśmy chcieli. Do tego momentu był wyrównany – z kilkoma sytuacjami z jednej, czy z drugiej strony. Wyszliśmy na prowadzenie i mieliśmy moment dobrej kontroli nad tym wynikiem. Potem od straconej bramki widać było, że Radomiak jest w przewadze mentalnej, jeśli chodzi o końcówkę spotkania. A w niej z jednej z chaotycznych sytuacji doprowadził do wygrania tego meczu. Dla nas to jeden z najgorszych scenariuszów, ale był jednym z możliwych, więc trzeba go zaakceptować i patrzeć na to, co jest przed nami w pięciu ostatnich kolejkach — tak po meczu z Radomiakiem Radom wypowiadał się trener Widzewa Łódź. Jasno widać, że Vuković chce realizować taką taktykę, jaka miała miejsce w sobotę — oczywiście z zastrzeżeniem, że efekt powinien być inny.

Tego typu mentalność boiskowa, chociaż niezbyt atrakcyjna dla widza, nie jest zła, biorąc pod uwagę sytuację, w jakiej znalazł się Widzew. Nie wchodzić w wymianę ciosów, grać względnie zachowawczo, nie tracić goli, wykorzystać swój moment. Proste, ale logiczne. Sprowadza się jednak do wykonania, bowiem bez skuteczności w ofensywie trudno liczyć na sukces. Stałe fragmenty gry od dłuższego czasu nie dają korzyści, co zresztą zauważali piłkarze Widzew w przerwie meczu z Radomiakiem. Brakuje momentu zrywu, zaskoczenia rywala nieszablonową akcją. Mimo wydatku ponad 20 mln euro czuć brak jakości indywidualnej u ofensywnych zawodników, co jest przecież abstrakcją.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,255FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ