Michał Karbownik po trzech latach odchodzi z Herthy Berlin. Według „Bilda” 25-latek poinformował niemiecki klub, że nie przyjmie propozycji nowego kontraktu. Jego obecna umowa wygasa 30 czerwca, więc latem zmieni klub na zasadzie wolnego transferu. Do niedawna wydawało się, że taki scenariusz sprzyja klubom Ekstraklasy. Jak informuje turecki Sports Digitale, Karbownik uzgodnił najważniejsze warunki kontraktu z Başakşehirem. Jeśli nic się nie wysypie na ostatniej prostej, były piłkarz Legii Warszawa przeniesie się do Stambułu.
To ciekawy zwrot, bo jeszcze niedawno Karbownik był łączony z powrotem do Polski. W mediach przewijał się przede wszystkim Widzew Łódź. Taki kierunek miałby sens sportowy i marketingowy, ale zawodnik najwyraźniej wybrał pozostanie za granicą. Turcja daje mu wyższy poziom finansowy i silniejszą ligę. Karbownik ma za sobą solidny sezon w 2. Bundeslidze – Niemcy próbowali go zatrzymać, ale decyzja Polaka miała być jasna. Dla Herthy to strata przede wszystkim finansowa. Klub sprowadził Karbownika z Brighton w 2023 roku, a teraz straci go po wygaśnięciu kontraktu. Z perspektywy zawodnika ten moment jest jednak logiczny. Ma 25 lat, za sobą regularne granie w Niemczech i może podpisać dobrą umowę jako wolny piłkarz. To, co nowy pracodawca oszczędzi przy kwocie odstępnego, wyda pewnie na pensję zawodnika.
Widzew Łódź? Jeszcze nie teraz
Karbownik obiecująco wszedł do seniorskiej piłki w Legii, szybko trafił do reprezentacji Polski i zapracował na transfer do Brighton. W Anglii się nie przebił. Później były wypożyczenia do Olympiakosu i Fortuny Düsseldorf, a następnie Hertha. W Berlinie wreszcie złapał więcej regularności, choć bez powrotu na poziom zainteresowania, jakie miał po wyjeździe z Warszawy. Başakşehir to klub stabilny, z ambicjami i środowisko, w którym Karbownik może grać regularnie. Czy takie rozwiązanie ze sportowego punktu widzenia jest lepsza niż Widzew Łódź? Odpowiedź nie jest oczywista. Wydaje się jednak, że Polak uznał, że na powrót do Ekstraklasy przyjdzie jeszcze pora, a w Turcji może odbudować swoją pozycję. Przykład Krzysztofa Piątka pokazał, że nie jest to niemożliwy scenariusz.

