Pogoń Szczecin straciła swoją piłkarską tożsamość

W pięciu poprzednich latach Pogoń Szczecin była zespołem, który stale utrzymywał się w czołówce. Biorąc pod uwagę dłuższą perspektywę, nie miała wahań formy. W każdym z pięciu ostatnich sezonów znajdowali się w pierwszej czwórce, czego nie można powiedzieć o żadnym innym zespole. Jagiellonia do czołówki przebiła się później, a każda drużyna z trójki Legia, Lech, Raków miała jakiś słabszy sezon w tym okresie (co też było spowodowane grą w europejskich pucharach na jesień, czym nie mogła pochwalić się Pogoń). W obecnych rozgrywkach seria Pogoni dobiegnie końca. Co gorsza, po 27. kolejce Ekstraklasy nie można wykluczyć, że Portowcy spadną z Ekstraklasy.

Pogoń za trofeami

Do polskiej czołówki Pogoń wprowadził Kosta Runjaic, a następnie blisko szczytu potrafili utrzymywać drużynę Jens Gustafsson oraz Robert Kolendowicz. W pięciu ostatnich sezonach końcowe miejsce w tabeli zmieniało się tylko nieznacznie (trzecie lub czwarte), ale średnia liczba punktów na mecz trochę się różniła. Najlepsze dla Portowców były rozgrywki 2021/22, gdy w ostatnim roku pracy Runjaicia zakończyli ze średnią 1,91 pkt/mecz. Najgorszy był natomiast sezon 2023/24, w którym nie wykorzystali słabości czołówki i zdobywali średnio 1,62 punktu na jedno spotkanie. Niemniej jednak, nawet przy takiej średniej w obecnym sezonie, który jest wyrównany jak nigdy, walczyliby o mistrzostwo Polski. Pomnażając tą średnią przez liczbę rozegranych meczów w obecnych rozgrywkach otrzymujemy liczbę 44 punktów, czyli o jeden mniej od liderującego Lecha Poznań. Gdyby więc w Szczecinie nie wyszli poza najgorszą formę z ostatnich pięciu lat, dziś kreśliliby wizje zdobycia pierwszego mistrzostwa Polski w historii klubu.

REKLAMA

Mimo złotego okresu dla Pogoni w ostatnich latach kibice nie doświadczyli jednak żadnych wydarzeń, które mogliby pozytywnie zapamiętać na lata. Nie wrzucili żadnego trofeum do gabloty, która ciągle, od momentu powstania klubu, stoi pusta. W europejskich pucharach grali regularnie, ale tylko w eliminacjach, więc fanom brakuje europejskich wieczorów, które mogą z sentymentem wspominać w Poznaniu, Warszawie, Częstochowie oraz Białymstoku. Gdy Pogoń w drodze do Ligi Konferencji trafiała na silniejszy na papierze lub podobny kadrowo zespół to zawsze odpadała (Brondby, Gent, Osijek). W trzech sezonach gry w kwalifikacjach LK wyeliminowali tylko islandzki KR Reykjavik oraz Linfield FC z Irlandii Północnej. Granatowo-bordowi dwukrotnie meldowali się w finale Pucharu Polski, ale w obu przypadkach ze Stadionu Narodowego wracali tylko ze srebrnymi medalami po porażkach z Wisłą oraz Legią,

Ta druga, poniesiona 11 miesięcy temu, z perspektywy czasu wydaje się symbolem końca pewnej ery klubu.

W poszukiwaniu pragmatyzmu

Pogoń w ostatnich latach należała do ścisłej czołówki w Polsce, ale nie przełożyła to na namacalne osiągnięcia. Nowy właściciel Alex Haditaghi, który przejął klub w marcu 2025 roku, wraz z osobami decyzyjnymi zatrudnionymi przez niego słusznie zdiagnozowali, że Pogoni brakowało pragmatyzmu, który często jest niezbędny w zdobywaniu trofeów. W miejsce Roberta Kolendowicza zatrudniono Thomasa Thomasberga, trenera stawiającego na bardziej defensywny i reaktywny futbol. Dla zespołu oznaczało to dość dużą zmianę, bowiem Pogoń od wielu lat była rozwijana w kierunku proaktywności. Drużyna nastawiona była na posiadanie piłki, kontrolowanie meczu na połowie przeciwnika, grę w ataku pozycyjnym i próby gry kombinacyjnej na malej przestrzeni. Taka filozofia stała się piłkarską tożsamością Portowców i przynosiła bardzo dobre rezultaty. Zatrudnienie trenera o innej charakterystyce było krokiem w złą stronę.

Szczecinianie nadal częściej znajdują się przy futbolówce od swoich rywali. Ich średnie posiadanie w obecnym sezonie wynosi 52,5%, co klasyfikuje ich w tej statystyce na 6. miejsce w lidze (za Jagiellonią, Lechem, Piastem, Rakowem i Legią). Niemniej jednak, w czterech ostatnich sezonach (z wcześniejszych sezonów na oficjalnej stronie Ekstraklasy nie ma już dostępnych statystyk) Pogoń zawsze miała wyższe posiadanie piłki, a wskaźnik powyżej 50% w aktualnych rozgrywkach może wynikać z faktu, że większość drużyn Ekstraklasy chętnie oddaje futbolówkę rywalom. Thomas Thomasberg miał wprowadzić więcej pragmatyzmu, ale nie dość, że to mu się nie udało to w dodatku zespół stracił charakterystyczne dla nich atuty. W poprzednch latach Pogoń miała określoną filozofię, która wyróżniała ich na boisku. Obecnie trudno opisać w jaki sposób ten zespół w ogóle chce grać.

Nieudana rewolucja kadrowa

Zmiana trenera była krokiem w złą stronę, ale nie pierwszym, jaki wykonali nowi właściciele. Zrzucanie całej odpowiedzialności na Thomasberga za obecne kłopoty Pogoni byłoby patrzeniem bardzo krótkowzrocznym na całą sytuację. Pod rządami Alexa Haditaghiego klub w dwóch okienkach transferowych przeszedł rewolucję kadrową, której skutki są bardzo negatywne. Granatowo-bordowi sprowadzili czternastu zawodników, z czego jedenastu to obcokrajowcy. Z nowego zaciągu jest niewielu graczy, których moglibyśmy pochwalić. Z czterech, którzy średnią notę za występy z całego sezonu w Przeglądzie Sportowym mają wyższą niż wyjściową i grają regularnie trzech to gracze, którzy byli już w klubie w poprzednim sezonie (Ulvestad, Grosicki, Cojocaru), a tylko jeden to nowy zawodnik (Attila Szalai). Oczywiście, trzeba podchodzić do takich ocen z lekkim dystansem, ale jakiś obraz to kreuje. Od zawodników, którzy przychodzili do Pogoni jako potencjalni kluczowi piłkarze często więcej po wejściu z ławki dają nastolatkowie przebijający się do pierwszej drużyny.

W pierwszej połowie trzeciej dekady XXI wieku Pogoń zbliżyła się do maksimum swoich możliwości. Racjonalnie patrząc, to nie był klub, który potencjałem kadrowym mógł się równać z Legią, Lechem i Rakowem, a tej luki nie był w stanie zasypać finansowo. Portowcy byli w znakomitym miejscu jak na swoje możliwości. Po zmianie właścicielskiej mieli prawo czuć, że przy odpowiedniej strategii mogą zniwelować dystans do czołówki, natomiast Alex Haditaghi zamiast drobnych korekt, zdecydował się na rewolucję i… wywrócił zespół do góry nogami.

„Stara Pogoń” vs „nowa Pogoń”

W historycznie wyrównanym sezonie, w którym „stara Pogoń” walczyłaby o mistrzostwo, „nowa Pogoń” punktuje ze średnią 1,26 pkt/mecz, na moment pisania tego tekstu ma 4 punkty przewagi nad strefą spadkową (a po zakończeniu 27. kolejki, gdy Arka rozegra swój mecz, może to być trzy lub nawet jedno „oczko”) i musi walczyć o uniknięcie degradacji do 1 Ligi. Ten zespół nie ma już wyników, stracił miejsce w czołówce ligi, brakuje im piłkarzy, z którymi kibice mogliby się identyfikować i nie potrafi grać atrakcyjnego, ofensywnego futbolu.

Pogoń Szczecin w niespełna rok straciła swoją piłkarską tożsamość, którą stopniowo budowała przez wiele lat.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    145,973FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ