Liga przypadku. Dlaczego Ekstraklasa jest tak nieprzewidywalna?

W ostatnich latach Ekstraklasa stała się najbardziej wyrównaną ligą w Europie. Obecny sezon jest tylko potwierdzeniem tego, jak nieprzewidywalna jest najwyższa klasa rozgrywkowa w Polsce. Po rundzie jesiennej pierwszą Wisłę Płock oraz ostatni Bruk-Bet Termalicę dzieliło tylko 11 punktów. Obecnie, po sześciu kolejkach rozegranych wiosną, różnica pomiędzy pierwszym a ostatnim wzrosła do 19 „oczek”. Jednak, jeżeli wyłączymy liderujące Zagłębie oraz szorujący po dnie zespół z Niecieczy, gdzie różnice punktowe pomiędzy sąsiadami są największe, przewaga drugiej Jagielloni nad przedostatnim Widzewem to znów zaledwie 11 punktów. 10 kolejek przed końcem sezonu większość zespołów nie jest jeszcze pewne utrzymania i jednocześnie może realnie myśleć o walce o europejskie puchary.

Przewidywania a rzeczywistość

Nie bez przyczyny po kolejnych porażkach faworytów w meczach z drużynami walczącymi o utrzymanie, powtarzane jest stwierdzenie, że w Ekstraklasie każdy może wygrać z każdym. Po przebiegu trwającego oraz poprzednich sezonów można pójść nawet krok dalej. W polskiej lidze przed sezonem żaden zespół nie może być pewny utrzymania oraz każdy może myśleć o awansie do eliminacji europejskich pucharów czy nawet marzyć o mistrzostwie. Co więcej, nawet po rundzie jesiennej trudno cokolwiek przewidzieć. Wisła Płock oraz Górnik Zabrze, którzy przerwę zimową spędzali na szczycie tabeli, w ostatnich pięciu meczach nie wygrały ani razu.

REKLAMA

W obecnej kampanii po rozegraniu 70% wszystkich meczów, w strefie spadkowej znajduje się Legia, która jest najbardziej rozpoznawalnym polskim klubem zagranicą, a jej dyrektor sportowy Michał Żewłakow w programie Liga+Extra w Canal+ na początku sezonu zapowiadał, że brak mistrzostwa będzie katastrofą, oraz Widzew, który po zmianie właścicielskiej w dwa okienka wydał ponad 20 milionów euro i pobił rekord transferowy. Z kolei liderem jest Zagłębie, które w poprzednim sezonie zajęło ostatnie bezpieczne miejsce zgarniając 36 punktów. W obecnych rozgrywkach taki dorobek może nie zagwarantować nawet pozostania w lidze.

Zresztą Lubinianie nie są pod tym względem wyjątkiem. Ich potencjalne mistrzostwo wcale nie będzie tak wielką sensacją, ponieważ w poprzednich latach mieliśmy kilka takich przypadków. Piast, który zdobył tytuł w sezonie 2019/20, rok wcześniej również zajął miejsce tuż nad strefą spadkową. Co więcej, pozostanie w elicie Gliwiczanom zapewniło dopiero zwycięstwo w ostatniej kolejce z bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie Bruk-Betem Termalicą. Jeszcze bardziej zwariowany był sezon 2023/24. Na dwóch pierwszych miejscach finiszowały oba zespoły, które we wcześniejszej kampanii zajęły dwa ostatnie bezpieczne lokaty. Śląsk do ostatniej kolejki musiał walczyć o utrzymanie i jego przewaga nad „kreską” wyniosła tylko jeden punkt. Jagiellonia natomiast kończyła rozgrywki cztery „oczka” nad strefą spadkową.

Tabela punktów oczekiwanych

Od tego sezonu portal Fotmob na bazie modelu xG oblicza liczbę punktów oczekiwanych danych zespołów. Podobne wyliczenia od wielu sezonów dla czołowych lig w Europie stosuje też strona Understat. Oczywiście takiej tabeli nie należy traktować jako jedyny wyznacznik siły zespołu, aczkolwiek pozwala ona określić, który zespół punktuje ponad stan, a który tych punktów powinien mieć więcej. W dłuższej perspektywie często szczęście się odwraca i następuje równanie do średniej. Różnie można podchodzić do tych statystyk, jednak fakty są takie, że kluby również korzystają z tych danych i w oparciu o nie podejmują kluczowe decyzje. W większości lig miejsca zespołów w tej tabeli z reguły pokrywają się z rzeczywistością. Niewiele jest skrajnych przypadków na korzyść lub niekorzyść danej drużyny. Po raz kolejny wyjątkiem jest tutaj Ekstraklasa, której tabela punktów oczekiwanych przedstawia się następująco:

  1. Lech Poznań – 43 pkt (-5)
  2. Raków Częstochowa – 40 pkt (-3)
  3. Legia Warszawa – 39 pkt (-11)
  4. Lechia Gdańsk – 36 pkt (0; nie bierzemy pod uwagę pięciu ujemnych punktów na starcie sezonu)
  5. Widzew Łódź – 36 pkt (-9)
  6. Cracovia – 36 pkt (-3)
  7. Korona Kielce – 36 pkt (-3)
  8. Górnik Zabrze – 36 pkt (-1)
  9. Pogoń Szczecin – 34 pkt (-3)
  10. Radomiak Radom – 34 pkt (-2)
  11. Zagłębie Lubin – 32 pkt (+9)
  12. Wisła Płock – 31 pkt (+2)
  13. Jagiellonia Białystok – 30 pkt (+8)
  14. Piast Gliwice – 28 pkt (+1)
  15. GKS Katowice – 28 pkt (+5)
  16. Bruk-Bet Termalica Nieciecza – 27 pkt (-5)
  17. Motor Lublin – 26 pkt (+5)
  18. Arka Gdynia – 22 pkt (+7)

Przed startem sezonu taki obraz tabeli po 24 kolejkach wydawałby się bardziej prawdopodobny niż ten rzeczywisty. Legia bijąca się o mistrzostwo, Widzew w strefie europejskich pucharów czy Zagłębie w środku stawki. Dziwić mogłoby jedynie tak niskie miejsce Jagielloni czy – podobnie jak w rzeczywistości – wysokie Lechii.

Ekstraklasa w porównaniu do innych lig

Tak naprawdę mamy tutaj pięć zespołów, których dorobek punktowy znacząco odbiega od tego oczekiwanego. Legia (-11) oraz Widzew (-9) zasługują na wyższe miejsca, natomiast zdecydowanie ponad stan punktują Zagłębie (+9), Jagiellonia (+8) oraz Arka (+7). Pięć zespołów na 18 (27,8%) odstających od normy, to – jak się okazuje – niższy wynik niż w innych ligach. Jako granicę przyjęliśmy tutaj ponad pięć punktów w jedną bądź drugą stronę. Wyniki w pięciu najlepszych ligach europejskich są następujące:

  • La Liga 10 zespołów (50%)
  • Serie A – 9 zespołów (45%)
  • Bundesliga – 8 zespołów (44,4%)
  • Premier League – 8 zespołów (40%)
  • Ligue 1 – 7 zespołów (38,9%)

Oczywiście można też przyjąć inne kryterium, jednak za każdym razem w Ekstraklasie te dysproporcje są najmniejsze. Zupełnie inaczej wygląda to, jeżeli weźmiemy pod uwagę różnicę pozycji w tabeli. W polskiej lidze aż cztery zespoły, które „powinny” być co najmniej 10 miejsc wyżej lub niżej. Są to: Legia (+13), Widzew (+12), Jagiellonia (-11) i Zagłębie (-10). W czołowych pięciu ligach europejskich taki przypadek jest jeden – Aston Villa w Premier League, która „powinna” być 10 pozycji niżej. W Serie A największa różnica występuje u Fiorentiny (+9), w La Lidze u Athletiku (+5), w Bundeslidze u Augsburga (-6), a w Ligue 1 u Angers (-6). Mamy więc tylko dwa przypadki, w których dysproporcja pomiędzy miejscem zajmowanym w rzeczywistości, a tym według tabeli punktów oczekiwanych jest większa niż sześć lokat.

Najłatwiej o niespodzianki

Dlaczego więc w naszej lidze tabela punktów oczekiwanych nie ma tak dużego przełożenia na rzeczywistość? Najprostszą odpowiedzią jest po prostu to, że Ekstraklasa jest najbardziej wyrównana. Nigdzie indziej różnice pomiędzy czołówką a strefą spadkową nie są tak duże. Dlatego też, jeżeli punktujesz ponad stan, tak jak Zagłębie czy Jagiellonia, możesz bić się o mistrzostwo zamiast kręcić się w okolicach środka tabeli. Lub jeżeli tak jak Legia czy Widzew punktujesz poniżej oczekiwań, musisz walczyć o utrzymanie zamiast myśleć o europejskich pucharach.

We wcześniejszych sezonach również mieliśmy sporo przykładów zespołów, które walczyły o mistrzostwo lub spadały pomimo tego, że statystyki tego nie sugerowały. Z poprzednich lat nie ma dostępnych punktów oczekiwanych, jednak można tutaj oprzeć się na statystyce goli oczekiwanych (xG), na podstawie której zliczane są punkty oczekiwane. W rozgrywkach 2023/24 Śląsk zdobył wicemistrzostwo pomimo tego, że ich różnica xG na mecz wynosiła tylko +0,19. Był to dopiero szósty najlepszy wynik w całej lidze. Natomiast w kolejnych sezonie Wrocławianie spadli z ligi mając taki sam wskaźnik goli oczekiwanych strzelonych, jak i straconych. Pod tym względem gorsze od nich było osiem zespołów, więc teoretycznie powinni finiszować w okolicach środka tabeli.

REKLAMA

Ekstraklasa promuje defensywny styl gry

Efektem tego, że Ekstraklasa jest tak wyrównana jest to, że nie ma zespołów, które wybijają się ponad resztę. W przypadku innych krajów, często zespoły z czołówki punktują ponad stan. W obecnym sezonie są to m.in.: Arsenal (+6), Barcelona (+10), Real Madryt (+6), Atletico (+8), Borussia Dortmund (+11), Stuttgart (+7), Hoffenheim (+11) Inter (+6), Milan (+10), Napoli (+11), Roma (+6) oraz Lens (+10). Ich wysokie miejsce pokrywa się jednak z tabelą punktów oczekiwanych. Można to tłumaczyć tym, że najlepsze kluby mają po prostu najlepszych piłkarzy i najwięcej jakości w kadrze, a to przekłada się na to, że są w stanie w niewielkim stopniu „oszukiwać” model xG.

W wyniku tak spłaszczonej tabeli w Ekstraklasie wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Któryś zespół złapie dobrą serię i od razu jest w czołówce tabeli. Inny z kolei wpadnie w dołek formy i zbliża się do strefy spadkowej. W innych ligach trzeba w naprawdę dużym stopniu zakłamywać statystyki, aby z drużyny, która powinna walczyć o utrzymanie, bić się o europejskich puchary lub na odwrót. W Ekstraklasie natomiast takie przypadki są na porządku dziennym. Z jednej strony to dobrze, ponieważ emocje po obu stronach tabeli mamy zagwarantowane do samego końca sezonu. Z drugiej, trudno nie odnieść wrażenia, że ligą rządzi przypadek, a najlepszym sposobem na osiągnięcie dobrego wyniku jest minimalizowanie ryzyka i defensywne nastawienie. Tak jak robiła to będąca jesienią liderem Wisła Płock czy teraz Zagłębie Lubin.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    145,168FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ