Kacper Urbański nie spełnia oczekiwań

Kacper Urbański był jednym z najgłośniejszych letnich transferów do Ekstraklasy. Legia ściągnęła zawodnika, który z miejsca miał stać się gwiazdą nie tylko zespołu, ale całej ligi, jednak z planów niewiele wyszło. 21-latek w pierwszym sezonie po powrocie do Polski nie spełnia oczekiwań jakie w nim pokładano, a czas w tym przypadku wcale nie działa na jego korzyść.

Czy oczekiwania powinny być tak wysokie?

Przy dyskusji o Kacprze Urbańskim pojawia się zderzenie dwóch wizji. Jest grono kibiców, które uważa, że wcale nie było podstaw, aby uważać, że ten zawodnik wraca do Ekstraklasy jako potencjalna gwiazda ligi. W końcu odbił się od Serie A, a ostatnie pół roku przed przenosinami do Legii spędził na wypożyczeniu w Monzie, która spadła do Serie B, a i tak miał kłopoty z regularną grą. Co więcej, jako ofensywny piłkarz w najwyższej klasie rozgrywkowej we Włoszech zdobył tylko 1 gola i miał 1 asystę, co przy 39 występach nie wystawia mu dobrej recenzji. Niemniej jednak, szumu wokół Urbańskiego nie wytworzono przez pryzmat jego występów w barwach klubowych.

REKLAMA

Zachwyty nad nim to przede wszystkim efekt gry w reprezentacji Polski. Za kadencji Michała Probierza zadebiutował on w kadrze i w 11 meczach pojawiał się na boisku. Same liczby też nie dawały powodów do zachwytu (0 goli, 2 asysty), ale całokształt występów – już tak. Kacper Urbański na EURO 2024 dwa mecze rozpoczął w wyjściowym składzie i na tle bardzo silnych reprezentacji (Holandii i Francji) prezentował się co najmniej dobrze. Jesienią w Lidze Narodów w czterech spotkaniach znalazł się w podstawowej jedenastce i znów był jednym z najbardziej chwalonych kadrowiczów. Choć z czasem jego pozycja w reprezentacji spadła – na marcowe zgrupowanie został powołany, ale nie zagrał ani minuty, a w czerwcu znalazł się już poza kadrą – to postawienie tezy, że gracz, który wyróżniał się w meczach reprezentacji Polski może pozamiatać Ekstraklasę nie było przecenianiem umiejętności nowego nabytku Legii Warszawa.

Kacper Urbański wciąż nie ma liczb

Po powrocie do Ekstraklasy o punkty w klasyfikacji kanadyjskiej jest mu o wiele łatwiej niż w poprzednich latach w Serie A, natomiast 21-latek nawet z rywalami z niższego poziomu nie jest w stanie regularnie dostarczać liczb. W Legii Warszawa dotychczas strzelił jedną bramkę i zanotował 3 asysty. Oczywiście, patrząc na wcześniejsze rezultaty Kacpra Urbańskiego w „kanadyjce” być może przy Łazienkowskiej wcale nie oczekiwali, że będzie on wiodącą postacią w tym aspekcie w zespole. Niemniej jednak, w przeciągu pół roku od transferu 11-krotny reprezentant Polski nie wypracował sobie statusu lidera zespołu. Nie stał się pierwszoplanową postacią. O jego pozycji w drużynie najlepiej świadczy statystyka, iż jeszcze ani razu nie rozegrał pełnych 90 minut. Regularnie otrzymuje szansę w wyjściowej jedenastce, ale często jest jednym z pierwszych graczy do zmiany. Legia w obecnym sezonie często musi gonić wynik, a mimo to Urbański nie zostaje na boisku do końca.

Kacper Urbański został sprowadzony bardziej dlatego, że pojawiła się okazja wyciągnąć młodego reprezentanta Polski po bardzo promocyjnej cenie (jak deklarował dyrektor sportowy Michał Żewłakow w programie Liga+ Extra w Canal+ Legia zapłaciła 700 tys. euro, czyli sumę prawie 10 razy niższą od ówczesnej wartości rynkowej piłkarza według portalu Transfermarkt), a nie dlatego, że klub miał na niego pomysł. Widać to było w rundzie jesiennej, gdy trudno bylo znaleźć mu odpowiednią pozycję na boisku.

Kacper Urbański i Marek Papszun

Po przyjściu Marka Papszuna Legia przeszła na system 3-4-2-1 (czasem grają też 3-4-1-2, z jedną „10-tką” i dwoma „9-tkami”). To ustawienie, w którym 21-latek powinien znaleźć sobie miejsce, ponieważ może grać między liniami jako ktoś pomiędzy skrzydłowym, a klasycznym ofensywnym pomocnikiem. Kacper Urbański nie przekonał jednak nowego trenera. Były zawodnik Bolognii w okresie przygotowawczym wywalczył sobie miejsce w wyjściowej jedenastce, ale już w pierwszym spotkaniu rundy wiosennej w przerwie został zmieniony. Dwa kolejne spotkania rozpoczynał jeszcze od 1. minuty, ale w starciach z Wisłą Płock i Jagiellonią usiadł na ławce (w tym pierwszym nie pojawił się nawet na boisku), a trener zdecydował się na ustawienie z dwoma napastnikami i jednym ofensywnym pomocnikiem. Do wyjściowej jedenastki wrócił na mecz z Cracovią, w którym Papszun ustawił zespół w formacji 3-4-2-1.

Po pierwszych sześciu meczach Kacper Urbański jest trzynastym zawodnikiem w liczbie rozegranych minut pod wodzą nowego szkoleniowca. Ta statystyka nie sugeruje, aby miało nadejść wyczekiwane przełamanie. Na razie jego maksymalny czas gry w jednym meczu to 74 minuty. 11-krotny reprezentant Polski to profil piłkarza nie należący do grupy piłkarzy najbardziej cenionych przez Papszuna, u którego zyskują gracze pracowici, wybiegani, grający na wysokiej intensywności i wywiązujący się z obowiązków w grze bez piłki. Niemniej jednak, to też nie tak, że 51-latek nie pozwala uwidaczniać swojego potencjału piłkarzom kreatywnym, nieszablonowym, o wysokich umiejętnościach technicznych. W Rakowie świetnie u Marka Papszuna odnalazł się Ivi Lopez, a dobry czas mieli też Bartosz Nowak, David Tijanic oraz Marcin Cebula.

Nastawienie mentalne

Kacper Urbański nie rozczarowuje tylko przez to, co robi z piłką, ale także jak zachowuje się bez niej w momencie, gdy zespół ją ma. Nie widać po nim chęci wzięcia na swoje barki odpowiedzialności za ataki zespołu. Zamiast stać się liderem ofensywy i jej pierwszoplanową postacią, woli schować się w cień. W trzech z czterech meczów, które zaczął w wyjściowym składzie spośród zawodników grających od 1. minuty mniej kontaktów z piłką od byłego piłkarza Bolognii notował tylko napastnik, a w jednym spotkaniu dodatkowo Arkadiusz Reca grający na lewym wahadle.

Na tę statystykę ma oczywiście wpływ fakt, że Kacper Urbański często jest zmieniany, ale nawet w ostatnim meczu z Cracovią w momencie, gdy schodził z boiska, nikt poza napastnikiem nie miał mniej kontaktów z piłką od niego oraz nie wykonał mniej podań. Paradoksalnie przy 10 próbach podań stworzył aż 3 sytuacje, co pokazuje, że 21-latek potrafi być efektywny, gdy dostanie piłkę. Gdyby tylko częściej otrzymywał podania, częściej schodził po piłkę, mógłby tworzyć więcej zagrożenia pod bramką przeciwnika. Prosta matematyka.

Taka postawa stoi w kontrascie z tym, z czego zapamiętaliśmy Kacpra Urbańskiego jako kibice reprezentacji Polski

W koszulce z orzełkiem na piersi nigdy nie można było odmówić mu aktywności i chęci posiadania jak największego wpływu na rozwój ataków, a przecież mierzył się z o wiele bardziej wymagającymi przeciwnikami. Trudno też tłumaczyć taki obrót spraw złym funkcjonowaniem całej Legii, ponieważ reprezentacji Polski w drugiej połowie 2024 roku również było bardzo daleko do zgranej drużyny i nikomu – poza Urbańskim – nie wchodziło się łatwo do kadry. Mimo że nikt nie wymagał od ówczesnego 20-latka, że będzie motorem napędowym kadry, on sam pchał się na pierwszy plan. W Legii jest natomiast odwrotnie – oczekiwania są, ale piłkarz nie chce (nie jest gotowy mentalnie?), aby przejąć rolę boiskowego lidera zespołu. Dopóki tego nie zmieni, będzie postrzegany jako wtopa transferowa.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    145,124FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ