Raków Częstochowa zjadł na swoim terenie Pogoń Szczecin. Medaliki szybko objęły prowadzenie, a potem emocje zostały zabite przez wczesną czerwoną kartkę dla Portowców. Potem – Częstochowianie tworzyli sobie kolejne okazje. Ostatecznie wykorzystali tylko jedną i wygrali 2:0. Wynik nie oddaje dysproporcji między zespołami.
Czerwona kartka dla Husseina Alego właściwie ustawiła mecz. Choć Raków chyba poradziłby sobie z rywalem i bez wykluczenia prawego obrońcy z gry. Chyba, bo z jednej strony prowadzenie objął jeszcze wtedy, gdy równowaga sił nie została zachwiana. Precyzyjną centrę Iviego Lopeza z rzutu rożnego zgrał Oskar Repka, a piłkę do siatki z najbliższej odległości wbił Jonatan Braut Brunes. Z drugiej – po stracie gola Pogoń próbowała wrócić do meczu. Do momentu drugiego żółtego kartonika dla Alego defensorzy Medalików radzili sobie z jej próbami. Ciekawe, co by było, gdyby od 24. minuty nie musiała rywalizować w dziesiątkę.
Festiwal niewykorzystanych okazji
Gdybanie odstawmy jednak na bok, bo wciąż można o tym spotkaniu dużo powiedzieć. Zacznijmy od pozytywnych rzeczy. Powiedzmy to jasno – cieszy nas powrót Iviego. Mamy na myśli powrót liczbowy. Z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza i z Lechem Poznań trafił do siatki. Z kolei przeciwko Szczecinianom zaliczył asystę drugiego stopnia. To też po jego podaniu Ali zatrzymał na czerwoną kartkę Tomasza Pieńkę. Hiszpan powinien jeszcze zanotować kilka ostatnich podań pierwszego stopnia, bo kluczowych podań miał aż pięć. Poza tym na początku spotkania oddał też ładny strzał w słupek. Wiemy, że to kwestia swobody, jaką Częstochowianie zyskali po czerwonej kartce dla rywali, ale – mimo wszystko – Lopez cofnął nas do swoich najlepszych lat.
Na trochę ciepłych słów zasługuje też Leonardo Rocha, który rozegrał pierwszy mecz w wyjściowej jedenastce po powrocie z wypożyczenia do Zagłębia Lubin. Ciepłych dlatego, żeby pocieszyć go po niewykorzystanych sytuacjach. A tych trochę miał, bo Valentina Cojocaru próbował przetestować cztery razy (dwa razy celne uderzenia). Skuteczności mu brakowało, ale wyglądał naprawdę dobrze. Z łatwością brał na plecy defensorów szczecińskiej drużyny i obracał się w stronę ich bramki.
A co negatywnego było w grze Rakowa? Wielka nieskuteczność. przez 73 minuty piłkarze trenera Łukasza Tomczyka dbali o emocje, utrzymując jednobramkowe prowadzenie. Szanse się mnożyły, ale precyzji oraz chłodnych głów brakowało. Aż pojawiały się intruzywne myśli typu – a może Pogoń pokaże, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić? Brzmiało to jednak jak marzenie ściętej głowy. Portowcy mieli zrywy, ale zdecydowanie nie mieli argumentów, by wyrównać. Gospodarze byli zbyt silni, a goście zbyt osłabieni, abyśmy mogli realnie oczekiwać jakiegoś zwrotu akcji. Medaliki udowodniły to właśnie w 73. minucie, gdy Adriano Amorim posłał dośrodkowanie idealnie na głowę Patryka Makucha, który ustalił wynik meczu.
