To może być jedna z najbardziej kuriozalnych historii w tym roku. Filipe Luis Kasmirski, który z Flamengo wygrał niemalże wszystko, co mógł wygrać… Został zwolniony. Brazylijski klub zamknął temat jednym komunikatem, ale burza i tak była nieunikniona. W nocy z 2 na 3 marca Flamengo poinformowało, że Filipe Luis przestaje być trenerem pierwszej drużyny. Razem z nim odchodzą też Ivan Palanco (asystent) oraz Diogo Linhares (przygotowanie fizyczne). W treści nie ma żadnych powodów decyzji – są za to podziękowania i standardowe życzenia powodzenia.
Zwolnienie ogłoszono kilka godzin po demolce 8:0 z Madureirą w półfinale Campeonato Carioca – meczu, który w normalnych okolicznościach miałby zamknąć dyskusję o kryzysie i dać zespołowi spokój przed finałem. Zamiast tego Flamengo weszło w kolejny dzień z trzęsieniem ziemi na ławce trenerskiej. Z relacji ESPN wynika, że Filipe Luís został poinformowany o decyzji dopiero po pomeczowej konferencji prasowej. Ponadto wiadomość przekazał mu dyrektor José Boto. Wynik meczu z Madureirą nie miał żadnego znaczenia. Los szkoleniowca był już wcześniej przesądzony.
Dlaczego Flamengo zdecydowało się na tak szokujący klub?
Brazylijskie media opowiadają o najgorszym starcie sezonu od 10 lat i wskazują na dwa ciosy, które miały przesądzić o rozstaniu: porażkę w Supercopa do Brasil z Corinthians oraz przegraną Recopy Sudamericana z Lanúsem. 40-latek zaliczył kilka kosztownych przegranych. Jednak mówimy o szkoleniowcu, który prowadził Flamengo w 101 meczach. Jego skuteczność wynosiła 69,9% (63 zwycięstwa, 23 remisy, 15 porażek). Co ważne, w klubowej historii ma być wymieniany w gronie najbardziej utytułowanych szkoleniowców. W połowie grudnia walczył przeciwko PSG w finale Pucharu Interkontynentalnego, 29 listopada świętował zdobycie Copa Libertadores. Wcześniej sięgnął po tytuł mistrza Brazylii. Obecnie jego drużyna traci sześć punktów do lidera brazylijskiej Serie A. Co więcej, ma jeden mecz zaległy. Chyba ciut wcześnie, jak na rozwiązania kryzysowe? Porażka w Superpucharze to niemiły cios, ale Brazylijczyk zrobił wystarczająco, by mieć duży kredyt zaufania.
Kto przejmie drużynę? Brazylijskie media od razu zaczęły łączyć Flamengo z nazwiskami z rynku europejskiego – w tym z Leonardo Jardimem. Ciekawsze, gdzie trafi brazylijski trener z polskimi korzeniami. Filipe Luis z pewnością nie będzie narzekać na brak zainteresowania. Wydaje się, że powinien celować w pracę w klubach z europejskiego topu. Gdzieś po cichu tli się temat pracy w Atletico Madryt i zastąpienia Cholo Simeone. To może nastąpić pewnego dnia, ale chyba jeszcze zbyt wcześnie na taki krok.
