Widzew jest w strefie spadkowej… ale w klubie się tym nie przejmują

Po 23. kolejce PKO BP Ekstraklasy Widzew Łódź znajduje się w strefie spadkowej i okupuje przedostatnią pozycję w ligowej tabeli. Do najbliższego miejsca gwarantującego utrzymanie traci 2 punkty, więc odrobienie strat jest w zasięgu jednego meczu, natomiast uratowanie Ekstraklasy dla Łodzi na pewno nie przyjdzie im łatwo. W klubie nie zdają sobie chyba jeszcze sprawy z tego w jak trudnym położeniu się znaleźli.

Widzew jednym z głównych kandydatów do spadku

Zacznijmy od matematyki. Według algorytmu, z którego korzysta Piotr Klimek, który w serwisie X co kolejkę podaje wyliczenia z prawdopodobieństwem rezultatów na koniec sezonu Widzew Łódź ma 62,4 % szans na spadek z Ekstraklasy i po Bruk-Becie Termalica jest drugim z kolei kandydatem do degradacji. Przedostatnia pozycja w tabeli przy średniej punktów wynoszącej więcej niż 1 pkt/mecz zdarza się bardzo rzadko, można nawet powiedzieć, że to ewenement, natomiast Ekstraklasa jest bardzo wyrównaną ligą. Po rozszerzeniu ligi do 18 zespołów mieliśmy już przypadki, gdy z ligi spadały zespoły punktujące własnie powyżej 1 „oczka” na spotkanie. W sezonie 2022/23 Wisła Płock musiała pogodzić się z degradacją zdobywając 37 punktów (1,09 pkt/mecz), a rok później ten sam los spotkał Wartę Poznań. Widzew obecnie punktuje nieco gorzej (1,04 pkt/mecz), a jeszcze niższa jest średnia uwzględniając jedynie mecze rozegrane pod wodzą obecnego trenera, Igora Jovicevicia (0,93 pkt/mecz).

REKLAMA

Po 23. kolejce trudno znaleźć trzy zespoły, które Widzew mógłby wyprzedzić. Bruk-Bet już jest za plecami Widzewa, realnie można liczyć, że Arka nie wytrzyma tempa, ponieważ według statystyk punktuje ponad stan, ale trzeci zespół? Obecnie w strefie spadkowej jest Legia, której spadek byłby jeszcze większą sensacją niż w przypadku Widzewa. Wśród reszty zespołów (Lechia, Radomiak, Piast, Motor, GKS, Korona, Pogoń) być może znajdzie się przynajmniej jeden, który złapie dołek formy, natomiast Widzew Łódź w Betclic 1 Lidze w przyszłym sezonie to jak najbardziej możliwy scenariusz, który – o ile się zrealizuje – nie powinien nikogo śledzącego obecny sezon w Ekstraklasie zaskoczyć.

W klubie nie myślą o spadku

Ewentualny spadek Widzewa zaskoczy jednak… samych ludzi w klubie. W poprzednim tygodniu, jeszcze przed sobotnim spotkaniem z Pogonią, które zakończyło się kolejną porażką Widzewa (0:1) Robert Dobrzycki był gościem magazynu GOL w TVP Sport. – Jest jeszcze dużo czasu i nikt w klubie nie zajmuje sobie głowy walką o utrzymanie. Ten sezon jest taki, że w zasadzie każdy w lidze gra zarówno o puchary, jak i o utrzymanie – mówił nowy właściciel RTS-u. Tą narrację w mediach przedstawiał nie tylko główny sternik projektu, ale także Dariusz Adamczuk, pełniący funkcję doradcy strategicznego w klubie. – Nie chcemy dziś poruszać takiego tematu – odpowiedział na pytanie, które dostał w programie w Meczykach o plan w razie spadku.

W mediach pojawiały się informacje, że nawet Legia Warszawa przygotowuje sie na ewentualną degradację z Ekstraklasy, natomiast osoby zarządzające Widzewem zdają się nie dostrzegać tego zagrożenia, mimo że minęła już ponad połowa sezonu, a zespół znajduje się w strefie spadkowej. Dla kibiców Widzewa przytoczone wyżej wypowiedzi mogą być bardzo niepokojące. Bardzo często pierwszą rzeczą, którą musisz zrobić walcząc o utrzymanie jest jak najszybsze zdanie sobie sprawy, że o to utrzymanie walczysz i spadek rzeczywiście jest realny. Zwłaszcza w zespołach, które mają duży potencjał kadrowy długo panuje przekonanie, że wreszcie muszą się odbić.

Niemniej jednak, nie brakuje przykładów klubów, które uważały, że są zbyt duże, aby spaść, a w końcu budziły się w nowej rzeczywistości

Na polskim podwórku w ostatnich latach mieliśmy Wisłę Kraków, a także Śląska Wrocław, który po zdobyciu wicemistrzostwa za bardzo zaczął bujać w chmurach. W Anglii Leicester z zespołu, który grał w europejskich pucharach (a wcześniej zdobył też sensacyjnie mistrzostwo Anglii) stało się drużyną grającą na poziomie Championship. W Niemczech też spadały duże marki (Schalke, HSV, Hertha). Być może historia Widzewa, który zaczął bić transferowe rekordy ligi byłaby bardziej sensacyjna od powyższych, ale odbyłaby się według podobnej reguły – braku dostrzeżenia zagrożenia.

Widzew jest jednym z najgorzej grających zespołów w rundzie wiosennej

Wypowiedzi osób decyzyjnych przy alei Piłsudskiego są niepokojące także dlatego, iż Widzew w rundzie wiosennej jest jednym z najgorzej grających zespołów w Ekstraklasie. Podopieczni Igora Jovicevicia w pięciu spotkaniach zdobyli zaledwie 4 punkty, a trzy mecze kończyli z zerem po stronie liczby strzelonych bramek. Występy Czerwono-biało-czerwonych nie mogą dać przekonania, że przy takiej grze punkty powinny przyjść, ani podstaw do nadziei, że za niedługo drużyna zacznie lepiej prezentować się na boisku.

Widzew na papierze posiada bardzo silną kadrę, dzięki inwestycjom dokonanym w ostatnich dwóch okienkach transferowych. Niemniej jednak, zawodnicy dają co najwyżej przebłyski indywidualności. Oczywiście powinniśmy od nich wymagać więcej, natomiast system gry zespołu nie stwarza im odpowiednich warunków do wykorzystania atutów. Skoro w zespole posiadasz skrzydłowych, którzy lubią dryblować i potrafią w ten sposób stwarzać przewagę to powinieneś szukać dla nich jak najwięcej okazji do takich pojedynków. Jeśli zapłaciłeś 3 mln euro za Emila Kornviga to warto byłoby dostosować model gry zespołu do jego mocnych stron, aby ta kwota mogła się spłacić. Sprowadzając Lukasa Leragera oraz mając w zespole Juljana Shehu – jednego z najlepszych piłkarzy ligi na samym starcie obecnego sezonu – posiadasz też atuty, dzięki którym możesz zdominować środek pola. A w Widzewie Igora Jovicevicia trudno w ogóle dostrzec w jaki sposób chcą oni grać, jakie są założenia ich filozofii.

Zespół, który pierwszy raz się spotkał

W efekcie Widzew Łódź nie wygląda jak zespół zbudowany za ponad 20 mln euro, a zbiorowisko niezłych piłkarzy, którzy nie potrafią ze sobą współpracować i potrzebują czasu, aby lepiej rozumieć się na boisku. To oczywiście efekt uboczny przeprowadzenia ogromnej ilości transferów oraz dokonania dwóch zmian na stanowisku trenera w trakcie sezonu (a mówi się, że może dojść do trzeciej). Zmiany kadrowe jakie zaszły w Sercu Łodzi od letniego okienka transferowego są ewenementem nawet na skalę europejską. Prześledźmy mecze rundy wiosennej pod kątem proporcji nowych zawodników oraz tych, którzy byli już w klubie.

  • z Jagiellonią – 8 zawodników w wyjściowej jedenastce, dla których to pierwszy sezon w zespole. Wszyscy czterej zmiennicy to zawodnicy pozyskani w dwóch ostatnich okienkach transferowych.
  • z GKS-em – 10 zawodników w wyjściowej jedenastce oraz trzech z czterech zmienników to piłkarze, dla których to pierwszy sezon w zespole.
  • z Wisłą Płock – 9 zawodników w wyjściowej jedenastce oraz trzech z pięciu zmienników to piłkarze, dla których to pierwszy sezon w zespole.
  • z Cracovią – 9 zawodników w wyjściowej jedenastce oraz jeden z trzech zmienników to piłkarze, dla których to pierwszy sezon w zespole.
  • z Pogonią – 9 zawodników w wyjściowej jedenastce oraz trzech z pięciu zmienników to piłkarze, dla których to pierwszy sezon w zespole.

Piłkarze sprowadzeni w dwóch ostatnich okienkach transferowych rozegrali tej wiosny dla Widzewa około 83% minut.

Tylko 17% minut należy do graczy, którzy byli w klubie w poprzednim sezonie. Nowy właściciel RTS-u chciał sukcesów na już, otwarcie mówi o awansie do europejskich pucharów w następnym sezonie, jednak przeprowadzając niezbyt przemyślaną ofensywę transferową oraz zatrudniając – jak się okazuje – trenera, który nie wyróżnia się niczym pozytywnym w Ekstraklasie jego zespół wykonał krok w tył przed perspektywą zrobienia dużego skoku do przodu, gdy wszyscy zawodnicy przejdą proces aklimatyzacji i zgrają się ze sobą. Problem w tym, że ów krok w tył w tak wyrównanej lidze jak Ekstraklasa (zwłaszcza w tym sezonie) oznacza, że poważnie ryzykujesz spadkiem. W Widzewie tego nie wiedzieli i… prawdopodobnie dalej nie wiedzą.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,734FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ