Czy Tottenham jest głównym kandydatem do spadku?

W 2026 roku nie wygrali jeszcze żadnego ligowego meczu. W dziewięciu spotkaniach zdobyli cztery punkty, co jest zdecydowanie najgorszym wynikiem w Premier League. Co gorsza, w ostatnim starciu trener nie mógł skorzystać aż z 11 zawodników, z czego dziesięciu zmaga się z kontuzjami. Na 11 kolejek przed końcem sezonu są na 16. miejscu. Nad siedemnastym Nottingham mają dwa punkty przewagi, a nad osiemnastym West Hamem – cztery. Gdyby Tottenham w poprzednich latach nie osiągał tak dobrych wyników i patrzylibyśmy na ich sytuację jedynie przez pryzmat obecnego sezonu, dla wielu kibiców, byliby oni głównym kandydatem do spadku.

Mocniejsza konkurencja

Ostatnie zdanie może brzmieć trochę dziwnie biorąc pod uwagę fakt, że w ostatnim sezonie Koguty zajęły ostatnie bezpieczne miejsce z dorobkiem 38 punktów, a więc gorszą średnią niż mają obecnie. Niemniej jednak, ówczesny trener Ange Postecoglou odpuścił nieco rozgrywki krajowe, a priorytetem stała się Liga Europy, w której Spurs ostatecznie triumfowali. W ubiegłej kampanii Tottenham mógł sobie na to pozwolić, ponieważ konkurencja była wyjątkowo słaba. Z ligi spadli trzej beniaminkowie – Southampton, Ipswich i Leicester. Najlepsze z tej trójki Lisy uzbierały tylko 25 „oczek”, 13 mniej niż ekipa Postecoglou.

REKLAMA

W tegorocznych rozgrywkach konkurencja jest znacznie bardziej wymagająca. Wprawdzie niewielkie szanse na utrzymanie mają już Wolves oraz Burnley i prawdopodobnie obie te drużyny pożegnają się z elitą. Pozostaje jeszcze jedno wolne miejsce, a tak się składa, że nie widać drużyny, która mogłaby je zająć. Oprócz wspomnianej wcześniej dwójki, żadna inna ekipa w obecnym sezonie nie odstaje od reszty. Głównymi rywalami Tottenhamu w walce o utrzymanie będą West Ham, Nottingham oraz Leeds. Wszystkie te zespoły w ostatnim czasie punktują znacznie lepiej niż ekipa z północnego Londynu. Na siłę do walki o utrzymanie można też wepchnąć Crystal Palace, Brighton oraz Sunderland, które nie są w najwyższej formie. Aczkolwiek całej tej trójce do pozostania w najwyższej klasie rozgrywkowej potrzebne jest prawdopodobnie zaledwie kilka punktów.

Tottenham zmienił trenera

Spurs muszą więc na poważnie rozważać możliwy spadek do Championship. Pierwszym sygnałem, że właściciele klubu zdali sobie sprawę z powagi sytuacji, było zwolnienie Thomasa Franka. Gra zespołu pod wodzą duńskiego szkoleniowca nie przekonywała nikogo obserwującego jej poczynania od dłuższego czasu. Na boisku Tottenham po prostu wyglądał jak zespół walczący o utrzymanie, co zresztą odzwierciedlało ich miejsce w tabeli. Mimo, że Frank dostał spory kredyt zaufania we wcześniejszej fazie sezonu, cierpliwość właścicieli się skończyła. W klubie nie mogli dłużej czekać i jednocześnie zwiększać ryzyko spadku. Dlatego zdecydowano się na zwolnienie byłego trenera Brentfordu, a misję utrzymania powierzono tymczasowemu szkoleniowcowi, którym został Igor Tudor.

Ruch ten to nic innego jak próba podniesienia zespołu z dołka, w jakim obecnie się znajduje. Zatrudnienie tymczasowego trenera jest równoznaczne z wiarą w to, że zadziała „efekt nowej miotły”. Tudor ma przyjść, zrobić swoje i po sezonie pożegnać się z klubem. Nie jest to budowanie nowego projektu, a jedynie zatrudnienie strażaka, który ma za zadanie ugasić pożar. Taka sytuacja ma miejsce najczęściej właśnie w zespołach bijących się o utrzymanie, którym degradacja coraz mocniej zagląda w oczy. Zresztą podobnie postąpił inny konkurent w walce o pozostanie w lidze Nottingham Forest, które zwolniło Seana Dyche’a i zatrudniło Vitora Perreirę.

Różnica klas

Na dzisiaj – poza marką i wielkością klubu – Tottenhamowi trudno znaleźć jakiekolwiek argumenty przemawiające za ich pozostaniem w elicie. Niemniej jednak, już nie raz przekonaliśmy się, iż to, że ktoś jest za mocny, aby spaść to za mało. Koguty obecnie mają serię dziewięciu meczów bez zwycięstwa w lidze, a ostatni raz wygrały pod koniec 2025 roku. Spurs w tym czasie tracili punkty m.in. z Burnley (2:2), West Hamem (1:2), Bournemouth (3:2), które wcześniej nie wygrało 11 kolejnych meczów, czy Sunderlandem (1:1), dla którego był to jedyny punkt zdobyty na obcym stadionie w tym roku.

Oczywiście w ostatnich tygodniach Spurs nie mieli łatwych rywali. W ostatnich czterech meczach rywalizowali z Arsenalem, Newcastle i dwoma ekipami z Manchesteru. Z drugiej strony, Koguty we wszystkich tych meczach – nie licząc drugiej połowy z The Citizens – były o wiele słabsze. Nawet porównując te spotkania do występów innych zespołów zamieszanych w walkę utrzymanie przeciwko czołówce, Tottenham wypada blado. W minionej kolejce Leeds urwało punkty Aston Villi (1:1), a półtora tygodnia wcześniej zremisowali z Chelsea (2:2). Nottingham z kolei postawiło się Liverpoolowi i choć ostatecznie przegrali 0:1, to na przestrzeni całego meczu byli równorzędnym zespołem, tracąc decydującego gola w siódmej minucie doliczonego czasu gry. West Ham z kolei niedawno zremisował 1:1 z Manchesterem United, tracąc jedyną bramkę również w samej końcówce spotkania.

Tottenham z kolei w tego typu konfrontacjach jest przeważnie tłem dla mocniejszych rywali. We wszystkich tych czterech starciach Spurs mieli niższy wskaźnik xG (goli oczekiwanych) od przeciwnika. Największą różnicę klas było widać w ostatniej kolejce przeciwko Arsenalowi. Zespół Tudora w całym spotkaniu oddał zaledwie sześć strzałów i miał tylko osiem kontaktów w polu karnym. W obu przypadkach były to najniższe wyniki w tej serii gier. Tottenham miał też drugi najniższy współczynnik xG, natomiast Kanonierzy najwyższy ze wszystkich zespołów w tej kolejce.

Tottenham najsłabszy w 2026 roku?

Oczywiście podopieczni Tudora mierzyli się z aktualnym liderem tabeli, więc z jednej strony taki rezultat nie może specjalnie dziwić. Z drugiej, Arsenal nie jest ostatnio w najwyższej formie, więc dla Tottenhamu była to idealna okazja, aby wygrać i podbudować się mentalnie. Tak się jednak nie stało, co zwiastuje niełatwą końcową fazę sezonu. Zwłaszcza, że nowy szkoleniowiec musi zmagać się z plagą kontuzji. W meczu z The Gunners z powodu urazów nie mogło zagrać dziesięciu zawodników, z czego niemal wszyscy w obecnej sytuacji znaleźliby się w podstawowej jedenastce. Od kilku spotkań na ławce rezerwowych Spurs kilka miejsc zajmują zawodnicy, którzy nie mają żadnego doświadczenia na poziomie seniorskim.

Wszystko to sugeruje, że walka o utrzymanie dla Tottenhamu będzie niezwykle ciężka. Obecnie w klubie mogą pokrzepiać się chyba jedynie tym, że w 2026 roku zasługują na więcej punktów niż rzeczywiście zdobyli. Według modelu na stronie Understat w ostatnich dziewięciu kolejkach Spurs „powinni” zainkasować ponad sześć punktów więcej. W analizowanym okresie gorsze od nich jest pięć zespołów. To i tak marne pocieszenie, aczkolwiek jeżeli szczęście się odwróci, Koguty powinny pozostać w elicie na następny sezon. Mimo wszystko, na ten moment Tottenham należy rozpatrywać jako jednego z najpoważniejszych kandydatów do zajęcia ostatniego z trzech miejsc oznaczających spadek do Championship.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,456FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ