Mecze 22. kolejki Ekstraklasy ułożyły się w taki sposób, że zwycięstwo Jagiellonii Białystok z Radomiakiem mogło tym pierwszym zapewnić bardzo duży spokój w tabeli Ekstraklasy. Jaga bowiem przy ewentualnym zwycięstwie uciekłaby reszcie stawki na aż pięć oczek, mając do tego w zapasie jeszcze jeden mecz do „odrobienia”. W teorii wszystko do czasu tego meczu układało się idealnie, ale nasza liga uwielbia zaskakiwać…
To, że gospodarzom nie udało się zdobyć bramki w pierwszych czterdziestu pięciu minutach meczu, mogło zaskakiwać widzów zarówno na stadionie, jak i przed telewizorami. Bramka wisiała w powietrzu już od pierwszych minut meczu, a Radomiak tylko cudem utrzymywał wysoko gardę, broniąc się przed ciosami. Gola na 1:0 mógł zdobyć Pululu czy Imaz, ale za każdym razem górą z tych starć wychodził niezawodny dziś Majchrowicz. Bramkarz drużyny gości musiał się dwoić i troić, aby trzymać swoją drużynę w tym spotkaniu.
Minuty uciekały, a żółto-czerwoni wciąż nie potrafili znaleźć sposobu na defensywę zielonych. Finalnie w pierwszej połowie nie zobaczyliśmy żadnych goli, ale samo spotkanie przysporzyło nam wielu emocji już od samego startu. Ze zniecierpliwieniem można było oczekiwać drugiej odsłony.
Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić
Czego nie potrafili jedni, umieli drudzy. Pierwszy na prowadzenie wyszedł Radomiak, który tak naprawdę pierwszą dobrą sytuację zamienił na gola. Niezawodny Rafał Wolski strzałem na dalszy słupek nie dał żadnych szans bramkarzowi, a goście mogli świętować. Jagiellonia wiedziała, że musi szybko złapać wiatr w żagle, bo czas uciekał w zastraszającym tempie.
To, co nie udało się w pierwszej połowie, udało się w drugiej. Imaz genialnie znalazł miejsce do wejścia w pole karne i lekkim podcięciem nad bramkarzem wyrównał stan rywalizacji. Jaga coraz śmielej rozpychała się w tym meczu łokciami, a ułatwiła jej to jeszcze bardziej czerwona kartka, którą napomniany został wchodzący chwilę wcześniej z ławki Michał Kaput. Od tego momentu Jaga podwoiła wysiłki, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, ale finalnie nie starczyło jej po prostu czasu.
Remis z perspektywy obu drużyn nie może być postrzegany jako zły wynik, chociaż oczywiście obie ekipy mogły na pewnych etapach rywalizacji liczyć na więcej. Jaga korzysta z bezradności reszty stawki i pomimo „zaledwie” oczka w tym starciu ucieka drugiemu Górnikowi na trzy punkty. Mając przy tym zaległe spotkanie, ciężko nie upatrywać jej jako faworyta do triumfu. Radomiak natomiast ciągle dryfuje gdzieś w środku tabeli — raczej nie bojąc się o możliwy spadek, ale też nie grając o najwyższe cele. Z drugiej strony tabela w Ekstraklasie jest tak ciasna, że każdy zespół może tu jeszcze walczyć niemal o wszystko.
