Droga FC Thun do mistrzostwa była niezwykła. I niezwykle zagmatwana. Od spadku, po kilka lat spędzonych na zapleczu, aż po powrót do Super League i triumf w niej już w premierowym sezonie, jako beniaminek. Mniej więcej taki scenariusz znamy – któż nie pamięta zwycięskiego składu 1. FC Kaiserslautern? Ale co klub, to obyczaj. Historia szwajcarskiego zespołu zawiera w sobie wystarczająco dramaturgii, żeby zrobić z niej serial.
Historia, którą napisało FC Thun, ma bezprecedensowy charakter. Klub w 2020 roku spadł do Challenge League – na drugi poziom rozgrywkowy. Po powrocie na poziom szwajcarskiej ekstraklasy nie zdążył się na nim porządnie zadomowić, a już może cieszyć się z tytułu mistrzowskiego. Przed sezonem nawet najwięksi optymiści nie stawiali tej drużyny w gronie pretendentów do wygrania ligi. Tymczasem trener Mauro Lustrinelli i jego podopieczni powtórzyli wyczyn Grasshopper Club Zurych, który zadziwił krainę Helwetów w 1952 roku. Byli bezkonkurencyjni, zapewniwszy sobie puchar na pięć kolejek przed końcem rozgrywek.
Trudno uwierzyć, że zwycięzcy Super League niedawno ledwo wiązali koniec z końcem.
Spis treści
- FC Thun z nieoczekiwanym spadkiem
- Zmiana u góry
- Dotychczasowy trener nie wytrzymał długo
- Latynoska krew pobudziła spadkowicza
- Szybki powrót był możliwy
- FC Thun ponownie objął jego dawny piłkarz
- Baraże raz jeszcze
- Aż po groźbę bankructwa
- Do trzech razy sztuka
- Beniaminek zaskoczył wszystkich
- Porażki na finałowym etapie nie zaszkodziły
- To dopiero początek
FC Thun z nieoczekiwanym spadkiem
Przed sześcioma laty do degradacji doszło dość nieoczekiwanie. Nie spodziewano się może tak dobrego wyniku, jakim było 4. miejsce w sezonie 2018/2019, co dało możliwość gry w eliminacjach do Ligi Europy, ale wizja zajęcia miejsca w środku stawki przedstawiała się realnie. Przez 9 lat z rzędu się to udawało, choć ekipa z kantonu Berno dysponowała jednym z mniejszych budżetów. Ba, niekiedy włączała się do walki o miejsca pozwalające na udział w eliminacjach do europejskich pucharów i kilka razy się do nich dostawała. Myśl o spadku zawsze była z tyłu jej głowy, ale z kolejnymi solidnymi kampaniami wydawało się, że ustabilizowała swoją pozycję w szwajcarskiej ekstraklasie.
W sezonie 2019/2020 zespół jednak szybko opadł na dno ligowej tabeli. Jesienią zgadzała się jego gra, ale nie rezultaty. Miał bowiem problem z zamienianiem okazji bramkowych na trafienia. Natomiast gdy przyszła wiosna, znacznie poprawił osiągane wyniki. Stworzył ze swojego stadionu trudny teren dla rywali. Mimo to, zdołał zagwarantować sobie jedynie udział w barażowym dwumeczu o utrzymanie.
Tam FC Thun zmierzył się z FC Vaduz, który miał chrapkę na powrót do elity po trzech latach. W stolicy Liechtensteinu Szwajcarzy przegrali 0:2 i byli zdecydowanie gorszą drużyną. Dlatego na rewanż wyszli zdeterminowani, aby odrobić stratę. Na początku spotkania wydarzył się jednak jeden z najgorszych scenariuszy, bo prowadzenie objął ich rywal. Z czasem zdołali odwrócić wynik i tuż po przerwie wygrywali 2:1, ale potem dwoma bramkami odpowiedział Klub Książęcy. Ostatnie słowo w tym rollercoasterze należało do szwajcarskiej drużyny, która zwyciężyła 4:3. To było zbyt mało, żeby pozostać w Super League.
Zmiana u góry
W klubie, jak i wokół niego, rozpoczął się okres żałoby. Prezydent Markus Lüthi, będący na stanowisku od 2012 roku, zapowiedział dogłębną analizę sytuacji. Sporządził raport, w którym opisał jakie powinny być kolejne kroki po degradacji. Kilka dni później, złożywszy rezygnację, wziął na siebie odpowiedzialność za spadek.
– Gdy tylko sędzia zagwizdał po raz ostatni, stało się dla mnie jasne: zrezygnuję z funkcji prezydenta. Teraz drzewo należy przyciąć i wzmocnić jego korzenie. Przyjmę na siebie odpowiedzialność za ten upadek i uwolnię nowe kierownictwo od tego ciężaru – powiedział Lüthi w wywiadzie dla radia neo1.
Uznał, że potrzebne są zmiany – i to na samym szczycie. Sam nie miał już tyle energii, by dalej zajmować się organizacją. Odeszła więc jedna z twarzy osiągającego niezłe rezultaty kopciuszka z miasta nad rzeką Aare. Charyzmatyczna, do bólu szczera postać zakończyła swoją ośmioletnią przygodę w dotychczasowej roli tak, jak można by się tego spodziewać po kimś z silną osobowością – bez zbędnych ceregieli.
Zastąpił go Andres Gerber, który od wielu lat zajmował w FC Thun stanowisko dyrektora sportowego. Przejęcie pałeczki akurat przez niego było dość naturalnym rozwojem wypadków. Od lat miał z prezydentem Lüthim dogadywać się w tej kwestii. Wydawał się odpowiednią osobą. Z zespołem był związany jeszcze jako piłkarz. Pamiętał zarówno sukcesy, w tym sensacyjną kwalifikację do Ligi Mistrzów w 2005 roku, jak i dramaty, gdy spadał w 2008 roku na zaplecze szwajcarskiej ekstraklasy – pieniądze z gry w najważniejszych rozgrywkach klubowych Europy okazały się wtedy pocałunkiem śmierci.
Działacz najpierw otrzymał powołanie na wiceprezydenta, a następnie zgłosił swoją kandydaturę na wymarzoną posadę. Do właściwego początku nowej ery w dziejach drużyny znad jeziora Thun trzeba było trochę poczekać. Od sierpnia 2020 roku, kiedy rozpoczął się cały proces, musiało minąć 7 miesięcy. W końcu, 31 marca 2021 roku, Zgromadzenie Ogólne podjęło swoją decyzję. Gerber został prezydentem. Miał 99,7 procent poparcia.
Dotychczasowy trener nie wytrzymał długo
Z kolei do zmiany nie doszło na ławce trenerskiej. Marc Schneider zapewniał, że chce pozostać na stanowisku. Jego ambicja była zrozumiała – to w czerwono-białych barwach stawiał pierwsze kroki w profesjonalnym futbolu. Po wieloletniej rozłące wrócił w 2010 roku, gdy został pozyskany z BSC Young Boys. Od 2012 roku zaś zajmował się trenowaniem. Najpierw zajął stanowisko asystenta trenera w zespole U-21, a następnie między 2013 a 2017 rokiem asystentował w dorosłej drużynie kolejno: Ursowi Fischerowi, Ciriaco Sforzie, Jeffowi Saibenemu oraz Mauro Lustrinellemu (Dodajmy, że przed zatrudnieniem Saibenego poprowadził ekipę w jednym spotkaniu).
Ale to nie był jedyny powód.
– Gdybyśmy skończyli sezon z 15 czy 16 punktami straty do rywali i spadli z ligi, zapewne powiedziałbym: „Prawdopodobnie lepiej będzie, jeśli odejdę”. Ale po słabej pierwszej połowie sezonu zagraliśmy fantastyczną drugą połowę. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy widziałem wiele dobrego i wiele się nauczyłem. Dlatego moja motywacja teraz przeważa nad rozczarowaniem spadkiem – wytłumaczył pod koniec sierpnia w wywiadzie dla portalu Blick Schneider.
Szwajcar nie miał łatwego zadania. W przerwie międzysezonowej nie dostał zbyt wiele czasu na reset psychiczny. Sytuacja kadrowa też nie powalała. Odeszło kilku ważnych piłkarzy: od bramkarza Guillaume’a Faivre’a, przez pomocnika Matteo Tosettiego, aż do napastnika Simone’a Rappa. Tuż przed rozpoczęciem zmagań na zapleczu Super League do innych ekip przenieśli się też obrońca Basil Stillhart oraz grający w środku pola Leonardo Bertone.
Jeśli ktoś liczył na bajkową historię, w której miłość trenera przezwycięża problemy, to musiał się przeliczyć. FC Thun pod wodzą dotychczasowego szkoleniowca zaliczył fatalny start w rozgrywki 2020/2021. Najpierw odpadł z Pucharu Szwajcarii. Choć przegrał 0:1 z ekstraklasowym FC Luzern, to występem w tym spotkaniu zapowiadał coś pozytywnego – potrafił znaleźć swoje okazje i wcale nie musiał schodzić z boiska pokonanym. Po pierwszych trzech kolejkach Challenge League uciułał zaledwie punkt. Skutkiem było dobrowolne złożenie rezygnacji przez Schneidera.
Latynoska krew pobudziła spadkowicza
11 października ogłoszono zatrudnienie nowego trenera, którym został Carlos Bernegger. Co prawda przez poprzednie dwa lata pracował jako asystent Marcela Kollera w FC Basel, ale miał doświadczenie z prowadzenia FC Luzern oraz Grasshoppers Zurych. Do nowego wyzwania podchodził ze spokojem.
– Klub musi najpierw ugruntować swoją pozycję w tej lidze. Przykłady Lozanny, Grasshopper Club Zurych i Aarau, które również spadły z ligi po długim czasie w Superlidze, pokazują to. Nagle trzeba skupić się na innych rzeczach – dlatego trzeba być realistą. Ale oczywiście pozostajemy ambitni – studził nastroje wokół nadziei na szybki powrót do najwyższej ligi Argentyńczyk.
Pomimo straty Ridge’a Munsy’ego, kolejnego zawodnika, który znalazł innego pracodawcę, FC Thun odżył. Od 4. do 19. kolejki przegrał zaledwie 2 razy. Dzięki temu wspiął się na gwarantującą grę w barażach pozycję wicelidera. Były Bernegger powiedział w jednym z wywiadów, w jaki sposób dokonał takiej przemiany.
– Starałem się od razu dać zawodnikom do zrozumienia, że nikogo nie obchodzi, gdzie grali w zeszłym sezonie. Superliga to już przeszłość; rzeczywistością jest Challenge League. Motto brzmiało: Załóżcie ubrania robocze i dajcie z siebie wszystko – wytłumaczył w rozmowie z portalem Blick.
Szybki powrót był możliwy
Choć w lutym i na samym początku marca drużyna złapała zadyszkę, to do końca rundy zasadniczej zdołała wrócić na 2. miejsce. Szansa na awans przez baraż mocno zapukała w klubowe okna. Rywal jednak nie należał do najprzyjemniejszych. Nie chodzi tu o fakt, że FC Sion rywalizował w wyższej lidze, a o formę, jaką osiągnął pod koniec sezonu. Wrażenie robiło szczególnie wysokie zwycięstwo 4:0 nad FC Basel. Na szczęście czerwono-biali nie znajdowali się na musiku. Prezydent Gerber zapewniał, że nad Aare nie zgromadzą się czarne chmury, jeśli nie uda się uzyskać promocji.
Optymistyczne prognozy na wygraną w dwumeczu stały się nieaktualne już po pierwszym starciu, w którym zespół ze Sionu wygrał aż 4:1. Katami okazali się ci, na których przed spotkaniem wskazywał Bernegger, to znaczy strzelec dwóch bramek Guillaume Hoarau i Gaëtan Karlen, który asystował przy trafieniu… Matteo Tosettiego. Sprawy nie ułatwiło to, że FC Thun był zmuszony zmienić ustawienie na takie z trójką obrońców, bo boczni defensorzy nie mogli zagrać.
W rewanżu ekipa argentyńskiego szkoleniowca postawiła się wyżej notowanemu przeciwnikowi, a nawet pokonała go 3:2. Natomiast nie udało się jej odrobić straty, więc pozostała na drugim szczeblu ligowym.
FC Thun ponownie objął jego dawny piłkarz
Następny sezon nie okazał się już tak udany. Zdecydowaną większość zmagań podopieczni Berneggera spędzili poza czołową trójką, nie potrafiąc złapać umożliwiającej wyprzedzenie innych pretendentów do awansu serii wyników. Już na kilka spotkań przed końcem rozgrywek podano do wiadomości, że kontrakt 57-latka zostanie rozwiązany. Wiązało się to z restrukturyzacją sportową, którą przeprowadzały władze od 2022 roku. Zarząd chciał postawić na inną, opartą na wysokim pressingu, filozofię. Ponadto postanowił, że drużyna w większym stopniu powinna korzystać z młodych talentów, również z własnej akademii.
Zerwanie współpracy wiązało się z odrobiną niegospodarności. Klub bowiem wcześniej przedłużył umowę ze szkoleniowcem do 2024 roku. Przeliczył się z prognozą, że Argentyńczyk zdoła wprowadzić nową myśl piłkarską. Przez przedwczesne zwolnienie swojego pracownika poniesiono więc większe koszty, co organizacji muszącej od lat rozsądnie zarządzać finansami nigdy nie pomaga. Za 2020 rok strata wyniosła 1,5 miliona franków szwajcarskich, z kolei za 2021 – 1,8 miliona. Dlatego też zdecydowano się na podwyższenie kapitału, co przegłosowano w październiku.
W takich realiach obracał się Mauro Lustrinelli, zastępca Berneggera. Był wymarzonym kandydatem. Fani pragnęli, aby go ściągnięto. Wykonywał solidną pracę jako selekcjoner reprezentacji Szwajcarii U-21. Poleciał z nią do Słowenii na młodzieżowe Euro 2021, a przed objęciem ekipy z Thun awansował z nią na Euro 2023. Rezygnacja z tego turnieju tym bardziej świadczy o tym, jak głęboko w sercu miał barwy, które dawniej reprezentował.
– Decyzja nie zawsze musi być racjonalnie uzasadniona – powiedział o swoich przenosinach Lustrinelli.
Podobnie do Gerbera, 50-latek występował z czerwono-białymi w Lidze Mistrzów. Jego trafienia wydatnie pomogły im w eliminacjach do niej – jedną bramkę zdobył w dwumeczu z Dynamem Kijów, dwie zaś przeciwko Malmö FF. Jako napastnik zagrał dla nich 112 spotkań i strzelił 51 goli. Swoją drogą, był to też powrót na ławkę trenerską, bo w 2017 roku pełnił rolę tymczasowego trenera.
Baraże raz jeszcze
Efekty restrukturyzacji nie przyszły natychmiastowo, bo kampania 2022/2023 była sporym rozczarowaniem. Drużyna z miasta leżącego niedaleko Berna zajęła dopiero 6. pozycję w tabeli. Pocieszano się włączeniem do składu kilku młodych piłkarzy. Jako sztandarowy przykład podawano drogę, którą przeszli Justin Roth czy Valmir Matoshi. Za plus można też uznać przygodę w Pucharze Szwajcarii, zakończoną na ćwierćfinale – niestety po bolesnej porażce 0:5 z Young Boys Berno.
Drugi sezon z Lustrinellim u steru to kompletnie inna historia. FC Thun wraz z FC Sion, który ostatecznie spadł z Super League po dwóch latach od barażu z czerwono-białymi, zostawili konkurencję kompletnie w tyle. Przyczyny tej niezwykłej metamorfozy, godnej przemiany Gustawa w Konrada z Dziadów Mickiewicza, wskazał w swojej analizie Anantaajith Raghuraman.
Podstawą radykalnej zmiany wyników było zrezygnowanie z nastawienia na ilość i skoncentrowanie się na skuteczności. W porównaniu do poprzednich rozgrywek szwajcarski zespół obniżył intensywność pressingu (co nie znaczy, że stał się pasywny – dalej grał żywiołowo), jednocześnie procent wygrywanych pojedynków nie zmienił się szczególnie. Średnią liczbę podań progresywnych, w trzecią tercję oraz długich zagrań też zmniejszył, podczas gdy ich celność poprawił. Ustawiał się trochę głębiej, ale nacisk wywierał na tej samej wysokości boiska, tylko że odrobinę szerzej. Piętą achillesową były dla niego jedynie kontrataki.
W wyścigu o ekstraklasę wygrał klub z kantonu Valais. Piłkarze Lustrinellego ponownie zapewnili sobie „jedynie” miejsce w barażach. Przeciwnikiem tym razem zostali Grasshoppers. Wyjazdowy remis w pierwszej potyczce dawał nadzieję na wywalczenie upragnionego powrotu w rewanżu u siebie. Przez całą drugą połowę na tablicy wyników widniał remis, który oznaczał dogrywkę. W doliczonym czasie marzenia o awansie przekreślił Asumah Abubakar.
Aż po groźbę bankructwa
Równolegle do walki sportowej toczyły się boje o zachowanie stabilności finansowej. Stan majątkowy nie wprawiał w zachwyt. Rok 2022? 1,5 miliona franków na minusie. Rok 2023? Strata na poziomie 1,7 miliona. Wyprzedzimy też nieco chronologię i podamy informację, że w 2024 deficyt opiewał na 2,8 miliona. Choć zapewne Gerber w środku czuł stały niepokój, to nie dawał tego po sobie poznać i w mediach zachowywał zimną krew.
– Nie jesteśmy sami w Szwajcarii z naszymi problemami. Wszyscy żyją ponad stan. Ci, którzy nie są na to gotowi, zostają w tyle. W tym tkwi sedno sprawy. Staramy się inwestować, mimo że nie mamy wiele do zainwestowania – twierdził.
Konieczność wyjścia na prostą wyrażał też podczas Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy w maju 2023.
– Musimy pożegnać się z trybem przetrwania i rozpocząć nową erę – komunikował.
W trakcie wydarzenia prezydent przekazał ważną informację, że jego nowym doradcą został Bernhard Heusler. To człowiek znany z prezesury w FC Basel, więc związano się z wielką postacią. Ponadto przedstawiono trzech nowych członków zarządu, a jednym z nich był Beat Fahrni, lokalny przedsiębiorca oraz właściciel spółek TimeTool AG i Komit AG.
To właśnie Fahrni uratował FC Thun. Wiosną 2024 roku klub balansował na krawędzi bankructwa i złożenia wniosku o upadłość, lecz inwestor z regionu wyłożył 2 miliony, dzięki czemu został wybawcą. Jego wsparcie było o tyle istotne, że wraz z końcem grudnia kończyła się współpraca z Pacific Media Group. Podmiot zapewniał potrzebne środki, lecz działacze znad Aare celowali w zachowanie lokalnego charakteru. Rok później Fahrni ponownie przekazał pieniądze, tym razem 870 tysięcy. Kwota zabezpieczyła uzyskanie licencji na rozgrywki 2025/2026.
– Jego zaangażowanie jest dla mnie jak Boże Narodzenie i Wielkanoc – nie ukrywał Andres Gerber.
– Kiedy powiedział, że chce pomóc, było to dla nas błogosławieństwem, przełomem przynoszącym wolność – podkreślała innym razem legenda szwajcarskiej drużyny.
Do trzech razy sztuka
Udane działania u góry prawdopodobnie odciążały głowy zawodników, którzy mogli skupić się na pracy i rywalizacji. W barażu z GC Zurych nie udało się zrealizować celu, ale projekt sportowy zmierzał we właściwym kierunku. Od pierwszej kolejki ligowej w lipcu 2024 roku zespół ponownie narzucał wysokie tempo, znajdując się głównie na szczycie tabeli. Pod koniec stycznia do grupy walczących o najwyższe lokaty włączył się FC Aarau. To z nim podopieczni Lustrinellego stoczyli najważniejszą bitwę w tej wojnie o pozycję lidera.
W 24. kolejce Argowianie wyprzedzili rywali. Na FC Thun mogło to wpłynąć negatywnie – poniekąd tak to wyglądało, bo piłkarze z kantonu Berno osiągali przez pewien moment słabsze wyniki. Ale był to tylko moment, bo w kwietniu 2025 roku nie mieli konkurencji, wygrywając cztery mecze. Z kolei 2 maja pokonali w bezpośrednim starciu konkurentów z Aarau rezultatem 2:1. Bohaterem zwycięstwa okazał się 19-letni wychowanek Franz-Ethan Meichtry, który zdobył drugą bramkę i tym samym przypieczętował zajęcie 1. miejsca.
Czerwono-biali po pięciu latach wrócili do Super League. Jako jedną z najważniejszych twarzy tego sukcesu wyróżnić trzeba Leonardo Bertone’a. Defensywny pomocnik wrócił do Thun w 2022 roku. Pamiętał jeszcze baraż z FC Vaduz. Będąc urodzonym przywódcą, dowodził linią pomocy. Od marca przejął rolę kapitana po tym, jak kontuzji doznał Marco Bürki. Strzelił dziewięć goli, najwięcej w ekipie, co nietypowe dla zawodników na jego pozycji. Zaliczył też ważną asystę w istotym dla wyścigu o szwajcarską ekstraklasę spotkaniu z FC Aarau.
– Dla tych, którzy spadli z ligi lub nie awansowali w barażach, to jak plama na ich reputacji. Udało nam się to naprawić. A Leo wykonał fantastyczną robotę – mówił Gerber o pomocniku.
Powodziło się również poza boiskiem. W trakcie zmagań ligowych poinformowano o pozyskaniu nowego akcjonariusza. Jego tożsamości nie podano, lecz miał pochodzić z regionu. Wniósł ze sobą 2,5 miliona. Dodatkowe środki planowano przeznaczyć na rozwój młodzieży.
Beniaminek zaskoczył wszystkich
Oczywistym jest, że każdy zespół po awansie myśli przede wszystkim o ugruntowaniu pozycji – tym bardziej, jeśli dysponuje jednym z najniższych budżetów w stawce. Nie inaczej sprawę stawiał prezydent Gerber, który deklarował, że główny cel to utrzymanie. Natomiast w klubie apetyt rozbudzała myśl o zajęciu miejsca w czołowej szóstce. Trener Lustrinelli uznawał, że może się to wydarzyć. Nawet pomimo braku wielu wzmocnień. Postawiono na ciągłość i zgranie.
Rozpoczęło się najlepiej, jak mogło. Okej, prawie najlepiej. W pierwszych pięciu meczach FC Thun wywalczył 13 punktów. Potem przegrał z Young Boys oraz z FC Basel, ale nie było to zaskoczenie na tamtym etapie rozgrywek. Błyskawicznie jednak wrócił do wygrywania. Już w 8. kolejce, po pokonaniu FC Sankt Gallen, został liderem. Od tej chwili tylko powiększał przewagę. Na przełomie lutego i marca stało się jasne, że tylko ogromny pech sprawi, że drużyna roztrwoni 14-punktową zaliczkę.
Dająca świetne rezultaty myśl szkoleniowa nad Aare oparta była na kilku czynnikach, co opisał David Segar. Gracze stanowili kolektyw. Akcenty w ofensywie rozkładały się w miarę równo na kilku zawodników: Elmina Rastodera (gole + asysty: 19), Kastrota Imeri’ego (13), Christophera Ibayi (13), Leonardo Bertone’a (12), Franza-Ethana Meichtry’ego (11), Valmira Matoshi’ego (10) oraz Fabio Fehra (9). Na tle rywali prezentowali bardzo agresywny i wertykalny futbol. Nie zależało im na kontroli spotkań z piłką przy nodze. Koniec końców, demonstrowali niezwykle wysoką skuteczność.
Porażki na finałowym etapie nie zaszkodziły
Piłkarze Lustrinellego powinni świętować mistrzostwo już po meczu z FC Lugano w 32. kolejce, ale tę rywalizację przegrali 0:1. Szkoda, bo mieli szansę przypieczętować triumf z przeciwnikiem, od którego wszystko się zaczęło – to od zwycięstwa z nim w 1. serii gier rozpoczęli pochód po trofeum. W kolejnym starciu z FC Basel beniaminek ponownie poniósł porażkę wynikiem 1:3. Natomiast przez to, że wiceliderujący FC Sankt Gallen również nie wygrał swojego meczu, to stracił matematyczne szanse na strącenie czerwono-białych z tronu – na trzy kolejki przed końcem rozgrywek. Ci zyskali na tym, ile punktów nagromadzili wcześniej.
– Bycie mistrzem Szwajcarii to niesamowite uczucie. Sukces jest w pełni zasłużony; sezon był historyczny. Zapisaliśmy się w historii całej Europy. Awans, a potem tytuł mistrzowski – to niesamowite. To nagroda za cały projekt. Jestem szczególnie zadowolony z ogromnej euforii, jaką wywołaliśmy tutaj, w Thun. To niesamowite. Ale minie trochę czasu, zanim to do mnie dotrze. Było kilka momentów w trakcie sezonu, kiedy myślałem, że wszystko dobrze się ułoży – powiedział po ligowym sukcesie swojego zespołu Mauro Lustrinelli, którego słowa podał portal 20 Minuten.
To dopiero początek
Spektakularnie (pomimo gorszego finiszu), jednakże niespodziewanie zdobyty tytuł mistrzowski ustawił poprzeczkę naprawdę wysoko. Klub z Thun nie przeprowadził rewolucji w składzie, przechodząc grę niemal identyczną kadrą, jaką dysponował w Challenge League. Osiągnął wyniki ponad stan – to samo może tyczyć się niektórych piłkarzy. To spore niebezpieczeństwo, zważywszy na fakt, że jego rozłąka z najwyższą ligą w Szwajcarii trwała długo.
Są też inne obawy. W połowie marca tego roku z zarządzania operacyjnego zrezygnował Fahrni, który zajmował się nim od sierpnia 2025, kiedy zastąpił na stanowisku Annelis Straubhaar. Przedsiębiorca pomógł wznieść organizację na wyższy poziom nie tylko dzięki swoim pieniądzom, ale też kontaktom i doświadczeniu. Te wciąż będzie oferować, bo pozostanie w zarządzie. Mimo to, jego rola ograniczyła się.
Ponadto w podobnym okresie potwierdzono, że czerwono-biali mają odnotować kolejny deficyt 4 milionów. Stratę raczej uda się zniwelować poprzez występy w europejskich pucharach, bo start od II rundy eliminacji do Ligi Mistrzów praktycznie gwarantuje dostanie się przynajmniej do Ligi Konferencji. Na wartości zyskali też sami piłkarze. Za tym idzie z kolei inne zagrożenie – rozsprzedania zwycięskiej drużyny. Szczególnie gorącym nazwiskiem będzie 24-letni Rastoder, wybrany do jedenastki najlepszych piłkarzy w Szwajcarii. To jeden z czołowych strzelców ligi.
Sezon jeszcze się nie skończył, do końca pozostały 4. kolejki, ale zarówno Andres Gerber, Mauro Lustrinelli, jak i każdy inny człowiek w FC Thun nie może spocząć na laurach i musi pracować z myślą o kolejnej kampanii. Do tej pory nastawienie na działania długofalowe się sprawdzało. Tylko kontynuacja tego, co rozpoczęło się wraz z nowym prezydentem, wybranym formalnie w 2021 roku, a nieoficjalnie w 2020, umożliwi dalszy rozkwit drużyny.
