W tabeli Ekstraklasy nadal panuje ogromny ścisk, a wydarzenia z ostatniej kolejki wcale nie przybliżyły nas do bycia mądrzejszym próbując przewidzieć przyszłość. Po 20. serii spotkań omawiamy szerzej 5 następujących tematów: mylące zwycięstwo Zagłębia, coraz większe prawdopodobieństwo spadku Legii, stagnacja Pogoni, opłacalna cierpliwość w Katowicach oraz metamorfoza Piasta pod wodzą Daniela Myśliwca.
Wyniki Zagłębia nie powinny uśpić czujności Leszka Ojrzyńskiego
Zagłębie w drugim meczu rundy wiosennej odniosło zwycięstwo w Kielcach pokonując Koronę (2:1), natomiast z przebiegu gry dwa gole gości w końcówce spotkania były nie lada zaskoczeniem. Miedziowi od początku meczu byli zespołem słabszym, brakowało im argumentów w ofensywie i nic nie zapowiadało, że mogą się podnieść. Tymczasem dwa stałe fragmenty gry – najpierw rzut wolny z okolic linii środkowej, a następnie wrzut z autu – wystarczyły Zagłębiu, aby dwa razy zrobić zamieszanie w polu karnym przeciwnika i dwukrotnie siłą woli wcisnąć piłkę do siatki. W całym meczu goście oddali tylko jeden strzał z gry, który został wyceniony na 0,03 xG.
Miedziowi znajdują się obecnie w bardzo dobrym położeniu. W tabeli są na 4. miejscu i mają tylko 4 punkty straty do lidera. Niemniej jednak, po dwóch pierwszych meczach na wiosnę Leszek Ojrzyński powinien zachować czujność, ponieważ gra jego zespołu zwiastuje raczej kłopoty. Odejście Leonardo Rochy oraz kontuzja Marcela Reguły sprawiają, że poza stałymi fragmentami gry drużyna ma niewiele atutów w ofensywie. Co więcej, ani przeciwko GKS-owi Katowice przed tygodniem, ani w minionej kolejce z Koroną defensywa pozwoliła rywalom na oddanie dużej liczby strzałów, natomiast średnia wartość goli oczekiwanych (xG) z jednego strzału była bardzo niska (0,07). Trudno uwierzyć, aby Zagłębie mogło obawiać się jeszcze spadku z Ekstraklasy (mają 11 punktów przewagi nad kreską), natomiast trener Ojrzyński musi być świadomy braków swojego zespołu i nie popadać w hurraoptymizm.
Korona Kielce 1:2 Zagłębie Lubin
Legia Warszawa powinna już uruchomić protokół „gry o ratowanie Ekstraklasy”
Marek Papszun po remisie z Arką Gdynia (2:2) dostrzegał pozytywy w postaci pokazania charakteru przez swój zespół, który w 90. minucie przegrywał jeszcze 0:2, a po dwóch golach Antonio Colaka udało mu się zdobyć punkt. Niemniej jednak, szerszy obrazek dla Legii nadal jest fatalny. To był już jedenasty kolejny mecz stołecznego zespołu bez zwycięstwa w Ekstraklasie. Wprawdzie udało im się wskoczyć jedną pozycję wyżej, ale nadal są w strefie spadkowej i mają tyle samo punktów, co ostatni Bruk-Bet (a przy zwycięstwie zrzuciliby Arkę pod kreskę). Według profilu Football Meets Data w serwisie X Legia ma już aż 39% szans na spadek z najwyższej klasy rozgrywkowej, a większe prawdopodobieństwo przypisuje tylko Arce, Widzewowi i Bruk-Betowi.
To już czas, aby w klubie przedefiniowali cele na obecny sezon i skupili się wyłącznie na uratowaniu Ekstraklasy. Taką strategię zastosowali w 2022 roku, gdy również zimowali w strefie spadkowej. Tym razem było inaczej. Ze względu na historycznie spłaszczoną tabelę (Legia zajmując przedostatnie miejsce miała tylko 11 punktów straty do lidera) przy Łazienkowskiej nadal myślą o europejskich pucharach. – Dla mnie celem na koniec sezonu jest znaleźć się wśród czołowych zespołów w tabeli i zrobić wszystko, aby zakwalifikować się do europejskich pucharów – powiedział Dariusz Mioduski w wywiadzie dla BeIN Sports, który odbił się bardzo szerokim echem. Do końca sezonu jeszcze daleko, europejskie puchary wciąż są możliwe, ale najpierw Legia powinna skupić się na tym, aby zapewnić sobie utrzymanie w Ekstraklasie, a potem ewentualnie myśleć o wyższych celach.
Arka Gdynia 2:2 Legia Warszawa
Pogoń gra coraz gorzej
O utrzymanie musi martwić się również inny klub, który w ostatnich kilku latach regularnie reprezentował nasz kraj w Europie. Pogoń Szczecin rozpoczęła wiosnę od punktu w dwóch meczach. Ten zdobyty został w minioną niedzielę w domowym spotkaniu z ostatnim w tabeli Bruk-Betem, więc to i tak duże rozczarowanie. Portowcy obecnie mają 2 punkty przewagi nad strefą spadkową, a według wspomnianych wyliczeń profilu Football Meets Data są oni piątym/szóstym kandydatem do spadku, a szanse na taki scenariusz wynoszą niecałe 25%. Co gorsza, po zespole Thomasa Thomasberga nie widać trendu zwyżkowego, który dawałby nadzieję, że już niedługo prawdopodobieństwo na degradację spadnie do kilku procent.
Grając przeciwko ostatniemu zespołowi w tabeli przed własną publicznością pozwolili im aż na 21 strzałów, z czego 8 było celnych. Pogoń bardzo słabo zarządzała prowadzeniem. O ile w pierwszej połowie, w której pod koniec strzelili bramkę na 1:0, rywale oddali zaledwie 3 strzały, tak w drugiej części spotkania Portowcy poszli na wymianę ciosów, zamiast przejąć kontrolę nad meczem i udowodnić, że mają wyższą jakość piłkarską. Thomas Thomasberg po podpisaniu kontraktu był przedstawiany jako trener pragmatyczny, który nie do końca wpisuje się w filozofię budowaną od lat w Szczecinie. Liczono jednak, że drużyna stanie się bardziej solidna w defensywie, jednak nic takiego się nie stało, a po okresie przygotowawczym również nie widać znaków, na których podstawie można byłoby budować optymizm w tej kwestii.
Pogoń Szczecin 1:1 Bruk-Bet Termalica Nieciecza
Cierpliwość do Rafała Góraka popłaca
GKS Katowice kiepsko rozpoczął obecny sezon, przez co na jego starcie pojawiały się teorie, że w tym przypadku prawdziwe może być powiedzenie o tym, że dla beniaminka najtrudniejszy jest drugi sezon. Zresztą, GieKSa przygotowywała się przecież do rundy wiosennej znajdując się w strefie spadkowej (choć miała jeden mecz rozegrany mniej od większości zespołów). Start drugiej rundy jest jednak dla nich bardzo udany. Dwa zwycięstwa, dwa czyste konta i awans o pięć pozycji w ligowej tabeli.
Jeszcze lepiej sytuacja GKS-u Katowice wygląda, gdy weźmiemy pod uwagę tabelę od listopadowej przerwy reprezentacyjnej. W niej podopieczni Rafała Góraka są na samym szczycie, mimo że zagrali jeden mecz mniej od reszty. W ostatnich ośmiu spotkaniach zdobyli 18 punktów. Rafał Górak potrzebował czasu, aby właściwie poukładać wszystkie klocki, ponieważ klub wielu piłkarzy sprowadził już po okresie przygotowawczym i trener musiał wprowadzać ich do zespołu w trakcie sezonu. Mimo kiepskiego początku trener zachowywał spokój. Nie zmieniał filozofii gry zespołu, nie szukał rozwiązywania problemów w korygowaniu systemu, a zamierzał wypracować wszystko w treningu. Wiedział, że ustawienie na trójkę obrońców i jego model gry, gdy jest dobrze realizowany przez piłkarzy sprawdza się w Ekstraklasie i dążył do tego, aby jak najszybciej wrócić na poziom, który prezentowali w poprzednim sezonie. Gdy to się udało, zaczęli świetnie punktować.
Daniel Myśliwiec odmienił Piasta Gliwice
Jeśli tabelę za konkretny okres rozszerzymy i punktem startowym będzie zatrudnienie Daniela Myśliwca w Piaście Gliwice, zespół znajdujący się na 1. miejscu również może szokować, ponieważ jest to właśnie Piast. Gdy przy Okrzei pożegnano Maxa Moldera, drużyna znajdowała się na ostatnim miejscu w tabeli z 4-punktową stratą do bezpiecznego miejsca. W 10 meczach pod wodzą szwedzkiego szkoleniowca Piast zdobył 7 punktów. W takiej samej liczbie spotkań ligowych zespół poprowadził już Daniel Myśliwiec i zdołał zdobyć 19 „oczek”. Z jednym trenerem zespół punktował najgorzej w lidze, z drugim – najlepiej.
Z Danielem Myśliwcem u sterów Piast bazuje na podobnych atutach, co w poprzednich sezonach. Wygrywają mecze przede wszystkim dzięki zachowywaniu czystych kont, a więc dobrej organizacji w grze bez piłki, czy też – jak w ostatnim starciu z Wisłą Płock (1:0) kontrolowaniem spotkania poprzez utrzymywanie się przy piłce. Siłą gliwiczan jest bardzo mocny środek pola (Grzegorz Tomasiewicz, Patryk Dziczek, Michał Chrapek czy Jorge Felix), natomiast brakuje im indywidualnej jakości z przodu, co może okazać się przeszkodą, aby utrzymać obecną średnią punktową. W każdym razie – Daniel Myśliwiec już wykonal fantastyczną pracę. Piasta przejmował na ostatnim miejscu w tabeli, a po dziesięciu rozegranych meczach bliżej im do strefy pucharowej (4 punkty) niż strefy spadkowej (6 punktów).
Co jeszcze wydarzyło się w 20. kolejce Ekstraklasy?
- Jagiellonia na razie ma komplet punktów na wiosnę. W minionej kolejce wygrali u siebie z Motorem (4:1) i wskoczyli na fotel lidera, ponieważ Wisła Plock straciła punkty.
- Swoje spotkanie wygrał też Lech, który przełamał się po dwóch porażkach na start wiosny (w środku tygodnia odrabiali zaległości). Kolejorz został pierwszym zespołem, który ograł Górnika w Zabrzu od końcówki sierpnia.
- Z zespołów, które na wiosnę zagrają w Lidze Konferencji punkty stracił jedynie Raków, który przed własną publicznością bezbramkowo zremisował z Radomiakiem. Łukasz Tomczyk ciągle czeka na pierwsze zwycięstwo w nowym zespole.
- Lechia straciła prowadzenie z Cracovią, mimo że grała w przewadze jednego zawodnika od końcówki pierwszej połowy, natomiast remis (1:1) to i tak dla nich pozytywny rezultat. Zespół Johna Carvera w lidze nie przegrał już od 6 meczów.
