Nowy rok, stara Pogoń Szczecin na wyjeździe. Porażka w Lublinie

Pogoń Szczecin miała ogromne ambicje na sezon 2025/26 w PKO BP Ekstraklasie. Portowcy mieli walczyć o puchary. A w rzeczywistości przed wyjazdem na Lubelszczyznę mieli tylko punkt przewagi nad strefą spadkową. Na zimę Pogoń dokonała kilku ciekawych wzmocnień, na czele z Attilą Szalai. Mecz z Motorem Lublin nie zapowiadał się na spacerek dla Szczecinian. Nie dość, że temperatura w Lublinie spadła do -14 stopni, to jeszcze jak dotąd Portowcy tylko raz wygrali na wyjeździe. Z drugiej strony Motor nie jest jakiś szczególnie mocny u siebie. Gdyby liczyły się punkty zdobyte tylko na własnym terenie, to Motorowcy byliby tuż nad strefą spadkową.

-14 stopni na dworze? Dla Motoru żaden problem!

Mróz zdecydowanie dawał się piłkarzom we znaki. Gospodarze już od samego początku byli bardzo ruchliwi, być może dlatego, żeby na murawie nie zamarznąć. I nie podzielić przy tym losu Pogoni, która natychmiastowo straciła bramkę. Już w 3. minucie Fabio Ronaldo wrzucił piłkę w pole karne, do Karola Czubaka. Musa Juwara źle przypilnował Portugalczyka, a Dimitrios Keramitsis nie przeciął tego dośrodkowania, choć było to możliwe. Piłka jakby przypadkowo trafiła w Czubaka, ale to nieistotne, bo wpadła do siatki.

REKLAMA

Stracona bramka rozbudziła, czy raczej rozgrzała przyjezdnych jak herbata z cytryną i imbirem. Ruszyli sami do ataku pozycyjnego, cierpliwie szukając okazji na gola. Niewiele to dało, a wkrótce potem Motor miał dwie szanse na podwyższenie prowadzenia. Przy wyprowadzaniu kontr i za pierwszym, i za drugim razem źle się zachował Mbaye Ndiaye. Pogoń również marnowała swoje okazje. W 18. minucie José Pozo posłał doskonałe podanie do Juwary. Takie „ciasteczka” po prostu trzeba zamieniać na bramki. A Gambijczyk, składając się do strzału, wywrócił się o własne nogi i zamiast gola wyrównującego kibice Pogoni dostali komicznego kiksa. Podopieczni Mateusza Stolarskiego nie chcieli wybaczać takich pomyłek. 3 minuty później głową uderzył Czubak, lecz minimalnie ponad poprzeczką.

Na szczęście dla ekipy z Lubelszczyzny kolejna okazja szybko przyszła. W 27. minucie obrona Portowców podeszła bardzo wysoko, i jak się okazało, za wysoko. Lublinianie ich za to skarcili i ruszyli z kontrą. Bartosz Wolski zaserwował piłkę Ndiaye, podając mu wręcz na tacy szansę na gola. Tym razem Senegalczyk jej nie zaprzepaścił. Mając przed sobą tylko Valentina Cojocaru, Ndiaye zachował zimną krew i ograł golkipera Pogoni.

Szczęście bywa potrzebne

Pogoń grała nie słabo, a wręcz beznadziejnie. Szczecinianie nie stwarzali absolutnie żadnego zagrożenia. Jeśli już otwierały się przed nimi jakieś szanse, to nic nie potrafili z tym zrobić. Niemal każdy piłkarz zespołu z Pomorza Zachodniego był na boisku nijaki i nic nie wskazywało na to, że Pogoń szybko złapie kontakt. A jednak. W 36. minucie Fredrik Ulvestad uderzył na bramkę Motoru. Trafił w jednego z obrońców, lecz piłka szczęśliwie wpadła do bramki, ocierając się jeszcze o poprzeczkę. Portowcy mieli w tej akcji mnóstwo farta, ale w sumie ich to nie obchodzi – dostali to, co chcieli.

Po tym trafieniu Portowcy się odblokowali i ruszyli nieco odważniej do przodu. W 42. minucie blisko bramki był Pozo, ale strzał minimalnie niecelny. Chwilę wcześniej próbował Sam Greenwood, ale z podobnym efektem. Druga połowa mogła się rozpocząć z równie mocnym przytupem, jak pierwsza. W 49. minucie Greenwood świetnie zagrał do Paula Mukairu. Nigeryjczyk nie zdołał jednak pokonać bramkarza Motoru. Gospodarze szybko odpowiedzieli. W 54. minucie zrobiło się bardzo niebezpiecznie po strzale Czubaka. Cojocaru stanął na wysokości zadania i z gola nici. Na nudę z pewnością nie można było narzekać.

Pogoń bezsilna poza Szczecinem

Na 25 minut przed końcem spotkania Pogoń naciskała coraz intensywniej i dłużej utrzymywała się przy piłce. Częściej oglądaliśmy Portowców w ataku pozycyjnym, cierpliwie szukających sposobności na wyrównującego gola. W 68. minucie Motor znowu dopomógł nieco przyjezdnym. Przy strzale Pozo piłka trafiła w rękę Wolskiego. W futbolu podwórkowym to pewnie byłaby „nabita”, ale na jego nieszczęście takie zasady nie obowiązują, więc jedenastka była oczywista. Rzut karny to prawie gol. No właśnie, prawie – bo Kamil Grosicki koszmarnie go wykonał i Ivan Brkić bez trudu wyczuł jego intencje. Niewiele brakowało, by za ten błąd Portowcy zapłacili podwójnie. Chwilę później groźnie uderzył Renat Dadaşov, ale Cojocaru wykazał się refleksem.

W ostatnich minutach Motor zwolnił, jemu już nigdzie się nie spieszyło. Lublinianie skupili się w głównej mierze na obronie korzystnego wyniku. Pogoń jednak nie narzucała się gwałtownie rywalom, nie szalała w ofensywie, choć to się z czasem zmieniało. Przejęła inicjatywę, ale to było jeszcze za mało. Ekipa z Lublina broniła się niekiedy rozpaczliwie, ale dowiozła zwycięstwo do końca. To był ciekawy mecz, na Arenie Lublin działo się sporo. 3 punkty zdobyte przez gospodarzy nie są dziełem przypadku. Pogoń pierwszą połowę zagrała bardzo słabo. W drugiej była już poprawa, ale nie wyciągnęła z tego gola. Pogoń tym samym pozostaje przedostatnią drużyną Ekstraklasy pod kątem meczów na wyjeździe. A w ogólnej tabeli spadła na 13. miejsce. Motor zaś awansował na 10. pozycję.

Motor Lublin – Pogoń Szczecin 2:1 (Czubak 3′, Ndiaye 27′ – Ulvestad 36′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,126FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ