Przed rozpoczęciem rundy wiosennej przez Lecha Poznań spore obawy budzi liczebność zawodników w centralnej części boiska. Podczas gdy pozycja ofensywnego pomocnika jest dobrze zabezpieczona, to gorzej wygląda sytuacja wśród zawodników operujących ciut niżej. W pełni gotowi do gry są tylko Antoni Kozubal oraz Filip Jagiełło. Jak zapatruje się na różne rozwiązania trener Niels Frederiksen?
Co zrobi Lech Poznań z biedą w pomocy?
Rozpatrując wszelkie możliwe opcje Poznaniaków na wydłużenie ławki w środku pola, najpierw skierujmy wzrok na chłopaków z akademii. Kilku z nich dostało szansę i poleciało z pierwszym zespołem do Abu Zabi. W przedsezonowych sparingach każdy z nich otrzymał od trenera trochę czasu na zaprezentowanie się. Szczególnie dobrze wyglądał Tymoteusz Gmur, który na tle uzbeckiego AGMK Olmaliq pokazał dojrzałość. W tym meczu zagrał jako defensywny pomocnik, czyli na pozycji, która wymaga największego wzmocnienia.
Trener Frederiksen odniósł się do roli młodych zawodników po powrocie do kraju. Nie zamknął przed nimi drogi do seniorów, lecz żaden z nich obecnie nie jest gotowy na taki awans.
– Piłkarze z akademii, obecni z nami na obozie, pozostaną w niej. Prawdopodobnie od czasu do czasu będziemy ich włączać do treningów z pierwszą drużyną, natomiast zespół jest już całkiem liczny. Poza tym, w obliczu dużej liczby meczów, będziemy przeprowadzać mniej treningów. W takich sytuacjach, gdy więcej się gra niż trenuje, trudno o stworzenie dla nich dobrego środowiska do rozwoju. Trzeba jednak zauważyć, że wywarli na nas bardzo dobre wrażenie – powiedział.
Skoro nie młodzież, to może ktoś, kto w ostatnim czasie też miał styczność z wroniecką akademią, czyli Timothy Ouma? Kenijczyka zdegradowano dyscyplinarnie i nie poleciał on z kolegami do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. We Wronkach miał robić wszystko, żeby wrócić do łask szkoleniowca Lecha Poznań. Duńczyk nie zamknął przed nim drzwi, ale podkreślił, że Ouma jeszcze trochę poczeka, nim będzie mógł występować.
– Nie zdecydowaliśmy jeszcze. Z tego co słyszałem, wykonał dobrą pracę podczas treningów w akademii. W tym tygodniu przechodzi przez testy fizyczne, aby sprawdzić na jakim etapie przygotowania jest. Może przywrócę go do pierwszego składu, ale nie trenował z nim od 3 tygodnie z znanych już przyczyn. Przed nim więc daleka droga powrotna. Nie będzie grać przez jakiś czas. Może zacznie trenować z nami w przyszłym tygodniu – zdradził trener Frederiksen.
Nowy pomocnik możliwością, ale nie koniecznością
Trzecim rozwiązaniem jest transfer. Od kilku tygodni media obiegają różne plotki łączące Kolejorza z różnymi piłkarzami. Kervin Arriaga, Balthazar Pierret czy Dani Silva to te najgłośniejsze nazwiska. Mimo to Frederiksen największe wzmocnienia widzi w… powracających po kontuzjach zawodnikach.
– Wiemy, że wraca do nas Gisli [Thordarson – przyp. red.], który usiądzie jutro na ławce rezerwowych. Będzie w stanie zagrać przez około pół godziny. Mamy też powoli powracającego Rado [Radosław Murawski – przyp. red.]. On akurat potrzebuje jeszcze kilku tygodni, by dojść do siebie. Gdy obaj będą gotowi, nasz problem na szóstce rozwiąże się. Jeśli pojawi się dobra okazja, aby kogoś ściągnąć, zrobimy to, lecz nie jest to rzecz, którą musimy koniecznie zrobić – zauważył trener z Danii.
W klubie najwidoczniej nie mają parcia na szkło i wierzą w to, że kadra w obecnym stanie jest wystarczająca na najbliższe tygodnie, aż do czasu, gdy wszyscy Lechici dojdą do siebie po swoich urazach. Jeśli kogoś ściągać, to tylko wtedy, gdy pojawi się pewność, że nowy nabytek z miejsca wniesie jakość.
