Ta informacja mogła wziąć z zaskoczenia! Nika Kvekveskiri ogłosił zakończenie kariery piłkarskiej. 33-letni Gruzin jest znany polskim kibicom z gry w barwach Lecha Poznań, z którym zdobył w 2022 roku mistrzostwo Polski. 62-krotny reprezentant swojego kraju w ostatnim sezonie występował w węgierskim Nyiregyhaza Spartacus.
Kvekveskiri karierę rozkręcał w Dinamo Zugdidi. Jego potencjał został zauważony przez gruzińskiego potentata, Dinamo Tbilisi, i na rundę wiosenną sezonu 2010/2011 trafił do niego na wypożyczenie. Po zakończeniu rozgrywek klub z Tbilisi zdecydował się wykupić młodego pomocnika. W stolicy Gruzji spędził dwa lata, w czasie których zdobył pierwsze puchary na ojczystej ziemi – mistrzostwo Gruzji i Puchar Gruzji w 2013 roku. O ironio, jego rolę w sezonie mistrzowskim ograniczono do zaledwie rezerwowego. Wcześniej był piłkarzem często występującym w pierwszym składzie.
W poszukiwaniu gry poszedł jesienią 2013 roku na wypożyczenie do FC Cchinwali, ale nie był to dla niego udany etap. Na wiosnę wrócił do Dinama, które przeniosło go do drużyny rezerw. Teoretycznie po raz drugi mógł nazwać się mistrzem ligi, praktycznie – nie wystąpił w żadnym meczu. W letnie okienko transferowe zainteresowała się nim FC Dila Gori. Tam Kvekveskiri odżył, rozgrywając świetny sezon 2014/2015, zwieńczony trzecim w jego karierze mistrzostwem kraju. W 27 spotkaniach strzelił siedem bramek i zaliczył trzy asysty, co pomogło mu latem 2015 roku znaleźć zatrudnienie poza granicami Gruzji
Kvekveskiri na obczyźnie
Gruzin powędrował konkretnie do azerskiej Keshli (dzisiaj FC Shamakhi). W tym czasie zadebiutował w reprezentacji Gruzji. Pomocnik zagrał 90 minut z Gibraltarem. Po roku gry trafił do trochę mocniejszego FK Qabala. Pierwsze miesiące upłynęły mu pod znakiem kontuzji, ale w drugiej części zmagań ligowych występował regularnie.
Pod koniec maja 2017 roku Kvekve znów musiał się przeprowadzić. Tym razem trafił do Toboła Kustanaj. W Kazachstanie zakotwiczył na dłużej. Przez blisko cztery lata stanowił o sile drużyny z miasta nad rzeką Toboł, choć w ostatnim roku gry dla niej występował mniej. Stał się też etatowym reprezentantem Gruzji.
Mniejsza liczba występów w kazachskim klubie zwiastowała, że Gruzin przestał do niego pasować. Na początku grudnia 2020 roku został wolnym zawodnikiem, jednak szybko znalazł nowy klub. Już na wiosnę sezonu 2020/2021 trafił do Lecha Poznań. Na początek związał się tylko półroczną umową, lecz z opcją przedłużenia o dwa lata. Wstępnie planowano, że będzie zastępstwem dla Radosława Murawskiego, który miał przyjść dopiero latem.
Kvekveskiri grał jednak na tyle dobrze, że znalazł się w planach Macieja Skorży, nowego trenera, na kolejną kampanię ligową. Tym sposobem był częścią mistrzowskiego składu Lecha. Znakomicie spisywał się w roli zawodnika szerokiego składu. Jego inteligencja boiskowa, a także umiejętność wykonywania rzutów wolnych okazywały się bezcenne.
Sezon później przeżył też z poznańskim klubem przygodę w Lidze Konferencji, gdzie udało się im dotrzeć do ćwierćfinału. Gdy Kolejorza w sezonie 2024/2025 objął trener Niels Frederiksen, z zespołem pożegnał się gruziński pomocnik. Nie pasował on do taktyki duńskiego szkoleniowca.
Finisz kariery
W międzyczasie odbyło się Euro 2024, na które pomocnik został powołany. Nie odegrał na nim znaczącej roli, ale wszedł na symboliczne 12 minut w meczu 1/8 finału z Hiszpanią. Zasłużył na takie wyróżnienie, dokładając cegiełkę do historycznego awansu swojej reprezentacji. To właśnie on strzelił decydującą jedenastkę w konkursie rzutów karnych w finale barażu z Grecją.
Na odejściu Gruzina z Lecha skorzystała Nyiregyhaza Spartacus. Był to jednak ostatni akt kariery 33-latka. W węgierskim klubie częściej wchodził na boisko jako rezerwowy. Mimo to dał się zapamiętać z jednego ślicznej urody trafienia.
Teraz Nika Kvekveskiri postanowił, że czas odwiesić buty na kołku. Prawdopodobnie kolejnym etapem dla niego będzie kariera trenerska. Jak przyznawał we wrześniu zeszłego roku w rozmowie z Maciejem Klaczyńskim na łamach portalu iGol.pl, trenerka go bardzo interesuje.
Futbol może nie traci wielkiej gwiazdy, ale jego strzały z dystansu oraz technika użytkowa są godne zapamiętania. Natomiast w Poznaniu nigdy nie zapomną, ile radości dawał popularny Kvekve swoimi rzutami wolnymi.