Mesut Ozil z wozu, Arsenalowi lżej

W końcu nadszedł ten dzień. Księgowa „Kanonierów” obudziła się z uśmiechem na twarzy. Zapaliła cygaro, wyjęła z lodówki szampana i zaczęła nucić pod nosem „Time to say goodbye”. Gdy mąż zapytał, co wprawiło ją w tak znakomity nastrój odpowiedziała bez zastanowienia – Mesut Ozil został odesłany do Fenerbahce.

REKLAMA

A przecież wszystko zaczynało się znakomicie.

Niemiec we wrześniu 2013 roku zamienił „królewski” Real Madryt na ambitny (wówczas) zespół Arsenalu. Znalazł klub, w którym powinien być Panem i Władcą. Z miejsca stał się najdroższym i najwyżej wycenianym zawodnikiem w kadrze Arsene Wengera. 47 milionów euro wydawało się promocją, a zawodnik tym kluczowym trybem, który zazębi grę. Pierwszy sezon na Emirates daleki był jednak od ideału – drużyna finiszowała poza podium, a przygodę z Champions League zakończyła na 1/8 finału. Z nowym gwiazdorem w składzie osięgnąła niemalże takie same rezultaty jak bez niego.

Mesut Ozil rozkręcał się wolno. Zbyt wolno, żeby prowadzić Kanonierów do sukcesów. Z jednej strony miał fantastyczny sezon 2015/16, gdy błysnął 19 asystami. Z drugiej – nie przekładało się to na żadne konkretne wyniki. A przecież – to był Ozil w swoim prime. Wydawało się, że jest za dobry na Arsenal, że to wciąż piłkarz najwyższej półki, do którego poziomu nie potrafią dostosować się koledzy. Niestety, z upływem czasu coraz bardziej spuszczał z tonu.

Już w rozgrywkach 2018/19 potrafił uzbierać zaledwie 2 asysty.

Nie broniły go liczby, przez co trenerzy bez większego zastanowienia stopniowo odsuwali go od składu. Po nieudanym mundialu w Rosji zniknął również ze składu reprezentacji Niemiec.

Zamiast tego, Mesut Ozil zaczął brylować w świecie pozaboiskowym. Angażował się w politykę, sympatyzując z prezydentem Turcji Recepem Erdoganem. Krytykował Chiny za traktowanie Ujgurów, za co oberwało się Arsenalowi, którego spotkania w pewnym momencie były blokowane w Azji. Człowiek mający za zadanie prowadzić Kanonierów ku sukcesom stał się piątym kołem u wozu. Balastem pobierającym potężne pieniądze i dającym głównie powody do zmartwień. Coraz częściej zarzucano, że zawodnik jest zbyt „leniwy” na współczesny futbol. Nie angażował się w defensywie, nie zakładał pressingu. Chciał tylko i wyłącznie atakować. Na ile ta opinia była krzywdząca względem Mesuta pewnie nigdy się nie dowiemy, ale faktem jest, że nawet jeśli pojawiał się na murawie to rzadko stawał się wartością dodaną.

Transfer do Fenerbahce był kwestią czasu.

Sam Mesut Ozil wydawał się odwlekać ten dzień, odrzucając oferty z MLS i Arabii Saudyjskiej. Opowiadał o chęciach walki o skład w Arsenalu, a zarazem wiedział, że ma na to znikome szanse. Zgoda na odejście – a zarazem rezygnacja z pensji zapisanej do końca kontraktu została z pewnością przyjęta z olbrzymią radością. Arsenal pozbyt się człowieka, którego od dawna chciał się pozbyć. Pewien etap we współczesnej historii klubu został zamknięty.

Mesut w nowym klubie będzie gwiazdą numer jeden. Widać, że liga turecka chce ponownie pokazać się światu. Ozil jest znakomitym kandydatem na gwiazdę. Zna go większość Turków, sam często powtarza o swoich tureckich korzeniach. Jego dziadkowie pochodzą z miejscowości Zonguldak – więc odbierany będzie jako „swój”. Konkurencja w walce o skład? Zerowa. Poziom rozgrywek – dający sporo możliwości „błyszczenia”. Ciężko nie traktować tego typu transferu jako sportowej emerytury, a przecież Niemiec ma tylko 32 lata. Czy odbuduje się w Turcji? Ciężko przewidzieć. Wygląda jednak na to, że mamy do czynienia z transakcją win-win-win. Arsenal jest szczęśliwy, że pozbył się konieczności płacenia potężnej pensji, Ozil jest szczęśliwy, bo idzie do klubu gdzie będzie ubóstwiany, a Fenerbahce ma właśnie swoje 5 minut w światowych mediach.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,517FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ