Darko Churlinov i Jordi Sanchez rozstrzygnęli rywalizację. Pogoń Szczecin to dziś drużyna minimalistyczna i w taki minimalistyczny sposób pokonała Wieczystą Kraków. Skromne zwycięstwo 2:0 zostało poparte solidną organizacją gry oraz szczyptą magii Churlinova i wykorzystaniem błędów rywala w przypadku trafienia Sancheza.
Bez fajerwerków do przerwy
Początek był nawet angażujący. Mieliśmy dynamikę i okazje. Mocno zaczęła Pogoń, bo najpierw z dystansu niecelnie uderzył Benjamin Mendy. Nie minęło wiele czasu, a w polu karnym Darko Churlinov odnalazł Jordiego Sancheza. Debiutujący w barwach Szczecinian Hiszpan posłał piłkę obok bramki. Odpowiedź gości też była ciekawa. Niesygnalizowanie sprzed szesnastki huknął Kamil Pestka, ale czujny był Valentin Cojocaru.
Szybko jednak spotkanie zaczęło przypominać mecz Wieczystej z Zagłębiem Lubin. Krakowianie mieli inicjatywę, ale niezbyt odnajdywali się w ataku pozycyjnym. Natomiast Portowcy oferowali od Lubinian nieco więcej z piłką przy nodze czy z kontry. Nie zmienia to faktu, że rywalizacja toczyła się głównie w środku pola. Zespołom brakowało dokładności. Było sporo walki, ale stosunkowo czystej.
Szczecinianie wywoływali nieco lepsze wrażenie niektórymi akcjami. Raz trafili do bramki. Górne podanie Patryka Dziczka za linię obrony klasowo przyjął Sanchez. Jeszcze bardziej klasowo napastnik przelobował Mateusza Kochalskiego, choć znajdował się w okolicy 20 metra od bramki. Sanchez jednak nie okazał radości, bo wiedział, co się święci. Sędzia liniowy od razu podniósł chorągiewkę, co oznaczało spalonego.
Pogoń Szczecin miała czary Churlinova
Po przerwie mecz dalej układał się na dobry bezbramkowy remis. Nadal bardziej obiecująco prezentowały się starania Portowców, ale ich działania nie przynosiły efektów. Nie mieli żadnego elementu zaskoczenia, który umożliwiłby im przygotowanie odpowiedniej pozycji do strzału. Wieczysta nie grała lepiej, bo łatwo zatrzymywała się na poprawnie ustawionej formacji rywala. Właściwie tworzyła zagrożenie bliskie zeru, poza kolejną petardą Pestki.
Potrzebna była szczypta magii, żeby wynik w końcu drgnął w którąś ze stron. Pokazał ją Churlinov. Macedończyk zezłomował Pestkę, po czym potężnie uderzył w stronę bramki strzeżonej przez Kochalskiego. Bramkarz nie zdążył odpowiednio zareagować i dał sobie przełamać rękawice.
Przez kolejne minuty kontrola pozostawała w rękach Pogoni, która prawie nie dopuszczała rywali do sytuacji. Mimo że w ostatnim kwadransie przyjezdni mieli futbolówkę częściej w posiadaniu, okazje strzeleckie można policzyć na palcach jednej ręki. Dwie szanse miał Efthymios Koulouris. Raz Grek został zablokowanym, za drugim skutecznie interweniował Cojocaru, choć przy upadku bramkarz ucierpiał. Z kolei Jose Antonio de la Rosa głową posłał piłkę wysoko nad bramką.
Wydawało się, że Pogoń skończy ten mecz ze skromnym rezultatem 1:0, ale inne zdanie miał głodny bramek Sanchez. W doliczonym czasie gry po przechwycie piłki przez jednego z jego kolegów znalazł się w sytuacji sam na sam z golkiperem. Będący w ostatnim czasie w najwyższej formie snajper pewnie wykorzystał szansę i przypieczętował wygraną.



