Cracovia pomogła Wiśle Płock przerwać fatalną serię

5 ekstraklasowych meczów bez wygranej i koniec! Wisła Płock wreszcie pokazała skuteczność. Strzeliła Cracovii trzy bramki, co pozwoliło zgarnąć jej pełną pulę. Krakowianie bowiem odpowiedzieli tylko raz. Choć nie pomogła im w tym czerwona kartka dla Dominika Baumgartnera, to jeszcze przed nią prezentowali się słabo.

Cracovia zaskoczona przez Patryka Kuna

Mówi się, że dla chcącego nic trudnego, ale nie dotyczyło to Cracovii. Chciała przecież prowadzić grę, ale nie wychodziło jej to. Nie była konkretna, poczynała sobie za wolno i przewidywalnie, więc w konsekwencji długimi fragmentami obserwowaliśmy jej próby przebicia się przez dobrze obstawiony środek pola gospodarzy. Wiadomo, że warunki nie sprzyjały. Niedziela, godzina 12:00 – to nie czas na sport, a raczej podnoszenie się z łóżka po bardzo leniwym poranku.

Nie żeby Wisła grała jakoś bardziej porywająco, ale raz – w reaktywnej postawie upatrywała swoich szans – a dwa – skoro nie potrzebujesz wiele, aby operować piłką swobodniej od rywala i w ten sposób od czasu do czasu potrafisz przenieść ciężar gry wyżej, to po co forsować tempo? Tym bardziej że od już 10. minuty objęła prowadzenie. Płocczanie spokojnie wyszli spod pressingu, a w odpowiedniej chwili doszło do przyspieszenia akcji poprzez dośrodkowanie Diona Gallapeniego. Centra spadła idealnie na głowę… Patryka Kuna. Jest nieco ironii w tym, że jeden z niższych graczy w Ekstraklasie wpakował głową piłkę do bramki, wygrywając pojedynek powietrzny z wyższymi od siebie przeciwnikami.

Krakowianie więc przez ponad pół godziny próbowali wyrwać się z klinczu, ale Nafciarze skutecznie ich blokowali. Może gdyby przyjezdni operowali piłką sprawniej, coś by z tego wyszło. A tak to dopiero w końcówce zdołali na dłużej gościć pod polem karnym przeciwnika. Ten był na to przygotowany, więc bez problemu utrzymał prowadzenie do przerwy.

Wisła Płock poszła za ciosem

Po wznowieniu gry w sumie niewiele się zmieniło. Pasom tak samo brakowało płynności, Wisła zaś prezentowała taki sam poziom koncentracji, skutecznie wybijając rywali z rytmu. Aby ograniczyć ryzyko utraty kontroli, a co za tym idzie – korzystnego rezultatu – przenosiła grę na połowę gości i szukała drugiego trafienia. Sprawę ułatwił jej Dominik Baumgartner, który przegrał pojedynek z Łukaszem Sekulskim, więc sfaulował napastnika. Jako że za obrońcą była już tylko bramka, to sędzia wlepił mu żółtą kartkę. To było drugie napomnienie, toteż zaraz potem ujrzał też czerwony kartonik.

Płocczanie błyskawicznie wykorzystali uzyskaną przewagę liczebną. Długi atak zakończył uderzeniem Adam Radwański. Pomocnik trafił w słupek, ale piłka szczęśliwie odbiła się tak, że po kontakcie z głową Sebastiana Madejskiego wpadła do bramki. Następnie raczej kontrolowali wydarzenia boiskowe.

Dlatego z zaskoczeniem można było przyjąć bramkę kontaktową dla Cracovii. Trwał jeden z jej nielicznych wypadów, gdy Mauro Perković ładnie zacentrował na głowę Mohameda Berte. Akcja właściwie wyglądała tak, jak ta, gdy swoje trafienie zaliczył Kun. Wisła nie czekała na rozwój wypadków, tylko od razu wróciła do dwubramkowego prowadzenia. Umożliwił to śliczny gol debiutującego Samuela Akere. Skrzydłowy strzelił technicznie, lecz mocno, na dalszy słupek.

Nafciarze nie chcieli już żadnych niespodzianek. Skupili się na tym, żeby Pasy znów nie dostały żadnej okazji do rozpędzenia się. Przez to na boisku działo się mało. Natomiast w Płocku nikt na to narzekać nie będzie, skoro zespół Adama Majewskiego dowiózł wygraną. Tym samym odniósł pierwsze zwycięstwo od 1. kolejki ligowej. Cenne 3 punkty pozwoliły mu nieco odbić się w tabeli.

Wisła Płock – Cracovia 3:1 (Kun 10′, Madejski 61’ [sam.], Akere 70’ Berte 69’)

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img