Czesław Michniewicz Ball. Prosta gra daje efekty

Reprezentacja Polski po dwóch meczach fazy grupowej jest liderem grupy C z 4 punktami na koncie. Awansu jednak nie może być pewna, a w ostatnim spotkaniu zmierzy się z najtrudniejszym rywalem – Argentyną. Co najważniejsze, wszystko jednak zależy od nich, bez konieczności oglądania się na konkurentów. Wystarczy tylko i aż zremisować z Argentyną i Czesław Michniewicz będzie pierwszym trenerem, który wprowadzi reprezentacje Polski do fazy pucharowej MŚ w XXI wieku.

Michniewicz nastawił zespół odważniej niż z Meksykiem

Wszyscy dobrze pamiętamy mecz z Meksykiem. Głównym zarzutem do Czesława Michniewicza było bardzo defensywne nastawienie zespołu, skrajny minimalizm i prymitywny sposób gry w piłkę. To wszystko prawda, aczkolwiek reprezentacja Polski spełniła plan minimum, czyli uniknięcie porażki. Następna przeszkoda teoretycznie – bo tak zakładaliśmy przed startem turnieju – miała być łatwiejsza i to Arabia Saudyjska miała być przeciwnikiem, z którym musimy wygrać.

Dlatego też reprezentacja Polski wyszła z bardziej ofensywnym nastawieniem niż na Meksyk. W defensywie odeszliśmy od ustawienia 4-5-1 (a często nawet 6-3-1) w pierwszym spotkaniu na rzecz 4-4-2/4-4-1-1 z przesunięciem całego zespołu o kilkanaście metrów do przodu. Co ciekawe, do Lewandowskiego często dołączał Zieliński, a Arkadiusz Milik ustawiał się na boku pomocy. Naszej kadrze i tak daleko było do odważnej gry. Przez pierwsze minuty to Saudyjczycy częściej przejmowali inicjatywę, a zespół Michniewicza – podobnie jak z Meksykiem – unikał ryzyka grając z pominięciem drugiej linii. Wyższe ustawienie linii obrony powodowało, że kiedy odbieraliśmy piłkę – mieliśmy zawodników do kontrataku i często próbowaliśmy wykorzystywać wolną przestrzeń za plecami bocznych obrońców Arabii Saudyjskiej.

Wykorzystanie bocznych sektorów

Eksperci, którzy śledzą drużynę Herve Renarda podkreślali, że jednym z ich słabych punktów jest bronienie w bocznych sektorach boiska i reprezentacja Polski starała się właśnie to wykorzystać. Najlepszym tego przykładem była akcja bramkowa. Szczęsny zagrał dokładnie na prawą stronę do Casha, który przeprowadził dwójkową akcję z Frankowskim i płasko zacentrował do Lewandowskiego. Kapitan kadry wygonił się przyjęciem, ale przytomnie odnalazł Zielińskiego w polu karnym i wyszliśmy na prowadzenie. To była naprawdę dobrze rozegrana akcja. Cztery podania po rozpoczęciu od bramkarza i Lewandowski znalazł się w sytuacji oko w oko z bramkarzem. Jak widać, jest coś pomiędzy tiki-taką, a „lagą na Robercika”. Można być efektywnym w ataku stosując proste, przemyślane środki.

źródło: TVP Sport/Twitter

Choć drugi gol padł po wykorzystaniu błędu w przyjęciu środkowego obrońcy rywala to kolejne sytuacje stwarzaliśmy po dośrodkowaniach z bocznych sektorów. Milik chybił o centymetry trafiając w słupek po dośrodkowaniu Frankowskiego. Tak samo blisko celu był Robert Lewandowski po dograniu piłki przez Matty’ego Casha. Z siedmiu wykreowanych szans we wczorajszym meczu w aż pięciu przypadkach było to podanie z bocznego sektora. Przy takim nastawieniu na dośrodkowania nie dziwi więc zmiana ustawienia na dwójkę napastników. Można za to zastanawiać się, dlaczego Czesław Michniewicz w jedenastce wystawił tylko jednego nominalnego skrzydłowego, jednak być może plan selekcjonera zakładał spokojniejsze wejście w mecz i wykorzystanie słabego punktu rywali, kiedy ten będzie jeszcze słabszy – czyli będzie miał mniej sił.

Czesław Michniewicz gra zgodnie z planem

Na niecały rok przed startem mundialu i kluczowym barażem o awans na turniej reprezentacja Polski była w rozsypce po tym, jak Paulo Sousa zdezerterował do Brazylii. PZPN stanął przed zadaniem wyboru śmiałka, który w krótkim czasie będzie musiał wszystko to poukładać, więc Cezary Kulesza zwrócił się do specjalisty od takich misji. Wiedzieliśmy, że reprezentacja Czesława Michniewicza będzie grać brzydko, a jedyne co będzie się liczyć to wynik. I choć reprezentacja jest krytykowana za styl gry to selekcjoner broni się rezultatami. Co więcej, kadra narodowa błyskawicznie nabrała cech, z którymi kojarzymy typowe zespoły Czesława Michniewicza.

Kiedy odwiniemy sobie najbardziej pamiętne zwycięstwa zespołów prowadzonych przez obecnego selekcjonera to punktem wspólnym jest fakt, że wszystko dzieje się tak, jakby przebiegało zgodnie z planem trenera. Te założenia nie są wygórowane, często nawet nieco minimalistyczne, ale realne do spełnienia przez piłkarzy. I dają efekty. Michniewicz dobrze reaguje też na wydarzenia boiskowe. Dokładnie wie, który zawodnik przyda się do wejścia z ławki. Dzisiaj gra Polaków tak naprawdę uspokoiła się po wejściu Jakuba Kamińskiego. Od tego momentu to zespół Michniewicza oddał więcej strzałów (6 do 5), z czego tylko jedno uderzenie Saudyjczyków padło z pola karnego. Dopiero od tego momentu siedząc przed telewizorem mogliśmy poczuć, że Polacy mają to spotkanie pod kontrolą.

Co mówi matematyka?

W grze reprezentacji Polski nadal jest sporo niedociągnięć i elementów do poprawy. Przez większość czasu mecz z Arabią Saudyjską – moim zdaniem – nie był nawet dobry w naszym wykonaniu. Sposób patrzenia na futbol przez Michniewicza zakłada jednak wygrywanie sposobem. Wykorzystywanie momentów, aniżeli ciągłą dominację. Dlatego też jedni widzą szklankę do połowy pustą, a inni – do połowy pełną. Tabela na razie pokazuje nam tą pierwszą opcję, ale aby zrealizować cel, po który kadra pojechała do Kataru Michniewicz musi jeszcze raz udowodnić, że jest ekspertem w przygotowaniu zespołu pod jeden konkretny mecz z silniejszym rywalem – tym razem Argentyną. Punkt daje nam pewny awans do 1/8 finału.

A co w przypadku porażki? Wówczas musimy liczyć, że Arabia Saudyjska nie wygra z Meksykiem, ponieważ w przeciwnym razie jedziemy do domu. W przypadku dwóch pozostałych wyników będą liczyć się bramki, więc jeśli nie będziemy w stanie zremisować to przynajmniej nie przegrajmy wysoko. Na ten moment warto jednak zachować optymizm. Bukmacherzy dają nam 70,7% szans na awans z grupy. Historia za to mówi, że odkąd rozszerzono Mistrzostwa Świata do 32 zespołów (1998 rok) to 17 z 33 drużyn (51,5%), które zakończyły fazę grupową z 4 punktami uzyskały przepustkę do dalszej fazy turnieju.

Michniewicz zrealizował plan, jakim były minimum cztery „oczka” po meczach z Meksykiem i Arabią Saudyjską. Los nie był jednak dla nas łaskawy i zamiast ostatniego meczu z pewną już awansu z grupy Argentyną zmierzymy się z Albicelestes grającymi o wszystko.

REKLAMA
Paweł
Paweł
W szeregach Mistrzów od czerwca 2019. Najczęściej piszę o Premier League, ale od czasu do czasu staram się też podejmować inne tematy. Fan Arsenalu. Burnley - Watford to najlepszy sposób na spędzenie piątkowego wieczoru.
PODOBNE
REKLAMA
101,854FaniLubię
10,659ObserwującyObserwuj
576ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ