REKLAMA

Czarne chmury nad Dortmundem, ale Edin Terzic może czuć się bezpiecznie?

Borussia Dortmund w miniony weekend przegrała drugi mecz z rzędu i kończy rundę jesienną na 6. miejscu w tabeli Bundesligi. W poprzednim tygodniu polegli 0:2 z VfL Wolfsburg, a w ostatni piątek dostali bęcki od swojej imienniczki z M’Gladbach (2:4). Po 15 spotkaniach ich bilans to 8 zwycięstw, 1 remis i aż 6 porażek. Ostatni raz tak słabo punktowali 5 lat temu, kiedy stery trenerskie należały do Petera Bosza. Holender wyleciał z hukiem po 24 meczach na ławce trenerskiej BVB, gdy notował średnio 1,25 punktu na mecz, będąc tym samym najgorzej punktującym w erze post Jurgen Klopp. Edin Terzic miał „wysoko” zawieszoną poprzeczkę, by osiągnąć równie słabe wyniki.

Bycie chłopcem z „Żółtej Ściany” jednak nie wystarczy, by prowadzić tak duży klub, jak Borussia Dortmund?

Wystarczy, by po prostu jakoś prowadzić. Na razie nie wystarczy, by prowadzić godnie, a co za tym idzie — po sukcesy. No bo chyba w Dortmundzie nikt nie oczekiwał, że ma być „jakoś” po zatrudnieniu Niemca.


Ostatni raz takie coś miało miejsce podczas sezonu 2017/18, wówczas drużyna prowadzona przez Petera Bosza uzbierała także 25 oczek. Gorzej było tylko w sezonie 2009/10, gdy Borussia także uplasowała się po piętnastu meczach w Bundeslidze na 6. miejscu w tabeli, jednak uzbierali oni tylko dwadzieścia jeden punktów. Natomiast w sezonie 2007/08, Borussia ostatni raz nie uzbierała chociażby 20 punktów po 15. meczach w Bundeslidze. Wtedy ekipa „Pszczółek” nazbierała tylko 18 oczek. Sezon temu pod wodzą Marco Rose, po 15. spotkaniach Borussia uzbierała 29 punktów i plasowała się ona wtedy na 4. miejscu w tabeli Bundesligi

– napisał Paweł Żyłka, współtwórca polskiej grupy dyskusyjnej o Borussii Dortmund.

Żeby nie było, że tylko krytykujemy Pana Edina — ten w tegorocznych rozgrywkach Ligi Mistrzów wywiązał się ze swoich obowiązków i awansował z drugiego miejsca w grupie, nawiązując nawet walkę z Manchesterem City. Na tamtym polu obronił się i chwała mu za to. Niemniej jednak nieważne kto byłby trenerem Borussii w tej sytuacji, miałby psi obowiązek awansować. Z trzeciego koszyka wypadła im Sevilla, będące w tym sezonie w dramatycznej dyspozycji. Sztuką było nie wyjść z takiej grupy.

Edin Terzic jest wyjątkową postacią i o tym nie można zapominać

To facet, który BVB ma we krwi. Urodzony w Menden, 40 minut drogi autem od Dortmundu. Pracujący w szeregach Borussii od 2010 roku, z przerwą w latach 2013-2018. Jego zdjęcia sprzed kilkunastu już lat, gdy ten znajduje się na trybunach Signal Iduna Park jako szary kibic, stały się ikoniczne i kultowe dla społeczności żółto-czarnych. Historię fana, który stał się szkoleniowcem, zna każdy miłośnik futbolu w Niemczech.

Trzeba mu oddać, że poprowadził Borussię w trudnym okresie, w ostatnim półroczu Łukasza Piszczka, dodatkowo zdobywając Puchar Niemiec. Terziciowi nie można odmówić chęci, zawziętości, charakteru, miłości do klubu. Prezes Borussii Dortmund — Hans-Joachim Watzke miał niedawno stwierdzić, że „Terzic jest w pełni zaangażowany w klub i przypomina pod tym względem Jurgena Kloppa”. Oczekiwania wydają się spore, ale osiągane wyniki w lidze mocno rozczarowują. Ostatecznie, miłość do klubowych barw trudno przełożyć na zdobywane punkty. Obecny szkoleniowiec nie jest bogaty doświadczeniem w roli pierwszego trenera, a mam wrażenie, że właśnie takiej osoby teraz potrzeba w Dortmundzie. Porównania do Kloppa są barwne, ale tenże przed podjęciem pracy w BVB miał za sobą 269 spotkań na ławce Mainz. Terzic został od razu rzucony na głęboką wodę, mając za sobą znikomy kurs pływania.

Posada Edina Terzicia wydaje się nie być zagrożona. Chociaż przy Rose też tak mówiono

Jak informuje BILD, nie ma w Dortmundzie debaty na temat pożegnania z Terziciem. Nikt w klubie nie zakłada zmiany szkoleniowca, więc najprawdopodobniej na wiosnę ten będzie miał wielki test. Zaufanie kibiców samo się nie odbuduje. Z jednej strony zarząd okazuje wsparcie, dając czas i pozostawiając go przy stanowisku. Z drugiej nie zrobi nic w kierunku ułatwienia mu zadania. Według “FunkeSport” zarząd Borussii podjął decyzję, że nie będą aktywni w zimowym okienku transferowym. Potencjalny transfer Ramiego Bensebainiego z M’Gladbach, o którym ostatnio dyskutowano i mógłby okazać się sporym wzmocnieniem, zimą najprawdopodobniej nie będzie wchodził w grę. Drużyna z Dortmundu chce po niego ruszyć latem, gdy będzie do wzięcia za darmo.

Borussia mimo dość dobrego składu, z mieszanką zawodników doświadczonych i młodych talentów, najprawdopodobniej nie będzie zdolna nawiązać wiosną rywalizacji o mistrzostwo Niemiec. W tym sezonie, pierwszym od dawna bez Roberta Lewandowskiego, miała pojawić się wyjątkowa okazja, żeby zrzucić Bawarczyków z tronu. Tymczasem w Dortmundzie nastąpiło głupie gubienie punktów. Strata do Bayernu Monachium to już 9 punktów, a przecież piłkarze Nagelsmanna też pozwolili sobie na kilka potknięć.

Borussia musi ogarnąć chaos

W Dortmundzie staną niedługo przed ciężkim zadaniem, z czego w klubie doskonale sobie zdają sprawę. Odpowiedzialny za poziom sportowy Sebastian Kehl przyznał po meczu z M’Gladbach, że obecna sytuacja jest daleka od ich oczekiwań. Dodał, że problemy, które uwypukliły się w ostatniej kolejce, są rozpoznane od dawna. Dodatkowo dyrektor sportowy BVB wspomniał, że Mundial nie przeszkodzi w komunikacji z zawodnikami i że bezwzględnie wykorzystany zostanie czas, by wewnętrznie przedyskutować problematyczne tematy z podopiecznymi Edina Terzicia, w tym tymi grającymi w Katarze. Brzmi optymistycznie, ale czy rzeczywiście piłkarze przebywając na mistrzostwach świata będą analizować swoje niepowodzenia w lidze niemieckiej?

Co by nie mówić, Borussii od początku rozgrywek 2022/23 piach wieje im prosto w oczy. Najpierw wypadł z powodu choroby nowotworowej Sebastien Haller, czyli bardzo dobry napastnik, na którym w Zagłębiu Ruhry mieli bazować w tym sezonie. Zastępujący Antony Modeste na ogół nie spełnia oczekiwań, wyjątkiem jest bramka dająca arcyważny punkt z Bayernem Monachium w Bundeslidze. Karim Adeyemi i Donyell Malen, uznawani za wielkie talenty, dalej nie potrafią w pełni pokazać swoich umiejętności, przez co występuje więcej irytacji, niż pożytku z nich. Niby grono zakontraktowanych napastników spore, ale na ilu z nich Terzic może liczyć? To już problematyczny temat. Do tego coraz częściej mówi się o przyszłości Jude’a Bellinghama. Mimo że Borussia Dortmund będzie chciała powalczyć o nowy podpis dla Anglika, medialna fala doniesień nie pomaga w tym, co się dzieje na murawie.

źródło: twitter/FabrizioRomano

Borussia Dortmund jest klubem, w którym co chwile pojawiają się pytania i wątpliwości

Czy działacze są w stanie zaakceptować ewentualny brak awansu do europejskich pucharów? Jak długo starczy cierpliwości, zanim w głowach osób decyzyjnych pojawią się wnioski, że niepewny kurs okrętu to wina jego sternika na ławce trenerskiej? Dziś Edin Terzic otrzymuje zapewnienia, że może czuć się spokojny o swoją posadę. Jak będzie jutro? Tego nie wie nikt.

REKLAMA
Marcel Łuczak
Marcel Łuczakhttps://mymistrzowie.pl/
I got a story to tell...Lubię pisać o sporcie, popkulturze, grach i filmach. Prywatnie kibic poznańskiego Lecha i Borussii Dortmund. Chciałbym kiedyś studiować MBA, ale na razie oglądam po nocach NBA. Głównie w brooklyńskim wydaniu (let's go Nets!)
PODOBNE
REKLAMA

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ

99,638FaniLubię
10,660ObserwującyObserwuj
555ObserwującyObserwuj
REKLAMA