Co się z nimi stało? Brazylia 2006, nazywana najsilniejszą jedenastką Canarinhos w historii

Napisać, że Brazylia była głównym faworytem mundialu w 2006 roku rozgrywanego na niemieckich boiskach to oczywistość. Większość ekspertów nie zakładała innego scenariusza, doceniając wielką klasę Canarinhos. Ekipa, która nie miała sobie równych na turnieju w Korei i Japonii, wydawała się jeszcze mocniejsza. Zwycięzcy Pucharu Konfederacji z 2005 roku i najlepsza drużyna eliminacji w strefie Ameryki Południowej pokonali kolejno Chorwację, Australię, Japonię i Ghanę, meldując się w ćwierćfinale mundialu. W tych czterech meczach stracili ledwie jednego gola, bawiąc się futbolem. Sensacyjnie ich marsz ku mistrzostwu zatrzymała Francja, która po golu Thierry’ego Henry’ego awansowała dalej. Co słychać u bohaterów „najsilniejszej jedenastki w historii Brazylii” – jak nazywano ówczesną ekipę Canarinhos?

Dida

Przez wiele lat panowało przekonanie, że najsłabiej obsadzoną pozycją w brazylijskiej kadrze jest bramkarz. Dida przełamał tego typu ocenę. Mundial w Niemczech był jego trzecim w karierze, ale pierwszym, na którym dostał szansę gry. Co więcej, w grupowym meczu z Japonią założył nawet opaskę kapitana! W tamtym czasie był 33-letnim golkiperem, którego nominowano nawet do Złotej Piłki w 2005 roku. Ostatecznie nie otrzymał nawet jednego głosu. Na początku 2006 roku zanotował wyraźny spadek formy, a selekcjoner Carlos Alberto Parreira publicznie zastanawiał się, czy nie dokonać roszady między słupkami.

Wspomniana klęska z Francją na mundialu w 2006 roku była jego ostatnim występem w narodowych barwach. Mimo to, w 2007 roku świętował zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Szokująco potoczyła się jego kariera po odejściu z klubu w 2010 roku. Przez kolejne dwa lata… szukał nowego pracodawcy. Ba! Występował nawet w spotkaniach piłki plażowej, aż w końcu wznowił karierę na boiskach ligi brazylijskiej. Po jej zakończeniu podjął się pracy jako trener bramkarzy i pełnił tę funkcję między innymi w Milanie. Latem zrezygnował z tej posady.

źródło: twitter/MilanXtra

Roberto Carlos

Podobnie jak Dida, w 2005 roku nominowano go do Złotej Piłki, ale nie otrzymał nawet jednego punktu. Mając wówczas 35 lat, chciał zaliczyć mocne pożegnanie z futbolem, sięgając po mistrzostwo świata. W tamtym czasie nadal uchodził za topowego piłkarza, regularnie występującego w Realu Madryt. Kariera Roberto nabrała rozpędu po pięknym golu z Francją w 1997 roku i… skończyła się meczem z Francją w 2006 roku.

W kolejnym sezonie radził sobie coraz gorzej w lidze hiszpańskiej, więc zdecydował się na odejście do Fenerbahce. To już nie było to samo — co ciekawe, w pewnym momencie sam zgłosił się do Realu, chcąc wrócić, by grać za darmo. W 2010 roku został zawodnikiem Corinthians, a po roku przeniósł się do Anzhi Makhachkala, gdzie „zakończył” karierę. Tak nieoficjalnie, bowiem na koniec skusił się jeszcze na angaż w Delhi Dynamos. Od czasu odejścia z Madrytu Roberto Carlos odcinał kupony i „cieszył się życiem”. Z siedmioma różnymi kobietami dorobił się 11 dzieci. Został trenerem Anzhi, Sivassporu, Akhisarsporu oraz Delhi. Dziś pracuje w dziale marketingu Realu.

Lucio

W tamtym czasie zawodnik Bayernu Monachium. Podczas mundialu miał 28 lat, ale najlepsze wciąż było przed nim. Po pięciu latach spędzonych w Bawarii postanowił przenieść się do Interu, gdzie wraz z Walterem Samuelem stworzył powszechnie szanowany duet obrońców. Ekipa z Mediolanu prowadzona przez Jose Mourinho podbiła Europę, wygrywając Ligę Mistrzów, a Lucio… w 2012 roku odszedł do Juventusu. To był początek końca jego kariery. Po kilku miesiącach odszedł, rozgniewany z powodu braku regularnej gry. Wrócił do Brazylii, gdzie występował w barwach Sao Paulo oraz Palmeiras. W 2015 roku skusił się na ofertę indyjskiego FC Goa. Karierę zakończył dopiero w 2020 roku, występując w niższych brazylijskich ligach. Jako jeden z nielicznych został w kadrze po mundialu 2006, ba! Nowy selekcjoner Dunga uczynił go nawet kapitanem reprezentacji. Turniej w 2010 nie zakończył się jednak powodzeniem, a Brazylia radziła sobie mocno poniżej oczekiwań.

Juan

Rok po mundialu zamienił Bayer Leverkusen na AS Romę, a po pięciu latach w lidze włoskiej wrócił do ligi brazylijskiej. Podobnie jak Lucio, pozostał w kadrze na kolejne mistrzostwa świata, ale wydaje się, że w żadnym momencie nie wybił się poza „solidność”. Oczywiście, w Romie regularnie występował w pierwszym składzie i zbierał dobre opinie. Nie był jednak gwiazdą jak pozostali gracze kadry Canarinhos. Z informacji dostępnych w sieci wiemy, że jest dziś udziałowcem Flamengo.

Cafu

Kapitan Brazylii podczas mistrzostw miał 36 lat i zbliżał się do zakończenia kariery. Z pewnością nawet najwięksi miłośnicy futbolu mogą mieć problem, by przypomnieć sobie, w jakim klubie pożegnał się z piłką nożną. Podpowiadamy — Garforth Town. W Milanie grał do 2008 roku, zdobywając z tym klubem trofeum Champions League. Wcześniej z dobrej strony pokazał się w Romie i Realu Saragossa. Co interesujące, był jedną z najczęściej krytykowanych postaci kadry w 2006 roku. Po klęsce z Francją — w przeciwieństwie do wielkich gwiazd Canarinhos — postanowił przyjąć krytykę „na klatę”. To spotkało się z szacunkiem kibiców i wydawało się nawet, że może pokusić się o próbę gry na kolejnym mundialu. Dość nieoczekiwanie w 2008 roku powiedział stop, wycofując się z zawodowego futbolu. Podpisał wtedy jeszcze umowę z amatorską drużyną z Anglii, ale potraktujmy to wyłącznie w kategoriach ciekawostki.

Ze Roberto

Tuż przed mundialem zamienił Bayern na urugwajski Nacional. Dlaczego? Bo nie mógł dogadać się z Felixem Magathem. Ile spotkań zagrał w barwach nowego klubu? ZERO. Od razu wypożyczono go do Santosu, a po dobrych występach… trafił na wypożyczenie do Bayernu. Tak, przedziwna ścieżka kariery. Cały czas prezentował solidny poziom, sam opowiadał, że znakomicie czuje się w Monachium, więc… odmówił pozostania w klubie. Skorzystał na tym Hamburger SV, który podsunął do podpisu dwuletni kontrakt. Przy pierwszej możliwej okazji Ze Roberto odszedł do katarskiego Al-Gharafa, a następnie wrócił do Brazylii.

Mistrzostwa w Niemczech były jego pożegnaniem z piłką w reprezentacyjnym wydaniu. Na boisku odgrywał często niewdzięczną rolę tego, który łata dziury w pomocy, ale podejmowane przez niego decyzje w trakcie kariery były iście temperamentne. Gdyby został w Bayernie, pewnie dziś jego odbiór byłby nieporównywalnie lepszy. W każdym z miejsc, w których grał, dawał radę, ale przesadnie szukał zmian. Im starszy, tym… bardziej dbał o swoją muskulaturę. Po pożegnaniu z zawodem piłkarza podjął się występów w Tańcu z Gwiazdami.

źródło: twitter/tvglobo

Gilberto Silva

Pechowiec. Sezon po mundialu był bowiem jednym z najlepszych w jego karierze. W barwach Arsenalu rozegrał 243 spotkania, świętując mistrzostwo w 2004 roku. Arsene Wenger chwalił jego waleczność, twierdząc, że jest znakomitym przykładem dla młodych piłkarzy. Szkoleniowiec Kanonierów miał często przywoływać Gilberto w rozmowach z młodzieżą, twierdząc, że powinno naśladować brazylijskiego kolegę — w końcu osiągnął wszystko, co najważniejsze w futbolu. Oczywiście, to spore przekłamanie, bowiem Silva nie wygrał chociażby żadnego europejskiego trofeum. W 2008 roku odszedł do Panathinaikosu, a po trzech sezonach w Grecji wrócił do ojczyzny. W 2014 roku opuścił Atletico-MG. Rok później oficjalnie zakończył karierę, a po kolejnym roku został dyrektorem Panathinaikosu. Na ledwie kilka miesięcy. Od tamtej pory pracował jako ekspert telewizyjny, a w sieci pojawiły się nagrania, na których próbuje swoich sił, grając na gitarze i mandolinie.

Kaka

Zdobywca Złotej Piłki w 2007 roku. Podczas Mistrzostw Świata w Korei i Japonii zagrał ledwie 18 minut, ale kolejny mundial miał być jego. Turniej zakończył z jednym golem i jedną asystą. Szokujące, że kapitalny okres w piłce klubowej nie przełożył na sukces podczas najważniejszej imprezy piłkarskiej z reprezentacją. Wydaje się jednak, że to AC Milan był idealnym klubem pod jego umiejętności. We włoskim zespole Kaka był znakomity, powszechnie uważano go za jednego z najlepszych piłkarzy świata.

Po transferze do Realu Madryt w 2009 roku, Brazylijczyk mógł narzekać na problemy zdrowotne, ale i oczekiwania wobec niego były ogromne. Finalnie, po czterech sezonach, wrócił do Mediolanu, a następnie kontynuował swoją piłkarską przygodę w Orlando i Sao Paulo. Karierę zakończył w 2017 roku, mając 35 lat. Nieoficjalnie sugerowano, że zostanie nowym dyrektorem Milanu, ale skończyło się tylko na plotkach. W listopadzie 2022 roku ukończył kurs UEFA MIP, który pomaga byłym piłkarzom przygotować się do pracy w organizacjach piłkarskich. Kaka miał za sobą przepiękną karierę, ale zabrakło na niej wisienki w postaci sukcesu na mistrzostwach świata, podczas której byłby znaczącą postacią kadry.

Juninho Pernambucano

Cóż mądrego tutaj napisać? Tak, Juninho był geniuszem stałej piłki. Jego rzuty wolne — czysta poezja! Miał być dodatkiem do znakomitego składu z 2006 roku, ale trudno nie odnieść wrażenia, że jego wkład w grę Canarinhos był słaby. Wyglądało to trochę tak, jakby mocną indywidualność wciskać do składu, w którym reszta nie do końca pasuje. W Lyonie był legendą, ale odszedł po konferencji, na której… nie powiedział nawet jednego słowa. Karierę kończył w Vasco da Gama, po drodze odwiedzając Al-Gharafa oraz New York Red Bulls. Dziś pracuje jako dyrektor Olympique. To właśnie on namawiał starszych kolegów z kadry, że klęska z Francją musi oznaczać konieczność odmłodzenia reprezentacji.

Generalnie – Juninho był kapitalnym piłkarzem, który zapisał się w historii ligi francuskiej. W kadrze Canarinhos wiodło mu się różnie. Przyjęto opinię, że reprezentacja grała lepiej bez niego.

Ronaldinho

Geniusz. Już podczas mundialu 2002 pokazał się z kapitalnej strony; w Niemczech miał dopisać swoje nazwisko do listy bogów – obok Pele i Maradony. Jako gracz Barcelony dawał piłkarskie spektakle. Sezon 2005/06 w jego wykonaniu to 26 goli i 24 asysty – najwięcej w karierze. Brazylia miała tańczyć swoją sambę, a Ronaldinho ośmieszać rywali i prowadzić do kolejnego tytułu. Finalnie turniej skończył bez ani jednego trafienia. Mimo że był stosunkowo młody, po mundialu w Niemczech zagrał tylko na jednym turnieju z Canarinhos – Igrzyskach w 2008 roku.

Istnieje popularna teoria, że mistrzostwa świata i mecz z Francją okazał się momentem zwrotnym w karierze Ronaldinho. Od tego momentu los przestał mu sprzyjać. Podczas turnieju, w którym miał pokazać światu swoją wielkość, zlekceważył rywali, licząc, że bez większego wysiłku osiągnie sukces. Problemy leczył imprezując, ale powodów do świętowania było coraz mniej. Już w 2008 roku Joan Laporta stwierdził, że Ronaldinho powinien zmienić klub, bo brakuje mu motywacji. To wtedy pojawiła się opinia, że Barcelona musi pozbyć się Brazylijczyka, jeśli nie chce wpakować Leo Messiego w szpony „niezbyt sportowego trybu życia”. Blask Ronaldinho przygasał, ale miał jeszcze kilka efektownych momentów w Milanie i Flamengo. Futsalowego epizodu w Indiach nie ma sensu wspominać. Poważnych kłopotów prawnych i pobytu w paragwajskim areszcie z szacunku nie będziemy komentować. Przed mundialem w Niemczech uważany był za boga futbolu, ale ten turniej zachwiał jego wielkością. Zawalił. Zawiódł. Rozczarował w prawdopodobnie najważniejszym momencie swojej kariery.

Ronaldo

Oczywiście, w Niemczech miał już 30 lat i powoli schodził z wielkiej sceny, ale przecież to on był najlepszym strzelcem eliminacji w strefie Ameryki Południowej. W lidze strzelił „tylko” 13 goli w 23 występach dla Realu Madryt, co zwiastowało, że fenomen Ronaldo dobiega końca, ale i tak wierzono w jego magię. To prawdopodobnie było jednym z powodów klęski Canarinhos.

Z jednej strony wszyscy widzieli, że zmienił się od czasu turnieju w Korei i Japonii. Przytył, stał się wolniejszy. Jednocześnie media nie wyobrażały sobie, by zabrakło go w składzie Brazylii. Gdy w meczu z Japonią strzelił dwa gole, a następnie dołożył bramkę z Ghaną, pobił rekord Gerda Mullera, stając się piłkarzem z największą liczbą trafień na mundialach. Po porażce z Francją odszedł z kadry. Wydawało się, że już nigdy w niej nie zagra. Po niemalże dokładnie pięciu latach wrócił, rozgrywając 14 minut w sparingu z Rumunią. W międzyczasie Real zamienił na Milan, a Milan na Corinthians. Od 2018 roku jest właścicielem Realu Valladolid, a od 2021 także Cruzeiro.

REKLAMA
Marcin Pietkiewicz
Marcin Pietkiewiczhttp://mymistrzowie.pl/
Płakałem za Ayrtonem Senną, krzyczałem gdy Ebi Smolarek wkręcał Portugalczyków w ziemię i otwierałem oczy ze zdumienia widząc Chrisa Weidmana nokautującego Andersona Silvę. Futbol kocham, chociaż nie raz miałem go dosyć. Zarywam noce oglądając gale MMA, ale nigdy nie żałuję.
PODOBNE
REKLAMA
101,854FaniLubię
10,659ObserwującyObserwuj
576ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ