Widowisko było, a po przerwie się zmyło. Pogoń wyciągnęła z niego punkt

Pogoń Szczecin całkiem udanie weszła w nowy sezon PKO BP Ekstraklasy. W swoich 3 premierowych meczach ulegli tylko raz, z prowadzącą w tabeli Legią Warszawa. Ambicje na Pomorzu Zachodnim są jednak dużo większe niż wygrane z Cracovią czy Motorem Lublin. Przed startem 5. kolejki Portowcy zajmowali 7. miejsce w tabeli, ale z jednym meczem do nadrobienia. Czołówka była jak najbardziej osiągalna, ale aby się do niej zbliżyć, trzeba było rozprawić się z Wisłą Kraków. To obecnie bez wątpienia najbardziej wymagający beniaminek Ekstraklasy. Podopieczni Mariusza Jopa przed wyjazdem do Szczecina oddali najwięcej strzałów w całej lidze. Mimo to na wyjazdach im się nie wiedzie – przegrali oba mecze od powrotu do elity.

Takie mecze aż chce się oglądać!

Mecz nie zdążył jeszcze się na dobre rozpocząć, syrena na stadionie przy ulicy Twardowskiego ledwo ucichła, a już świętował pierwszą bramkę. Nie sektor gości, a cała reszta, bo to Pogoń otworzyła wynik. Już w 3. minucie Maciej Wojciechowski błysnął dobrym przeglądem pola i posłał długie podanie do Musy Juwary. Gambijczyk wyczekał odpowiedni moment, przełożył piłkę na lepszą nogę i ograł bez trudu Marcela Łubika. Ten z kolei stał jak wryty. Co jak co, ale bramka Juwary to mała niespodzianka, swego czasu tak mocno krytykowanego. Ofensywny, energiczny początek przyniósł efekty. Podopieczni Oscara Garcii nie rezygnowali z niego po trafieniu, jeszcze szukali powiększenia przewagi.

Przez pierwszy kwadrans Pogoń miała tylko jedną dogodną okazję, którą zamieniła na gola. Potem już takich brakowało, wyglądało na to, że Wisła otrząsnęła się nieco po straconej bramce. Pomogli w tym też i sami Szczecinianie. Po tych 15 minutach zrezygnowali z otwartej gry, więcej z ich strony było pragmatyzmu. Inna sprawa, że Biała Gwiazda i tak nie była nawet bliska wyrównania. Aż do 20. minuty. Ogromna przewaga w posiadaniu piłki wreszcie się zwróciła i przyniosła efekty. Marko Božić dostał piłkę i zdecydował się pociągnąć akcję samemu – oddał strzał z daleka. Nie mierzał on nawet w światło bramki. Tym bardziej Austriak musi być wdzięczny Juwarze, bo przy próbie bloku piłka odbiła się od Gambijczyka i wpadła do bramki. Valentin Cojocaru interweniował podobnie, jak Łubik – czyli nijak. A Rumun miał czas na reakcję…

Na jego szczęście 4 minuty później już remisu nie było. Patryk Dziczek dośrodkowywał z narożnika boiska. Zrobiło się niemałe zamieszanie w polu karnym, a w nim najlepiej odnalazł się Linus Wahlqvist. Szwed musiał w zasadzie tylko wepchnąć piłkę do bramki. Na brak goli w meczach Wisły narzekać nie można. Ależ się widowisko zrobiło! I nikt nie chciał tu odpuszczać. Bo zaledwie 9 minut później bliźniacza sytuacja, ale w drugą stronę. W podobnej sytuacji, co Wahlqvist, znalazł się Elie Youan, i on też swoją szansę wykorzystał. Trochę szczęśliwa, ale ważna akcja – i zaczynamy od nowa!

Problemy Wisły

Po tym prawdziwym rollercoasterze piłkarze obu drużyn dali chwilę odetchnąć. Podopieczni Mariusza Jopa nie rezygnowali z dość spokojnej gry, opartej na cierpliwej wymianie podań. Pogoń próbowała czasem szarpnąć, ale bezskutecznie. Wisła dalej dominowała posiadanie piłki, ale z trudem dochodziła do okazji strzeleckich. Pod tym względem Pogoń wyglądała lepiej, miała więcej celnych strzałów. Do przerwy nie była w stanie wymienić ich więcej na bramki. Skończyło się na remisie. Choć Wisła nie przegrywała, to jej defensywa musiała wziąć się w końcu w garść, bo wyglądała bardzo słabo.

Na początku drugiej połowy role się odwróciły. To Portowcy dużo dłużej utrzymywali się przy piłce, a co za tym idzie – miała na boisku trochę więcej do zaoferowania. Oddawali więcej strzałów, dużo częściej byli pod bramką przeciwnika, tylko że brakowało w tym wszystkim konkretów. A bez nich meczu nie da się wygrać. Swoją okazję miał dość niewidoczny w tym meczu Jean-Pierre Nsame, ale nie skorzystał z pomyłki Łubika. Względem pierwszej połowy ta druga część spotkania, po pierwszym kwadransie, lekko zawodziła. Piłkarze Pogoni i Wisły wyjątkowo wyostrzyli apetyty na dalszą, boiskową strzelaninę, lecz wychodziło na to, że kurz po niej opadał. Natomiast jeśli ktoś miałby być bliżej objęcia prowadzenia, byłaby to Pogoń.

Pogoń i Wisła na remis

Z każdą minutą wydawało się, że spotkanie to zakończy się remisem. Wciąż Pogoń miała więcej strzałów na swoim koncie, ale w parze nie szła za tym jakość. Portowcom zdecydowanie brakowało „dziewiątki” w formie. Nsame był bardzo jałowy, żeby nie powiedzieć wręcz niewidoczny. Wejście Filipa Čuicia niewiele w tej kwestii zmieniło. W 78. minucie Wisła nieco się rozbudziła. Ładnie rozegrała swoją akcję, a z daleka uderzył James Igbekeme. Próba Nigeryjczyka była bardzo dobra i Cojocaru musiał się nieźle natrudzić. To z czasem wyglądąło jak ostatnie podrygi. Pod koniec meczu zawodnicy wyglądali na wyzutych z energii i pomysłowości. I te nastąpiły jeszcze w 90. minucie, ale Božiciowi tylko szczęścia zabrakło – trafił w słupek.

Klasyczny mecz dwóch połów. Pierwsza z nich – rewelacyjna, pasjonująca i zacięta. Druga zaś również wyrównana, ale jej widowiskowość była dużo, dużo mniejsza. Remis nie jest tu wynikiem, który mocno krzywdzi jedną ze stron, lecz trochę bardziej na zwycięstwo zasłużyła raczej jednak Pogoń. Miała swoje kłopoty, dlatego też nie wygrała, ale mimo wszystko trochę lepiej wyglądała na boisku. Wisła była cierpliwa, pragmatyczna, kalkulowała każdy swój ruch, lecz defensywa kompletnie dziś sobie nie radziła. Pogoń awansowała na 5. miejsce w tabeli, Wisła zaś – na 7.

Pogoń Szczecin – Wisła Kraków 2:2 (Juwara 3′, Wahlqvist 24′ – Juwara 20′ (sam.), Youan 33′)

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img