Powietrzny pojedynek napastników. Remis w meczu Korony z Motorem

W pierwszym sobotnim meczu 5. kolejki Ekstraklasy, Korona podejmowała u siebie drużynę Motoru Lublin. Zespół Jacka Zielińskiego nie poniósł porażki na własnym stadionie od marca. Z kolei Motorowcy w ostatnim czasie imponują golami zdobywanymi w końcówkach spotkań. Podobnie jak Korona w zeszłym tygodniu odnieśli pierwszego zwycięstwo w sezonie i dlatego byli zmotywowani by kontynuować zapoczątkowaną serię. Mecz drużyn środka stawki, które mierzą coraz wyżej. Na taki się zapowiadało i taki w Kielcach kibice Ekstraklasy dostali.

Szukanie swoich szans i liczenie na napastników

Goście zdecydowanie lepiej weszli w spotkanie. Podopieczni Mariusza Misiury bardzo łatwo tworzyli sobie przewagę na skrzydłach. Problem pojawiał się wtedy, gdy miało dochodzić do ostatniego podania lub po prostu do finalizacji całej akcji. Lublinianie nie zamierzali dość łatwo oddawać pola gry i zaczęli z minuty na minutę przejmować inicjatywę. Pierwszy kwadrans należał do nich. Korona za to czekała na swoje szanse i taką dość szybko dostała. Wystarczyła tak naprawdę jedna składna akcja, którą na gola zamienił w 19. minucie Mariusz Stępiński.

Po tym golu wydawało się, że gospodarze chcą iść za ciosem. W pewnym momencie bardzo przycisnęli swoich rywali i dążyli do podwyższenia wyniku. Nic bardziej mylnego. Piłkarze Motoru wzięli przykład z rywali i również wyczekali swojego momentu. W 30. minucie to ich snajper, a dokładniej Karol Czubak postanowił znakomicie odnaleźć się w polu karnym i wyrównać wynik starcia. Pierwsza połowa była zatem starciem wyrównanym, czekających na swoje okazje drużyn i dużej skuteczności swoich napastników. W Kielcach kibice oglądali bardzo ciekawą rywalizację niemal na każdym polu.

Przejęcie inicjatywy przez gospodarzy?

Po przerwie zdecydowanie więcej chęci do grania mieli podopieczni Jacka Zielińskiego. Korona z minuty na minutę coraz bardziej nacierała na bramkę rywala. Ewidentnie Mariusz Misiura w szatni wgrał zawodnikom ustawiania jakie wgrywał jeszcze w tamtym sezonie w swoim poprzednim klubie. Czuć było w powietrzu aromat gry i sposobu poruszania się Wisły Płock z poprzedniego sezonu. Motorowcy bardziej się cofnęli, czekali na kontrataki i nie zamierzali zbytnio się wychylać. Oddali piłkę Koronie i ewidentnie taki stan rzeczy im się podobał. Remis to wynik, który jak najbardziej Mariusza Misiurę zadowalał. Tym bardziej na tak trudnym terenie jakim są Kielce.

Motor nie chciał grać i jedyne co robił to groził stałymi fragmentami gry. Z kolei gospodarze chcieli, ale nie bardzo wiedzieli jak zdobyć upragnionego gola, dającego prowadzenie. Tempo spotkania w końcówce zdecydowanie osłabło. Nie do końca czuć było w powietrzu chęć strzelenia zwycięskiego gola którejś drużyny. W Kielcach obejrzeliśmy nic więcej jak wyrównany mecz okraszony powietrznymi golami napastników.

Korona Kielce – Motor Lublin 1:1 (Stępiński 19′ – Czubak 30′)

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img