Niemcy już wygrali swoją grupę, ale… wstrzymajmy się z optymizmem

Niemcy po dwóch meczach fazy grupowej Mistrzostw Świata 2026 wywalczyli już sobie awans do fazy pucharowej z 1. miejsca, pokonując Curacao (7:1) oraz Wybrzeże Kości Słoniowej (2:1) po golu w doliczonym czasie gry. Sama gra zespołu Juliana Nagelsmanna nie jest jednak do końca przekonująca i raczej nie powinna stawiać Niemców w wąskim gronie faworytów do wygrania mundialu.

Mecz z Curacao

Reprezentacja Niemiec rozpoczęła mundial od bardzo wysokiego zwycięstwa z Curacao, aplikując przeciwnikom aż siedem goli. Do wyciągania wniosków po meczach z takimi reprezentacjami trzeba oczywiście podchodzić ostrożnie, ale nie można też całkowicie lekceważyć wysokiego zwycięstwa, co pokazują przykłady innych spotkań tego turnieju. W końcu Curacao w 2. kolejce fazy grupowej bezbramkowo zremisowało z Ekwadorem, a nie brakuje innych przykładów, gdy faworyt gubił punkty ze zdecydowanie słabszym rywalem (Hiszpania z Republiką Zielonego Przylądka, Portugalia z Demokratyczną Republiką Konga, Szwajcaria z Katarem, Urugwaj z Arabią Saudyjską).

REKLAMA

Już w spotkaniu z Curacao, zwłaszcza w pierwszej połowie, można było dostrzec w grze reprezentacji Niemiec pewne mankamenty, które w perspektywie rywalizacji z mocniejszym przeciwnikiem mogły martwić. Zespół Juliana Nagelsmanna zbyt często tracił piłkę w środkowej strefie boiska próbując przyspieszać grę, przez co dawał rywalom okazje do zagrania podania na wolne pole za linię obrony tuż po odbiorze futbolówki i reprezentacja prowadzona przez Dicka Advocaata miała kilka swoich momentów. Niemcy bardzo często próbowali grać przez środek, szukać podań mijających formację pomocy rywala do ustawionych między liniami Musiali czy Wirtza, ale próby tak wertykalnej gry prowadziły do wielu strat futbolówki.

Wyszarpanie zwycięstwo z Wybrzeżem Kości Słoniowej

Wybrzeże Kości Słoniowej na taką grę Niemców było przygotowane. Selekcjoner Emerse Fae w porównaniu do pierwszego spotkania z Ekwadorem dokonał kilku zmian personalnych, a także strukturalnych. Zrezygnował z gry dwoma napastnikami kosztem wystawienia dodatkowego pomocnika, a więc bazowe ustawienie WKS-u to nie było już 4-4-2, a 4-3-3. Zespół z Afryki zagęścił środek, ponieważ miał świadomość, że w tej strefie Niemcy są najgroźniejsi i najczęściej próbują przez nią atakować. W porównaniu do pierwszego meczu w składzie pojawili się Ibrahim Sangare oraz Christ Inao Oulai. Razem z Franckiem Kessiem przez większość spotkania bardzo dobrze zamknęli Niemcom możliwość gry przez środek dobrym ustawieniem, zamykaniem odpowiednich przestrzeni, agresją w doskoku i fizycznością. Sangare stoczył 7 pojedynków na ziemii i wygrał wszystkie. Oulai – dziesięć z czternastu. Razem zanotowali też aż 11 z 20 odbiorów całego zespołu (Sangare 7, Oulai 4).

Niemcy usilnie szukali gry przez środek, choć prosiło się o zmianę koncepcji. Julian Nagelsmann postawił jednak na zmienników i po roszadach personalnych w drugiej połowie zespół rzeczywiście zaczął lepiej wyglądać, co przyniosło bramkę dającą wyrównanie. Niemcy jednak nie poszli za ciosem, mecz się wyrównał, ale finalnie w doliczonym czasie gry zdobyli zwycięskiego gola. Oba trafienia to dzieło Deniza Undava, który na tym mundialu jest najbardziej produktywnym piłkarzem, jeśli spojrzymy na liczby w porównaniu do rozegranych minut. Napastnik Stuttgartu przeciwko Curacao zanotował gola i dwie asysty w 26 minut, a z Wybrzeżem Kości Słoniowej – dwa trafienia w pół godziny.

We wczorajszym meczu, z wymagającym przeciwnikiem, reprezentacja Niemiec statystycznie i tak stworzyła sporo sytuacji. Współczynnik goli oczekiwanych (xG) blisko dwóch, 16 strzałów, 7 uderzeń w światło bramki, 33 kontakty z piłką w polu karnym i aż 5 big chcanes (dużych okazji). Liczby wskazują, że ofensywa Niemiec wciąż jest mocna, nawet jeśli obraz gry nie jest taki jaki być powinien.

Niemcy w porównaniu do EURO 2024

Julian Nagelsmann prowadził reprezentację Niemiec na organizowanych w kraju Mistrzostwach Europy, mając niespełna rok stażu pracy na stanowisku selekcjonera kadry narodowej. Od tego czasu rozwija kadrę w tym samym kierunku, natomiast wydaje się, że obecna wersja Die Mannschaft nie jest tak mocna, jak dwa lata temu. Wynika to nie tylko z pomysłów samego selekcjonera, ale także z personaliów oraz dyspozycji poszczególnych zawodników.

Podczas EURO 2024 Niemcy również byli nastawieni na progresję piłki przez środek i szukanie podań do trzech wąsko ustawionych „10-tek” – Ilkaya Gundogana, a także grających nominalnie na bokach pomocy Floriana Wirtza i Jamala Musiali. W fazie posiadania piłki zespół przechodził na trójkę stoperów, wycofując na wysokość linii obrony Toniego Kroosa i zostawiając w środku Roberta Andricha. Boczni obrońcy (Joshua Kimmich i David Raum) trzymali natomiast szerokość, więc strukturę Niemców w konstruowaniu akcji można opisać jako 3-1-6. Obecnie budują ataki pozycyjne w bardzo podobnym ustawieniu, natomiast zaszło trochę zmian. Trójkę w rozegraniu tworzy prawy obrońca (Kimmich), więc za trzymanie szerokości odpowiada prawoskrzydłowy (Sane). Lewą flankę tworzą Nathaniel Brown z Florianem Wirtzem, gdzie nie ma sztywnego podziału, kto ustawia się w środku, a kto trzyma szerokość. Spośród środkowych pomocników tym ustawiającym się wyżej jest Felix Nmecha, a przed obrońcami gra Aleksandar Pavlovic.

Niemcom w dwóch pierwszych spotkaniach brakowało jednak rozszerzenia gry. Zwłaszcza po lewej stronie zarówno Writza, jak i Bowna ciągnie do środka. W meczach EURO 2024 często byli też w stanie wgrywać piłkę pomiędzy formacje obrony, a pomocy rywala z bocznych sektorów, dzięki wahadłowym, czego obecnie brakuje.

Czy Niemcy są słabsze personalnie?

Trzeba też zwrócić uwagę na brak Ilkaya Gundogana oraz Toniego Kroosa. Ten pierwszy był ważnym ogniwem w zespole Nagelsmanna, ten drugi – kluczowym, być może najważniejszym. Zagrywał wiele podań przeszywających formację przeciwnika, ale też dyrygował grą całego zespołu. Wiedział kiedy i skąd zaatakować. Był przedłużeniem ręki trenera na boisku, więc z nim zespół grał po prostu mądrzej.

REKLAMA

Kolejny czynnik działający na niekorzyść obecnej wersji Die Mannschaft w porównaniu do EURO 2024 jest dyspozycja Jamala Musiali i Floriana Wirtza. Pomocnik Bayernu większość minionego sezonu opuścił przez zerwania więzadła krzyżowego podczas Klubowych Mistrzostw Świata przed rokiem. Wirtz natomiast po transferze do Liverpoolu miał trudny sezon. W meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej obaj nie zaznaczyli swojej obecności na boisku działaniami w ostatniej tercji boiska. Oddali po 2 strzały i łącznie wykreowali 3 okazje (Wirtz dwie, Musiala jedną). Niska była też skuteczność w pojedynkach. Piłkarz Liverpoolu wygrał 6 z 17, a zawodnik Bayernu – 6 z 11. Dwa lata temu, gdy Niemcy dostarczali piłkę do Musiali lub Wirtza ustawionych pomiędzy liniami to wiedziałeś, że niedługo coś się stanie. Teraz już nie są tak groźni.

Te wszystkie czynniki sprawiają, że pomimo wygrania grupy już przed ostatnią serią gier w Niemczech muszą zachować umiarkowany optymizm. Reprezentacja Juliana Nagelsmanna nadal jest mocna, ale przed turniejem nie byli wymieniani w wąskim gronie faworytów i po dwóch meczach Mistrzostw Świata nic się w tym aspekcie nie powinno zmienić.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ