Bruk-Bet Termalica Nieciecza wróciła do PKO BP Ekstraklasy z wiarą, że ma argumenty, by walczyć o coś więcej niż utrzymanie. Sezon 2024/25 w Betclic 1. Lidze zakończyła na 2. miejscu, ustępując jedynie Arce Gdynia. Nie był to awans przypadkowy — drużyna Marcina Brosza przez wiele miesięcy wyglądała jak zespół przygotowany do gry poziom wyżej. Latem doszło do niej także kilku piłkarzy o ciekawym CV, więc można było wierzyć, że spadek nie jest scenariuszem. Dlaczego więc nie udało się uniknąć degradacji?
Nieciecza sezon 2025/26 zakończyła na ostatnim miejscu, chociaż można mieć wątpliwości, czy piłkarsko rzeczywiście była najgorszym zespołem ligi. Co ciekawe, udało jej się pokonać takich rywali jak Jagiellonia Białystok (dwukrotnie!), Górnik Zabrze, Legia Warszawa czy Zagłębie Lubin. Pokaz potencjału drużyny miał miejsce już podczas inauguracji sezonu, gdy rozbiła na wyjeździe Jagiellonię 4:0 i wyglądało na to, że beniaminek nie zamierza jedynie bronić się przed spadkiem. Później okazało się, że był to jedynie jednorazowy wyskok, za którym nie pojawiła się dalsza seria zwycięstw. Największą słabością okazała się gra u siebie. W Niecieczy Bruk-Bet zdobył tylko 16 punktów w 17 meczach. To najgorszy domowy wynik w lidze. Nieciecza nie była zespołem własnego stadionu, nie potrafiła zbudować twierdzy, nie zyskała pewności, grając przed swoimi kibicami.
Ocena transferów
Polityka transferowa Bruk-Betu przynajmniej w teorii wyglądała rozsądnie. Klub próbował połączyć doświadczenie z zawodnikami, którzy mieli coś do udowodnienia. Przyszli m.in. Rafał Kurzawa, Radu Boboc, Lucas Masoero, Sergio Guerrero, Jesús Jiménez, Miłosz Matysik, a także Ivan Durdov. Na papierze, sprowadzono ciekawych zawodników, którzy mieli odegrać znaczącą rolę w Ekstraklasie. Kurzawa pod wodzą Marcina Brosza miał przypomnieć sobie najlepsze lata kariery, gdy aspirował do gry w kadrze narodowej. Jiménez wracał do Polski, by potwierdzić swoją wysoką jakość strzelecką. Guerrero miał dać więcej jakości w środku pola. Masoero i Boboc mieli wzmocnić defensywę po grze w Rumunii. Problem w tym, że z tych transferów za mało wynikło. Żadnego z tych zawodników nie da się jednoznacznie nazwać wielkim wzmocnieniem. Kurzawa miał momenty, ale nie pociągnął drużyny. Jiménez nie został napastnikiem, który regularnie daje gole. Guerrero nie odmienił środka pola. Durdov po zimowym transferze coś dołożył, ale nie był piłkarzem, który robi różnicę. Tak na marginesie — mam wrażenie, że wkomponowanie tych zawodników do lepiej uporządkowanej drużyny mogłoby okazać się intrygujące. W Niecieczy Brosz pracował na żywym organizmie i cały czas coś szwankowało.
Najbardziej rozczarowała defensywa. Masoero i Boboc mieli pomóc w uporządkowaniu gry z tyłu, tymczasem Bruk-Bet stracił aż 65 goli. Oczywiście nie da się całej winy zrzucić na stoperów czy bocznych obrońców. Źle broniła cała drużyna. Pomoc zbyt często nie zabezpieczała przestrzeni, po stratach brakowało reakcji, a rywale za łatwo dochodzili do sytuacji. Mimo wszystko od takich transferów oczekuje się więcej. Zwłaszcza od Masoero, który przychodził z opinią jednego z ciekawszych obrońców ligi rumuńskiej. Nieciecza miała też problem z przeniesieniem ofensywy z pierwszej ligi na Ekstraklasę. W sezonie awansowym dużo dawał duet Kamil Zapolnik — Kacper Karasek. Razem zdobyli 27 bramek. Po awansie Karasek odszedł do Motoru Lublin, a Zapolnik nie grzeszył liczbami.
Bohater sezonu
W tak trudnym sezonie trudno wskazać jednego wyraźnego bohatera. Bruk-Bet nie miał piłkarza, który zdecydowanie wyrósł ponad resztę drużyny. Najbardziej sensownym wyborem byłby zapewne Damian Hilbrycht. Rozegrał 33 mecze, zdobył 5 bramek i należał do najaktywniejszych zawodników ofensywnych zespołu. Wyróżnić można też Adriána Chovana. Klub przedłużył z nim kontrakt do 30 czerwca 2028 roku, co pokazuje, że w Niecieczy nadal widzą w nim ważną postać na kolejny sezon. Stawiając się w roli klubów z Ekstraklasy, trudno wskazać kogoś konkretnego, kogo warto „wyszarpać” z drużyny Brosza.
Rozczarowanie sezonu
Moje największe rozczarowanie to Lucas Masoero. W czerwcu 2025 roku pisałem, że do Niecieczy trafia 30-letni argentyński obrońca, który w poprzednim sezonie grał w Universitatei Cluj, był wysoko wyceniany i uchodził za jednego z lepszych stoperów ligi rumuńskiej. To miał być zawodnik, który podniesie poziom defensywy. Nie podniósł. Bruk-Bet stracił 65 bramek, a Masoero nie dał obronie jakości i wypadł co najwyżej przeciętnie. Rozczarowaniem była też sama umiejętność bronienia wyniku. To był problem od początku sezonu. Nieciecza często dobrze wchodziła w mecze, obejmowała prowadzenie, ale później nie potrafiła go utrzymać. Do pewnego momentu można było zganiać to na kwestię pecha, ale szybko okazało się, że Bruk-Bet mimo swoich atutów nie potrafi skutecznie punktować. Paradoksalnie, drużyna swoje możliwości pokazała dopiero pod koniec – w starciach z Arką Gdynia i Lechią Gdańsk. Gdyby tylko przebudzenie przyszło kilka tygodni wcześniej, degradacji pewnie można było uniknąć.
Co dalej z drużyną?
Bruk-Bet Termalica Nieciecza spada z Ekstraklasy, ale nie wygląda jak klub, który musi zaczynać wszystko od zera. Ma trenera znającego realia pierwszej ligi, ma kilku zawodników, którzy na zapleczu powinni być mocnymi punktami. Przedłużenie kontraktu z Chovanem pokazuje, że klub nie chce robić panicznej rozbiórki składu. Najważniejsza będzie defensywa. Nieciecza w pierwszej lidze prawdopodobnie znów będzie częściej prowadzić grę, ale musi także budować zespół, który poradziłby sobie po ewentualnym awansie. Sezon 2025/26 pokazał, że grając w elicie, jest zbyt późno na eksperymenty i stawianie nowych fundamentów. Odpowiadając na pytanie z tytułu — spadku można było uniknąć, gdyby Brosz wszedł do Ekstraklasy z gotowym zespołem. Tak jednak nie było.
Kamil Zapolnik i Krzysztof Kubica skończyli sezon jako najlepsi strzelcy zespołu z 6 golami. Hilbrycht dołożył 5, Kurzawa 4. Bramki były rozłożone, ale zabrakło napastnika, który w trudnym momencie da drużynie serię trafień. W walce o powrót do Ekstraklasy taki piłkarz może być kluczowy. Bruk-Bet Termalica Nieciecza zasłużenie spadła i znając życie, za kilka miesięcy będzie bić się o awans. Marcin Brosz i jego przełożeni dostali lekcję, by w pierwszej lidze tworzyć fundamenty, a po potencjalnej promocji jedynie wzmacniać skład. Bruk-Bet przekombinował, co przerodziło się w niepotrzebny chaos. A gdy zespół znalazł się już w strefie spadkowej, nie potrafił wygrać walki z przeznaczeniem.

