Wiemy już wszystko! Podsumowanie 34. kolejki PKO BP Ekstraklasy

To dzień niezwykle wyczekiwany przez polskiego kibica. Trochę smutny, bo kończy się Ekstraklasa, ale jednocześnie niezwykle ekscytujący. Raz w roku bowiem przychodzi taki moment, że cała kolejka jest rozgrywana w jednej chwili, a wszelkie wątpliwości są tam rozwiewane. W tym roku, po tym niezwykle szalonym sezonie, przed 34. kolejką PKO BP Ekstraklasy pozostało jeszcze kilka znaków zapytania. Ta najważniejsza wątpliwość została wyjaśniona – tytuł mistrzowski obronił Lech Poznań. Wciąż jednak nie było pewności, kto następny sezon rozpocznie poziom niżej, kto powalczy o Ligę Mistrzów, a kto zacznie po wakacjach przygodę w Europie. Przyszedł czas na ostateczne rozstrzygnięcia!

O co dzisiaj grali?

W tej kolejce nie było w zasadzie meczów o nic. Nawet starcie Lecha z Wisłą Płock, która była już pewna utrzymania. W końcu warto godnie pożegnać się z sezonem przed własną publicznością. Szczególnie gorąco było na dole tabeli. Aż 3 spotkania były kluczowe w kwestii spadku: Termalica – Lechia, Cracovia – Korona i Widzew – Piast. Zanosiła się pasjonująca walka także o wicemistrzostwo i eliminacje Ligi Mistrzów. Górnik grał z Radomiakiem, Jagiellonia z Zagłębiem, a Raków z Arką. Pozostało jeszcze 5. miejsce do obsadzenia, a wraz z nim przepustka do Europy. Najbliżej niej był GKS Katowice, który przyjechał do Szczecina na mecz z Pogonią. Jednakże nie bez szans było także Zagłębie, grające w Białymstoku. Były jeszcze szanse na to, żeby i Legia dokonała cudu i ze strefy spadkowej jesienią awansować na 5. miejsce. Warszawianie musieli liczyć na siebie w meczu z Motorem i na potknięcia ich rywali.

REKLAMA

Co się działo u góry tabeli?

W 9. minucie otworzył się wynik także w Zabrzu, za sprawą świetnego strzału Maksyma Chłania zza pola karnego. Dzięki Ukraińcowi Górnik objął prowadzenie i mocno przybliżył się do wicemistrzostwa. A Chłań nie miał zamiaru się zatrzymywać. Zabrzanie wyprowadził świetną kontrę, Ukrainiec wykończył ją jak należy i Górnik umocnił się na 2. miejscu. Jeśli chodzi o mecz, który był jednocześnie mistrzowską fetą, nie działo się nic. Poznaniacy kontrolowali jego przebieg, ale widać było, że nic nie muszą. Ale i tak objęli prowadzenie, za sprawą Luisa Palmy.

Górnik teoretycznie też nie musiał, ale jeszcze mógł podkręcić tempo. W 29. minucie trzecią bramkę dla Zabrzan zdobył przewrotką Sondre Liseth i wiele wskazywało na to, że kwestia eliminacji do Ligi Mistrzów została już rozstrzygnięta. Jako ostatni otworzył się mecz Rakowa z Arką. W 37. minucie gola dla Częstochowian strzelił Marko Bulat. Dopóki Górnik prowadził, było to jednak trafienie bez większego znaczenia. Podobnie i w Białymstoku, jak Jagiellonia zdobyła pierwszą bramkę dzięki odchodzącemu z klubu Afimico Pululu. A Górnik dalej swoje. Swoją cegiełkę dołożył jeszcze Lukáš Sadílek i tego miejsca w eliminacjach do LM już chyba nic im nie mogło odebrać. W końcu do przerwy Górnik prowadził aż 5:0. Piękna akcja podopiecznych Michala Gašparíka, uderzył celnie Sadílek.

Po rozpoczęciu drugiej połowy do remisu doprowadziła Wisła i nieco popsuła mistrzowski nastrój w Poznaniu. Ale tylko trochę. Górnik z kolei jeszcze kopał leżącego Radomiaka. Erik Janža zdobył szóstą bramkę dla Zabrzan. Jak wracać na europejskie salony i żegnać Lukasa Podolskiego jako piłkarza, to właśnie w takim stylu! Po godzinie gry Lech wrócił na prowadzenie, a Patrik Wålemark przynajmniej na chwilę uratował święto na Enea Stadionie. Na 20 minut przed końcem Jagiellonia grała o LE, a Raków o LK. Częstochowianom nie pomagała ani druga, ani trzecia bramka. Tym bardziej, że Sławomir Abramowicz obronił karnego na wagę prowadzenia Jagi. A w Zabrzu? Radomiak trafił dwa razy, ale jedynie na otarcie łez. Górnik dowiózł wicemistrzostwo. Jagiellonia Białystok zdobyła brąz i zagra w eliminacjach do Ligi Europy. Piękniejszego pożegnania z Jagą Pululu nie mógł sobie wyobrazić!

Komu miejsce w europejskich pucharach?

Po pół godziny gry szczególne zamieszanie zrobiło się w walce o miejsce pucharowe. Przez ten czas nie działo się wiele ciekawego. Na uprzywilejowanej pozycji pozostawali Katowiczanie. Niemal w jednym i tym samym momencie GKS Katowice stracił gola w meczu z Pogonią, Zagłębie także, w meczu z Jagiellonią, a Jean-Pierre Nsame otworzył wynik spotkania w Warszawie. W takiej sytuacji to Legia była piątym reprezentantem Ekstraklasy w europejskich pucharach. GieKSa mocno sobie skomplikowała awans do eliminacji, ale piłka wciąż była po jej stronie. Aby wrócić na 5. miejsce, podopieczni Rafała Góraka potrzebowali przynajmniej wyrównać. Trafił jeszcze Kacper Chodyna, który podwoił prowadzenie Wojskowych.

Po przerwie Legia dobijała Motor i 3 punkty były niemal pewne. Jurgen Elitim sprawił, że prowadziła już 3:0. Te bramki straciłyby na wadze, gdyby GKS wreszcie się obudził. A tak, to podopieczni Marka Papszuna robili po prostu swoje. Solidnie skruszyli defensywę Motoru, aż w 55. minucie ponownie strzelił Nsame. Sytuacja w tej części tabeli była dość ustabilizowana, nie zmieniała się jak w kalejdoskopie. Legia trzymała balonik z logo Ligi Konferencji, a GKS szpilkę. Od niego zależało, czy go Warszawianom przebije. A miał z tym kłopoty. Stwarzał Pogoni zagrożenie, ale bez skutku. Końcówka była emocjonująca, bo Pogoń musiała dokończyć mecz w dziesiątkę. I w ostatniej chwili, Marcel Wędrychowski wykorzystał swoją okazję i dzięki niemu GKS Katowice po 23 latach zagra w europejskich pucharach!

Walka o ligowy byt

Strzelanie w tej kolejce rozpoczął Tamar Svetlin, który wyprowadził Koronę Kielce na prowadzenie. Kibice w Krakowie zamarli, bo przez to musieli nerwowo patrzeć na to, co dzieje się w pozostałych spotkaniach. Odpowiedź przyszła jednak natychmiast, bo po 4 minutach od trafienia Słoweńca. Cracovia wyrównała za sprawą Kahveha Zahiroleslama.

Wkrótce potem do świętowania dołączyli kibice Widzewa. Bramkę na 1:0 zdobył Ángel Baena, po niezłym dośrodkowaniu z rzutu wolnego. Kwestia walki o utrzymanie zaczęła nabierać kształtu. Tym bardziej, że po 20 minutach gry Lechia Gdańsk straciła bramkę i to ekipa z Pomorza była wirtualnie w 1. Lidze. 8 minut później zrobiło się jeszcze bardziej nieciekawie w obozie Lechii. Rafał Kurzawa strzelił dla Termaliki i z każdą minutą Słonie były bliżej spuszczenia rywala do 1. Ligi. Potem, pod koniec pierwszej połowy była stabilizacja. Dopóki Lechia nie wygrywała, to nie było żadnych spekulacji co do trzeciego spadkowicza.

Po przerwie John Carver dokonał wstrząsu, czyli aż potrójnej zmiany. I to przyniosło oczekiwany efekt, w 50. minucie trafił Tomáš Bobček i Lechiści złapali kontakt. Asystę zanotował zmiennik, czyli Aleksandar Ćirković. Niewiele to dało, bo kolejną bramkę dla Termaliki zdobył Kamil Zapolnik. A i Lechia też nie wykorzystała karnego. W Łodzi z kolei wielki huk – spadających kamieni z serca. Ładną bramkę strzelił Mariusz Fornalczyk i Widzew był o krok od utrzymania. Piast po kilku minutach strzelił gola kontaktowego, lecz i on, i RTS mogli być spokojni. Lechia nie dawała sobie rady w Niecieczy, za późno wzięła się za odrabianie strat. I to ona została właśnie trzecim spadkowiczem w tym sezonie Ekstraklasy.

Wyniki 34. kolejki PKO BP Ekstraklasy

  • Termalica Bruk-Bet Nieciecza – Lechia Gdańsk 3:2
  • Cracovia – Korona Kielce 1:1
  • Górnik Zabrze – Radomiak Radom 6:2
  • Jagiellonia Białystok – Zagłębie Lubin 1:0
  • Lech Poznań – Wisła Płock 2:2
  • Legia Warszawa – Motor Lublin 4:0
  • Pogoń Szczecin – GKS Katowice 1:1
  • Raków Częstochowa – Arka Gdynia 3:0
  • Widzew Łódź – Piast Gliwice 2:1
SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ