Legia i Widzew mnie nudzą. Dziennikarze też. A Tebas to dureń

Mam taką manierę, że gdy wstaje rano, lubię sobie do kawy poczytać coś mniej ambitnego. Nie posądźcie mnie jednak o jakiś brak wiedzy (chociaż w pewnych aspektach występuje ona na pewno) czy o brak nawyku czytelnictwa, bo uważam, że choć podnoszę krajową średnią to ilość przeczytanych książek nie czyni człowieka z automatu mądrym – tak jak to, że piłkarz posiada pieniądze nie znaczy, że jest życiowo ogarnięty (pozdrawiam Brazylijczyków i Jacka Grealisha). Po prostu lubię coś prostego.

No i tak też natknąłem się na taki artykuł na pewnym portalu. Tytuł, a jakże nęcący, rozkładający na czynniki pierwsze – czyj spadek z Ekstraklasy bardziej by zabolał. Widzewa czy Legii? Artykuł długi, rzucający statystykami, naprawdę jestem pełen podziwu pracy jaką ktoś w ten tekst włożył. Jednak koniec końców sprowadza się do tego, że, uwaga, tu Was zadziwię, nie ma to żadnego znaczenia. Tabelki Excela i pojemność stadionu swoje, a tabela Ekstraklasy swoje. Czyli coś, co zajęłoby dziesięć minut czytania, dałem radę streścić w sumie w jednym zdaniu.

REKLAMA

Nazwy tego portalu nie będę podawał, bo i mogą sobie tego nie życzyć, a i kim ja jestem, by czyjeś dziennikarstwo recenzować. Szkoda tylko, że musimy się zacząć bawić w takie proste truizmy.

W sytuacji w której się znajdujemy, gdzie (prawdopodobny) przyszły Mistrz Polski de facto demoluje swojego odwiecznego rywala i sprzedaje mu mentalnego kopa w jaja, gdzie „walka o spadek” wchodzi w decydującą fazę, a liczba zagrożonych spadkiem jest porówynalna do liczby potencjalnych ojców na imprezie w wiejskiej dyskotece, od jakiegoś miesiąca skupiamy się na tym, jaka to Legia jest słaba, albo jak to Widzew przepalił pieniądze. Powiem więcej, sam się na tym skupiałem dość konswekentnie. Jednak popełnić błąd i wyjść na durnia to jedno. Gorsze jest w tym dalej trwać.

A ja postanowiłem wyjść z tego stanu. Bowiem jaka jest róznica czy spadnie Legia, Widzew, Arka czy ktokolwiek inny? Wyjątkiem jest Bruk-Bet, ale oni już i tak mentalnie spadli, sami po kątach traktowali ten sezon jako przygodę, a i też każdy już ich spisał na straty, więc mało kogo oni obchodzą. No chyba, że jeszcze pociągną kogoś ze sobą.

Jakby wielkie marki nie spadały. Lech nie leciał w dół i licencyjne koło ratunkowe go nie uratowało. Jakby Pogoń inwestując w fanaberie Ptaka czy Zagłębie będąc po prostu Zagłębiem nie przepalało pieniędzy. Taki Ruch Chorzów mając finansową stabilność „dziewczyny w niebieskich włosach” nie zleciał z ligi z hukiem. Na każdym pomniku powstają rysy i żadna chwała niestety nie trwa wiecznie.

Wisła Kraków też coś o tym powie. Dwadzieścia lat temu waliła każdego po pysku byle równie puchło. Teraz zaś próbuje wrócić do Ekstraklasy z przerwą na okładanie się po głowach ze Śląskiem Wrocław.

Ja rozumiem, że dziennikarstwo w dzisiejszych czasach to zasięgi, kliki i poklepywanie się po plecach. Tylko jakoś zawsze myślałem, że to tyczy się głównie polityki i szeroko rozumianego komentariatu. A ta gałąź dziennikarstwa, jest dla mnie jak usługi asenizacyjne. Taplanie się w gównie, często opłacalne, ale ja jednak wolę się trzymać od tego z daleka. Tymczasem, coraz częściej obserwuję marsz po najprostszej linii oporu.

A mówię to ja. Człowiek, jakby nie patrzeć, nie będący poważnym dziennikarzem, znany z tego, że zrobił parę ciekawych tekstów, wymienił maile z kilkoma piłkarzami i pił piwo podczas relacji spotkań Ekstraklasy. Czyli coś co robi prawie każdy w tym zawodzie. Jestem pewien, że inni widzą to samo co ja, ale nie chcą o tym mówić. A ja powiem, bo w najgorszym wypadku i tak nie dostanę nagrody „Dziennikarza Roku”, a szanse na mój program sportowy będą wyliczone na 50%. Ja bym chciał, ale nikt inny nie chce.

Nie jest to żalenie się, ale w sumie swego rodzaju błogosławieństwo. Swoboda wypowiedzi.

REKLAMA

Jednak mogę dalej próbować, jak Javier Tebas, gdy sobie wymyślił, by przenosić La Ligę za granicę. Dlatego ja proponuję, by wykorzystując sytuację polityczną i skupienie oczu całego świata na Iranie, by zorganizować mecz nad cieśniną Ormuz albo w Teheranie. Już widzę jak żołnierze w przerwie na „fajerwerki” by chcieli obejrzeć takie Elche z Levante. Futbol dla koneserów.

Ekstraklasa jako poważna (trzeba to przyznać) liga, powinna podłapać ten koncept. Pojechać na Łotwę albo do Estonii i zorganizować pokazowy mecz Radomiak Radom – Wisła Płock. Co prawda fajerwerków (zarówno dosłownie, jak i w przenośni) nie będzie, ale jeśli ktoś to przetrwa i znajdzie w tym frajdę, to będzie nie fanem, a fanatykiem i to na lata.

A tak poważnie, to jednak w Hiszpanii ligą zarządzają idioci. Ewentualnie dostosowali się do poziomu sędziowania.

Dlatego lepsze „polskie gówno w polu, niżli fiołki w Neapolu”. Ewentualnie fiołki w Rijadzie. Czy gdzie tam sypną groszem.

Może nudne, ale nasze. A poza tym czy nie ma takiej lekkiej dumy, gdy klub z Polski rozstawia po kątach inne ekipy? Nawet jeśli na co dzień kopie się po czołach w Lublinie czy Gdańsku.

Patriotycznie.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,463FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ