Liverpool w pierwszym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów na Parc des Princes przegrał 0:2, ale mogło być znacznie gorzej. Arne Slot zmienił ustawienie zespolu na trójkę obrońców i wahadłowych, a jego zespół zaprezentował się fatalnie, nie rzucając aktualnym mistrzom Europy większego wyzwania niż robią to francuskie kluby ze środka tabeli Ligue 1. Ten występ był symbolem, jak niewiele udało się w tym sezonie wypracować Arne Slotowi po sporych zmianach kadrowych w letnim okienku transferowym.
Czy trójka obrońców miała sens?
Arne Slot wystawiając skład na mecz z PSG zaskoczył wszystkich. Po raz pierwszy za swojej kadencji na Anfield zmienił ustawienie zespołu na trójkę stoperów i wahadłowych. Do Virgila van Dijka i Ibrahimy Konate dołączył Joe Gomez, który zajął miejsce po lewej stronie 3-osobowej defensywy, a na wahadłach zagrali Jeremie Frimpong oraz Milos Kerkez. Niespodzianką byl też brak Mohameda Salaha w wyjściowej jedenastce, który nawet na sekundę nie wszedł na boisko. Arne Slot wystawił tylko dwóch stricte ofensywnych piłkarzy (Hugo Ekitike i Florian Wirtz), a pozostałą trójkę stanowili środkowi pomocnicy (Gravenberch, Mac Allister, Szoboszlai). Brak Salaha od 1. minuty najlepiej oddawał nastawienie Liverpoolu. Na Parc des Princes przede wszystkim liczyła się gra bez piłki.
Można odnieść wrażenie, że Arne Slot decydując się na taki system gry chciał zneutralizować PSG oraz rozwiązać pewne kłopoty zespołu w grze bez piłki:
- W ustawieniu 5-2-3/5-4-1, broniąc na własnej połowie Liverpool chciał zamknąć środkową strefę.
- Zmniejszając przestrzenie między formacją obrony, a pomocy oraz mając trójkę stoperów gotowych do wyjścia ze strefy, The Reds mieli lepiej kontrolować te przestrzenie, z czym często mają problem.
- Mając pięciu obrońców zapobiegali przewadze liczebnej w ostatniej linii ataku, gdzie PSG najczęściej ustawia pięciu graczy.
- Arne Slot przyjął bardzo defensywne nastawienie, natomiast biorąc pod uwagę, że to pierwszy z dwóch meczow, rozgrywany na wyjeździe, gra na remis czy nawet zminimalizowanie strat na Parc des Princes była bardzo pragmatyczna, ale miała logiczne podstawy.
Liverpool w obronie niskiej całkiem skutecznie powstrzymywał PSG przed kreowaniem sytuacji. W pierwszej połowie wskaźnik goli oczekiwanych rywali wyniósł – według raportu pomeczowego Fotmob – 0,73 xG, mimo ogromnej dominacji terytorialnej i przewagi optycznej na korzyść gospodarzy. Elementy, które przejście na piątkę defensorów miało usprawnić rzeczywiście nieźle funkcjonowały. The Reds w niskim bloku byli dość dobrze zorganizowani.
Plan był zbyt prosty, aby był skuteczny
Niemniej jednak, bronienie to tylko polowa sukcesu, a poza ustawieniem w niskim bloku trzeba być również przygotowanym na inne fazy w grze bez piłki. Arne Slot był świadomy, że spędzając cały mecz broniąc się tylko na własnej polowie, jego zespół tego nie przetrwa. Chciał więc też momentów, gdy założą wysoki pressing. Liverpool próbował więc łapać rywali jeden na jednego na całym boisku, natomiast przeciwko tak uzdolnionemu technicznie oraz tak inteligentnie stosującemu wymienność pozycji zespołowi, jak PSG pomysł ten okazał się kompletnie przestrzelony. Piłkarze Luisa Enrique nie panikowali pod presją, potrafili znaleźć wolnego zawodnika i wykorzystać wolne przestrzenie wrzucając wyższy bieg. Im dłużej Liverpool biegał za piłką, tym bardziej bezradnie to robił (co zapewne wynikało ze zmęczenia). W ostatnim kwadransie PSG oddało aż 7 z 18 strzałów w całym meczu i zanotowali 14 z 40 kontaktów z piłką w polu karnym. Tylko przez nieskuteczność gospodarzy The Reds uniknęli straty trzeciego gola.
Liverpool w środowy wieczór na Parc des Princes utrzymywał się przy piłce przez zaledwie 26% czasu, co jest najniższym wynikiem za kadencji Arne Slota. Ponadto wymienili 3,6 razy mniej podań od rywali. Takie wartości to nie tylko wypadkowa pasywnego bronienia oraz umiejętnej gry PSG w fazie posiadania piłki i reakcji na stratę w ostatniej tercji boiska, ale także pomysłu Liverpoolu, gdy już przejęli futbolówkę. Goście nie potrafili wyprowadzić kontrataku, a przy otwarciu gry nawet nie próbowali wychodzić spod pressingu Paryżan, a posyłali dalekie podania licząc na zebranie drugiej piłki. Giorgi Mamardashvili na Parc des Princes wykonał 26 podań, z czego aż 22 zostały zaklasyfikowane jako zagrania na dalszą odległość. Może i taki sposób daje większe szanse na wyprowadzenie mistrzów Francji ze strefy komfortu niż próba gry w piłkę, ale Liverpoolowi nie przynosił akurat żadnych pozytywnych efektów. 3 strzały, w tym żadnego celnego to kompromitujący dorobek dla mistrzów Anglii.
Liverpool jest nieprzygotowany do rywalizacji o wysokie cele
Przygotowując taki plan na mecz holenderski szkoleniowiec wyrzekł się tożsamości Liverpoolu, własnej filozofii oraz podważył sens swoich wcześniejszych wypowiedzi, gdy narzekal, że rywale w Premier League nastawiają się na dalekie podania, głęboką obronę i stałe fragmenty gry. Można odnieść wrażenie, że Arne Slot doszedł do wniosku, że w żadnym z systemów, które jego zespół w obecnym sezonie stosował nie są w stanie nawiązać równorzędnej walki z Paris Saint-Germain. Z zespołem, który swój model gry ma dopracowany niemal do perfekcji i nie brakuje im jakości indywidualnej. Zdecydował się więc na zupełnie nowy system, obliczony na zneutralizowanie atutów PSG i wykorzystanie ich slabych punktów, którego nie mógł spodziewać się Luis Enrique. Niemniej jednak, po piłkarzach Liverpoolu było widać, że to była za duża zmiana.
Tą decyzję Arne Slota można odczytywać jako wysłanie sygnału, że przez prawie cały sezon nie udało mu się znaleźć i wypracować systemu gry, w którym jego zespół wykorzystywałby swój potencjał. O ile w pierwszej części sezonu słabsze mecze oraz ciągłe szukanie optymalnego rozwiązania można było usprawiedliwiać wieloma nowymi transferami, a także odejściem Trenta Alexandra-Arnolda oraz reagowaniem na ogromny zjazd formy Mohameda Salaha względem poprzedniego sezonu, tak już w kwietniu, na etapie fazy pucharowej Ligi Mistrzów, takich wymówek być nie może. Porażka 0:2 na Parc des Princes brutalnie pokazała Liverpoolowi miejsce w szeregu europejskiego futbolu. Stała się symbolem straconego sezonu oraz ostatecznym dowodem na to, że Arne Slot nie poradził sobie z przebudową zespołu po stracie kluczowych graczy, mimo dużych wydatków na wzmocnienia.
