W tym miejscu powinniśmy dać niecenzuralne słowo…

Reprezentacja Polski brała udział w czterech z sześciu mundiali zorganizowanych w XXI wieku. Absencja podczas tegorocznych mistrzostw świata byłaby sporym ciosem dla polskiego futbolu. Prawdopodobnie końcem marzeń o turniejowym sukcesie dla Roberta Lewandowskiego i pewnego pokolenia naszych zawodników. Na drodze zespołu Jana Urbana stanęła Szwecja, która po fatalnych kwalifikacjach dostała szansę awansu „bocznymi drzwiami”, a pokonując Ukrainę 3:1, pokazała, że nie można jej lekceważyć.

Jan Urban jeszcze przed pierwszym gwizdkiem pokazał, że nie przejmuje się opinią publiczną. Absencja Oskara Pietuszewskiego w podstawowym składzie była odważnym krokiem — wbrew presji ze strony mediów oraz kibiców. W przypadku braku awansu biało-czerwonych szkoleniowiec z pewnością zostałby głównym winowajcą. Osobiście uważam to za sporą przesadę, podobnie jak przesadzoną euforię względem piłkarza FC Porto. Owszem, Pietuszewski to piłkarz o sporym potencjale, który ma świetne wejście w czołowym portugalskim klubie. Jego występ przeciwko Albanii nie był jednak tak wybitny, jak próbuje się przekonywać. Urban korzysta z jego usług, co pokazał właśnie w półfinale baraży, ale wychodzi z założenia, że większą korzyść daje on, wchodząc z ławki na podmęczonego rywala.

REKLAMA

Reprezentacja Polski dominowała w pierwszej połowie, ale…

Nie zmienia to faktu, że Polacy z szacunkiem podchodzili do sporego potencjału Szwedów. Pierwsze minuty rywalizacji gwarantowały emocje, ale były ubogie w konkretne akcje. Goście prowadzili grę, ale zarazem zachowywali spokój, nie angażując większych sił w ofensywę. Gdy wydawało się, że mecz będzie ubogi w gole, drogę do siatki znalazł Anthony Elanga, który mocnym uderzeniem pod poprzeczkę pokonał Kamila Grabarę. Akcja efektowna, luka przed polem karnym Polaków zadziwiająca. To był moment, w którym spokój i cierpliwa gra biało-czerwonych stały się przeszłością.

Po straconej bramce piłkarze Urbana zabrali się do odrabiania strat. Karol Świderski sprawdził czujność Kristoffera Nordfeldta, a w 33. minucie drogę do siatki znalazł Nicola Zalewski, który swój rajd zwieńczył precyzyjnym uderzeniem przy słupku.

Polska wyrównała stan gry i ruszyła po kolejne trafienie. Gdy wydawało się, że przed przerwą możemy dołożyć następnego gola, Jakub Kiwior sfaulował przy linii bocznej jednego z rywali. Arbiter podyktował rzut wolny, po którym Gustaf Lagerbielke celnie uderzył głową. Połowa, w której biało-czerwoni notowali 60% posiadania piłki i oddali dziewięć strzałów, kończyła się ich porażką 1:2. Szwedzi dwukrotnie kopnęli piłkę w kierunku bramki Grabary… To, co ciężko wypracowaliśmy w ataku, zbyt łatwo oddaliśmy błędami w defensywie.

Jan Urban w przerwie musiał pokazać, że potrafi zapanować nad zespołem, który w pierwszej połowie miał wiele dobrych momentów, ale notował niekorzystny wynik. Po zmianie stron reprezentacja Polski ruszyła do ataku. Arbiter nie podyktował rzutu karnego po faulu na Jakubie Kamińskim, ale musiał wskazać na środek boiska po trafieniu Karola Świderskiego. Szybko uciekliśmy z niekorzystnej sytuacji, a mecz rozpoczynał się niejako na nowo. Biało-czerwoni dominowali, dwukrotnie odrabiali straty i pracowali nad zamknięciem rywalizacji w podstawowym czasie gry.

Przez większość drugiej połowy reprezentacja Polski notowała 75-78% posiadania piłki. Szwecja czekała nie tyle na kontry, co błędy swojego rywala. W pierwszych 45 minutach taka taktyka zdawała egzamin, w drugiej udało się uniknąć kosztownych pomyłek… aż do 88. minuty.

Jedna, jedyna akcja Szwedów po chwilowej drzemce Polaków zakończyła się trafieniem Viktora Gyökeresa w 89. minucie. Dramat. Bolesny — bo niezasłużony. Taki jest futbol? Niestety, w tym sporcie nie wygrywa ten, kto prowadzi grę i wizualnie pozostawia lepsze wrażenie, a kto więcej razy wpakuje piłkę do siatki rywali. Za dużo błędów w defensywie, za dużo chwil koncentracji i mundial obejrzymy jedynie w TV…

Szwecja — Polska 3:2

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    145,793FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ