Reprezentacja Polski nie zagrała jeszcze żadnego meczu podczas marcowego zgrupowania, a selekcjonerowi już dostało się po głowie. W piątek Jan Urban przedstawił listę zawodników powołanych na mecze barażowe o awans na Mistrzostwa Świata 2026. Wielu graczy, których media i opinia publiczna sugerowała do reprezentacji nie znalazło się wśród powołanych, natomiast ich miejsce zajęli zawodnicy, których wiele osób nie chciałoby już widzieć w biało-czerwonych barwach. Dlaczego Jan Urban patrzy na kadrę inaczej niż kibice?
Zrozumieć wizję selekcjonera
Aby zrozumieć wybory Jana Urbana trzeba popatrzeć na całą jego kadencję. Obecny selekcjoner poprowadził reprezentację w trzech zgrupowaniach, rozegrał sześć meczów i zdołał uratować baraże o awans na mundial. Wchodził do kadry, która była kompletnie rozbita mentalnie. Obejmował ją po selekcjonerze, który zdołał po części wykrystalizować podstawową jedenastkę (za Probierza pewne/prawie pewne miejsce w składzie mieli Bednarek, Kiwior, Zalewski, Moder, Szymański, Zieliński, Lewandowski i Świderski), natomiast dokonywał mnóstwo zmian w kadrze ze zgrupowania na zgrupowanie testując wielu nowych zawodników. Reprezentacja Polski miała pewien trzon, ale brakowało zmienników, którzy daliby gwarancję, że gdy będą musieli wejść w buty podstawowego gracza nie zaniżą drastycznie poziomu.
Jan Urban obejmując reprezentację obrał sobie za cel, aby wnieść do niej więcej stabilizacji. Próbując to zrobić, chciał ograniczyć liczbę zmian w wyjściowym składzie z meczu na mecz oraz w całej kadrze powoływanej ze zgrupowania na zgrupowanie. Wyłączając towarzyski mecz z Nową Zelandią, w którym wynik miał drugorzędne znaczenie selekcjoner w pięciu spotkaniach eliminacyjnych skorzystał z trzynastu zawodników z pola (i z trzech bramkarzy), a zmiany w wyjściowej jedenastce wynikały głównie z kontuzji.
Na liście powołanych również nie było dużych zmian:
- Wśród bramkarzy pierwszą trójkę stanowią Łukasz Skorupski, Kamil Grabara i Bartłomiej Drągowski. Jako czwarty bramkarz na kadrę jeździ Bartosz Mrozek lub Kacper Tobiasz, a w miejsce kontuzjowanego Skorupskiego w listopadzie pojawił się Mateusz Kochalski.
- Jesienią na każde zgrupowanie Jan Urban powoływał ośmiu obrońców. Jedyne zmiany w kadrze nastąpiły w listopadzie, gdy zamiast Arkadiusza Pyrki powołany został Kryspin Szcześniak, a dowołany został Bartosz Bereszyński, gdy Jan Bednarek wypadł przez kontuzję.
- Wśród pomocników Jan Urban wybiera zazwyczaj 10 piłkarzy, z czego siedmiu było na każdym zgrupowaniu (Zieliński, Szymański, Kamiński, Slisz, Grosicki, Kozłowski, Kapustka). Zalewski opuścił październikowe mecze przez kontuzję, do kadry przebił się Skóraś i Rózga, a wypadli Frankowski oraz Piotrowski.
- Wśród napastników selekcjoner ma czwórkę Lewandowski, Piątek, Świderski i Buksa. Nawet, gdy ktoś wypadnie przez uraz to nie decyduje się na dowołanie czwartego napastnika.
Jan Urban postawił na stabilizację
63-latek selekcjonując kadrę na nadchodzące mecze postawił więc na ciągłość. W bramce doszło do jednej, najmniej istotnej zmiany, ponieważ Tobiasza zastąpił Mrozek (Skorupski również był wtedy kontuzjowany). W obronie mamy dwie roszady. Wrócił kontuzjowany Jan Bednarek, przez co miejsce w kadrze stracił Kryspin Szcześniak, który na wiosnę mało gra w Górniku Zabrze. Na liście powołanych zabrakło także Pawła Wszołka, który niedawno wyleczył uraz i brakuje mu rytmu meczowego. Za niego powołany został Arkadiusz Pyrka, czyli zawodnik, który był już w kadrze Urbana na dwóch zgrupowaniach. Pomocnicy – dwie zmiany. Tutaj mamy dwóch graczy, którzy wcześniej nie grali za kadencji obecnego selekcjonera. Jakub Moder całą jesień leczył kontuzję, a Oskar Pietuszewski po transferze do Porto wysyła gra zbyt dobrze, aby pominąć go w powołaniach. Miejsce w kadrze względem listopadowego zgrupowania stracili kontuzjowany Bartosz Kapustka oraz Kacper Kozłowski. Wśród napastników kontuzjowany w listopadzie Piątek zastąpił kontuzjowanego obecnie Buksę.
W wyborach Jana Urbana jest więc konsekwencja i logika
Tej drugiej nie dostrzega wielu kibiców, ponieważ chciałoby widzieć w kadrze wiele nowych twarzy i zawodników, którzy są akurat w dobrej formie. Zarzuty wobec selekcjonera dotyczą przede wszystkim pominięcia kilku piłkarzy, którzy regularnie grają w niezłych klubach oraz trzymania się „zgranych kart”, czyli graczy dostających powołania – w opinii kibiców – za zasługi. Przerwa pomiędzy listopadowym, a marcowym zgrupowaniem jest najdłuższa, więc siłą rzeczy forma zawodników najbardziej się zmienia. To nie musi być jednak kluczowy czynnik w wybieraniu kadry. Dla byłego trenera Górnika Zabrze poza aktualną dyspozycją sportową, liczbą rozegranych minut czy siłą klubu oraz ligi w jakiej występuje dany piłkarz ważnym składnikiem jest również doświadczenie w reprezentacji (zarówno za kadencji Urbana, jak i wcześniej) oraz w futbolu klubowym.
Widać to w wypowiedziach selekcjonera. W rozmowie z Kanałem Zero selekcjoner w ten sposób tłumaczył wybór Jana Ziółkowskiego kosztem Kacpra Potulskiego. Gracz FSV Mainz wprawdzie w ostatnich miesiącach zagrał więcej minut, ale 11 występów w Bundeslidze i 7 w Lidze Konferencji nie dało mu wystarczającej weryfikacji w porównaniu do Ziółkowskiego, który w tym sezonie zagrał trochę mniej minut w Serie A i europejskich pucharach, ale grając wcześniej w Legii, która występowała w Lidze Konferencji zebrał większe doświadczenie w seniorskiej piłce.
Jan Urban ma swoich żołnierzy
Nie bez znaczenia był pewnie także fakt, że Jan Ziółkowski zagrał już w reprezentacji u Jana Urbana i nie zawiódł. 20-latek wskoczył do składu na mecz z Holandią na Stadionie Narodowym i spisał się dobrze. Zresztą, o wielu zawodnikach, co do których pojawiają się wątpliwości możemy to powiedzieć. Debiut w kadrze w wyjściowym składzie w meczu o stawkę przeciwko Holendrom (ale w spotkaniu wyjazdowym) miał też Przemysław Wiśniewski i on również nie spalił się pod presją. Egzamin przeciwko reprezentacji Oranje zdał także Tomasz Kędziora, gdy wskoczył do jedenastki za kontuzjowanego Jana Bednarka. Choć jego występ z Maltą był już gorszy to i tak na listopadowym zgrupowaniu zdobył zaufanie Jana Urbana.
Bartosz Bereszyński u Jana Urbana zagrał tylko 12 minut, natomiast w kadrze jest nieprzerwanie od ponad dekady, grał na dwóch mundialach oraz dwóch turniejach Mistrzostw Europy. O dorobku Kamila Grosickiego w kadrze nawet nie trzeba przypominać, a wiemy, że koszulka z orzełkiem na piersi dodaje mu skrzydeł. Ani jeden, ani drugi nie będą grać w podstawowej jedenastce, natomiast selekcjoner chce mieć w zespole zawodników, którzy nie spalą się pod presją, gdy w trudnym momencie będzie trzeba wejść z ławki. W takich chwilach łatwiej zaufać komuś, kto w kadrze zaliczył już kilkadziesiąt spotkań niż piłkarzowi, który dopiero rozpoczyna przygodę z reprezentacją. Jedynie powołania dla Filipa Rózgi oraz Oskara Pietuszewskiego (ale jego w aktualnej dyspozycji trudno było nie powołać) nie do końca pasują do szerszej koncepcji Jana Urbana.
Reprezentacja to nie zbiór najlepszych piłkarzy, a zawodników najlepiej do siebie dopasowanych
Kibice chcieliby oglądać w kadrze nowe twarze, młodych graczy dających nadzieję na lepsze jutro dla polskiej piłki, ale selekcjoner kieruje się pragmatyzmem. – Moim zdaniem w ostatnim czasie za łatwo można [było] dostać się do reprezentacji – powiedział Jan Urban na konferencji prasowej po październikowym meczu kontrolnym z Nową Zelandią, zapowiadając poniekąd jak będzie wyglądać jego selekcja. Podczas, gdy kibice domagają się powołań dla piłkarzy, którzy dają nadzieję, że sprawdzą się na poziomie reprezentacyjnym, a w przyszłości być może zbawią naszą reprezentację, 63-letni trener stawia na tych, którzy dają gwarancję, że poniżej pewnego poziomu nie zejdą. W momencie, gdy przed nami najważniejsze mecze od zakończenia EURO 2024, decydujące o awansie na Mistrzostwa Świata 2026, podejście selekcjonera jest zrozumiałe. To nie jest czas na eksperymenty. To czas weryfikacji tego, co przez minioną jesień udało się wypracować selekcjonerowi. Dlatego obecna reprezentacja personalnie niewiele różni się od tej sprzed pół roku.
