Początek dał nadzieje, reszta pierwszej połowy próbowała podtrzymać temperaturę. Po przerwie gra już nie rozgrzewała, trzeba było korzystać z herbaty. Radomiak Radom i Legia Warszawa zagrały po przyjacielsku. Przynajmniej na tyle było stać piłkarzy obu drużyn na tym klepowisku.
Rafał Adamski zapowiada się na niesamowitego ciemiężyciela. 195 centymetrów wzrostu to znakomite warunki do walki fizycznej. Przy walce o górne piłki też ma przewagę. Ale że były napastnik Pogoni Grodzisk Mazowiecki będzie tak ogarniety technicznie, to chyba mało kto się spodziewał.
Trudną przeprawę z napastnikiem rywali miał piątkowego wieczoru Filip Majchrowicz. Co piłka w okolicach 20. metra, to potężna luta w kierunku bramki. Golkiper Radomiaka bez zarzutów radził sobie z oddawanymi z dystansu strzałami Adamskiego, a i dość silną próbę Milety Rajovicia zdarzyło mu się odbić.
Przed przerwą jednak żaden z napastników Wojskowych na listę strzelców się nie wpisał. W Radomiu obejrzeliśmy za to po jednym golu z rzutu rożnego. Już w 2. minucie Maurides zamienił dośrodkowanie Rafała Wolskiego na bramkę, a w 7. minucie po dograniu Jurgena Elitima odpowiedział Radovan Pankov.
Nudna druga połowa
Mecz miał niezłe tempo, ale finezji było niewiele. Jak pomyślimy sobie, że za dwa tygodnie na murawę Stadionu im. Braci Czachorów wyjdą młodzieżowe reprezentacje Polski i Albanii, to przechodzi nas dreszcz. Chyba, że przez ten czas zdarzy się jakiś cud, który spowoduje, że boisko stanie się zielone.
Dla kibiców obu drużyn – prócz oczywiście zgodowego charakteru – mecz był okazją. Sympatycy Zielonych mogli pożegnać odchodzącego do USA Capitę Capembę. Angolczyk przed meczem zrobił rundkę honorową dookoła boiska, a żegnały go oklaski. Fani warszawskiego zespołu w 65. minucie mogli natomiast przywitać spowrotem dawno niewidzianego na murawie piłkarza. Rajovicia zastąpił na boisku Jean-Pierre Nsame, który wrócił po kontuzji achillesa. Piszę o tym teraz, bo o drugiej połowie za dużo nie ma co. Ot, mało piłki w piłce. Kopanina, dużo niedokładności, trochę zapasów. Przed końcem dwukrotnie można było wstrzymać oddech. Najpierw Elves Balde uderzył w słupek, a niedługo później po podaniu Adamskiego na listę strzelców mógł wpisać się Nsame – Majchrowicz nie dał się jednak pokonać.
Wynik od 7. minuty jak był, tak jest i będzie. Bo w protokole pomeczowym pan Piotr Lasyk zapisze właśnie remis 1:1. Radomiak nie przegrał, Legia nie przegrała, mecz przyjaźni jak się patrzy.
