Galatasaray zrobił duży krok w stronę ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Drużyna Okana Buruka pokonała Liverpool 1:0 po meczu, w którym była zespołem lepiej zorganizowanym, bardziej konsekwentnym i skuteczniejszym w realizacji założeń taktycznych. „The Reds” przez długie fragmenty spotkania mieli przewagę w posiadaniu piłki, ale niewiele z niej wynikało.
Galatasaray od pierwszych minut narzucił wysokie tempo i agresywny pressing, zmuszając Liverpool do gry pod presją. Mimo to zespół „The Reds” potrafił oddać kilka strzałów — najbliżej był Wirtz, którego uderzenie minimalnie minęło bramkę Çakıra. Na pierwszego gola kibice w Stambule nie musieli jednak długo czekać. Po dośrodkowaniu w pole karne i zgraniu piłki przez Osimhena najlepiej w zamieszaniu odnalazł się Mario Lemina, który umieścił piłkę w siatce. Po straconej bramce Liverpool próbował przejąć inicjatywę i dłużej utrzymywać się przy piłce. Goście częściej budowali akcje w środku pola, jednak mieli problemy z tworzeniem klarownych sytuacji bramkowych. Defensywa Galatasaray była dobrze zorganizowana i skutecznie przerywała większość ataków rywali. W środkowej fazie pierwszej połowy gra się wyrównała. Obie drużyny toczyły wiele fizycznych pojedynków w środku pola. Liverpool kilkukrotnie zbliżył się do pola karnego gospodarzy, lecz brakowało mu dokładności przy ostatnim podaniu.
Galatasaray ma patent na Liverpool
Po przerwie Liverpool ruszył do odrabiania strat, jednak w pierwszym kwadransie, poza strzałem Szoboszlaia, nie pokazał niczego szczególnego. „The Reds” prowadzili grę i częściej operowali piłką, lecz drużynie Arne Slota brakowało pomysłu na stworzenie realnego zagrożenia pod bramką gospodarzy. Po 60. minucie mecz zrobił się bardziej otwarty. W 64. minucie do siatki trafił Osimhen, lecz chwilę później sędzia liniowy odgwizdał spalonego. Minutę później doskonałą okazję zmarnował Hugo Ekitike. Po rzucie rożnym do siatki trafił także Liverpool, jednak w tym przypadku sędziowie dopatrzyli się zagrania ręką Konaté. Trudności Liverpoolu w kreowaniu sytuacji wynikały przede wszystkim z bardzo dobrego planu Galatasaray na ten mecz. Gospodarze znakomicie kontrolowali grę bez piłki i groźnie odpowiadali kontratakami. Obrońcy praktycznie wyłączyli zarówno Wirtza, jak i Salaha, na których w dużej mierze opiera się ofensywa Liverpoolu. Obaj nie stworzyli kolegom żadnej klarownej sytuacji.
Galatasaray w pełni zasłużenie wygrał pierwsze spotkanie z Liverpoolem. Zawodnicy Okana Buruka zneutralizowali największe atuty rywala i z podniesioną głową pojadą na rewanż do Wielkiej Brytanii. Z kolei „The Reds” kompletnie zawiedli swoją postawą — z taką grą trudno im będzie myśleć o awansie do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.
