Sobotę z 21. kolejką PKO BP Ekstraklasy zainaugurowało starcie na Stadionie Miejskim im. Józefa Piłsudskiego, gdzie tamtejsza Cracovia podejmowała liderującą Jagiellonię Białystok. Podopieczni trenera Luki Elsnera zamierzali zatrzymać rozpędzonych Białostoczan przed zainkasowaniem pełnej puli punktów. W jesiennej odsłonie tego starcia dzisiejsi gospodarze musieli uznać wyższość Jagi, tracąc aż 5 bramek, a strzelając dwukrotnie. Tym razem kibice nie obserwowali takiej kanonady strzeleckiej.
Absencje w obu drużynach
Po stronie Pasów z udziału w tym meczu przed tygodniem wykluczyli się Oskar Wójcik oraz Karol Knap, którzy dzisiaj zasiedli na trybunach z powodu otrzymanych kartek. To dało szansę do gry: Gustavowi Henrikssonowi oraz Maxime Dominguezowi, dla którego był to debiutancki mecz od pierwszej minuty. Oprócz tego kibice na murawie nie mogli oglądali Jesusa Imaza, którego dotyczy ta sama kara indywidualna jak w przypadku graczy krakowskiej drużyny. Skorzystał z tego Samed Bazdar, strzelec bramki przeciwko Motorowi Lublin. Oprócz tego po raz pierwszy na ławce rezerwowych zasiedli: Gabriel Charpentier i Wiktor Bogacz po stronie Cracovii oraz Kajetan Szmyt po stronie Jagiellonii.
Pierwsza szansa w tym spotkaniu nadarzyła się już w 30. sekundzie rywalizacji. Świetne podanie za linię obrony dostał Martin Minchev, którego strzał skutecznie obronił bramkarz przyjezdnych. Początek pierwszej połowy to głównie naprzemienne ataki obu ekip, lecz nie są na tyle konkretne, by zagrozić strzeleniem bramki. Goście odpowiedzieli pressingiem i próbami ataku skrzydłami – Wdowik szukał dośrodkowaniami kolegów, a Pululu kilka razy próbował wbiegać w wolne przestrzenie między obrońcami.
Pierwsza połowa miała poszarpany rytm. Dużo było gwizdków, przerywania gry i ostrych starć, co przełożyło się na kartki. Szybko napomniany został Pelmard, a później żółte kartoniki zobaczyli też m.in. Praszelik i Traore. Z konkretnych okazji najbardziej zapadła w pamięć próba Wdowika, który uderzył technicznie tuż nad poprzeczką, oraz kilka sytuacji po stałych fragmentach – w polu karnym robiło się nerwowo, ale brakowało czystego, finalnego uderzenia.
Po przerwie obraz gry przez dłuższy czas nie ulegał dużej zmianie, aż do momentu, gdy Jagiellonia dostała prezent po błędzie Cracovii w rozegraniu. W 51. minucie Pululu wyszedł sam na sam z Madejskim, lecz zamiast bramki był tylko strzał obok dalszego słupka. To była sytuacja, po której lider naprawdę mógł – i pewnie powinien – objąć prowadzenie. Później trenerzy zaczęli rotować składem, tempo wzrosło i pojawiło się więcej wejść w pole karne oraz strzałów z dystansu.
W końcówce pachniało golem…
Największe emocje przyniosła końcówka, w której Cracovia przycisnęła. W 85. minucie po rzucie rożnym Traore trafił głową w słupek, a gdy wydawało się, że dobitka musi wpaść, Abramowicz wyciągnął Jagiellonię z opresji, wybijając piłkę z linii bramkowej po uderzeniu Zahiroleslama. Chwilę później Madejski musiał ratować swój zespół po groźnym wstrzeleniu w kierunku Pululu, a w 89. minucie Abramowicz znów był na miejscu po strzale z ostrego kąta. W samej końcówce próbował jeszcze Mazurek, jednak uderzył w boczną siatkę.
Remis oznacza, że Cracovia rzeczywiście zatrzymała lidera i kolejny raz pokazała, że potrafi „punktować” z czołówką, szczególnie u siebie. Jagiellonia natomiast może mówić o niedosycie po niewykorzystanym „sam na sam”, ale wyjeżdża z Krakowa z czystym kontem i punktem, który podtrzymuje jej miejsce na szczycie. Największym beneficjentem sobotniej rywalizacji są jednak rywale, którzy mogą odrobić straty do Cracovii i Jagiellonii Białystok.
