Cracovia przed rozpoczęciem rundy zimowej otrzymała bardzo duży cios w ofensywie. Ich najlepszy napastnik pożegnał się bowiem z klubem po zaledwie pół roku, decydując się na transfer do beniaminka Serie A. Oczywiście w końcówce tamtej rundy nie błyszczał on statystykami, ale dalej stanowił dużą wartość dodaną do siły ofensywnej Pasów. Finalna kwota transferu opiewa na trzy miliony euro!
Szybko zarobione pieniądze
Cracovia ściągnęła Szwajcara za trzysta tysięcy euro przed rozpoczęciem obecnego sezonu. Filip do ligi wszedł z drzwiami i futryną, kapitalnie rozpoczynając sezon. Po czasie jednak jego atuty zaczęły być skutecznie zabijane, a sam zawodnik przestał strzelać gole. Mimo wszystko walcząca we Włoszech o ligowy byt Pisa postanowiła sięgnąć właśnie po niego.
Chociaż Cracovia się osłabia, to już teraz planowane są podobno dwa konkretne wzmocnienia na pozycję napastnika. Do tego w zaledwie pół roku zarobiła dziesięciokrotność tego, co wydała na Stojilkovicia. Sam zawodnik chciał opuścić Kraków, a pion sportowy doszedł do wniosku, że nie ma sensu trzymać go tutaj na siłę, skoro można na nim porządnie zarobić. Po wywindowaniu ceny do granic możliwości pożegnali go bez większego żalu.
Filip jest bardzo jednowymiarowy, a Cracovia miała przez to problemy w kreacji. Gdy nauczono się już odpowiednio ustawiać w meczach z Pasami, ich impet wyraźnie zmalał. Sam zawodnik wystąpił w osiemnastu meczach w barwach biało-czerwonych, zaliczając przy tym siedem trafień oraz dwie asysty. Oczywiście, kibice Cracovii życzyliby sobie scenariusza, w którym szwajcarski napastnik zostałby w klubie i prezentował formę z początku związku z Pasami. Skoro Filip Stojilković nie chciał dalej grać przy Kałuży, a Cracovia zdołała sprzedać go z zyskiem, to trzeba to uznać za scenariusz z rozsądku.
