Arka Gdynia płynie w kierunku ciężkim do sprecyzowania, ale z pewnością nie jest nim utrzymanie w Ekstraklasie. Trudno dopatrzeć się logiki czy konsekwencji w poczynaniach osób zarządzających klubem, które robią zupełnie co innego, niż mówią. Ogłoszona teraz decyzja o półrocznym wypożyczeniu Hide Vitalucciego do Polonii Warszawa to kolejny ruch, który wydaje się po prostu irracjonalny.
Szwarga i logika „Wszystko źle!”
Z pewnością na pozostanie Japończyka z włoskim paszportem w ekipie z Gdyni nie nalegał trener Dawid Szwarga. Ten od dawna dawał 24-latkowi bardzo niewiele szans na pokazanie swoich umiejętności. Zdawał się w ogóle nie doceniać wcześniejszego udziału w wywalczeniu awansu do piłkarskiej elity swojego podopiecznego. Jednocześnie narzekał na nowych graczy, sprowadzanych do zespołu. Dość otwarcie krytykował politykę transferową swoich przełożonych opierającą się na zatrudnianiu zawodników „do wzięcia”, niemających pracodawcy i poszukujących klubu. Miał trochę racji, gdyż często faktycznie nie byli oni przygotowani do rywalizowania na wysokim poziomie i nie stanowili realnych wzmocnień. Mimo wszystko, to właśnie oni otrzymywali od Szwargi wiele minut.
Absurdalny stan rzeczy się więc utrzymywał: trener narzekał na nowe nabytki, ale wciąż stawiał na nich przy ustalaniu składów meczowych, a obrywało się między innymi Bogu ducha winnemu Vitalucciemu. Właściwie, być może dobrze się składa, że teraz będzie on mógł przynajmniej na kilka miesięcy zmienić otoczenie. W zespole Czarnych Koszul ma bowiem szansę trafić na środowisko, w którym będzie traktowany bardziej sprawiedliwie i udowodni swoją sportową wartość.
Polonia ma powody do radości
Z tego transferu czasowego zadowolony może być nie tylko sam zainteresowany, ale i warszawska Polonia. Ta od początku okienka zbroi się pod kątem poszerzenia rywalizacji w środku pola. Za sprawą tych działań lista pomocników Dumy stolicy wygląda już całkiem ciekawie. Do dotychczasowych „dziesiątek” – notującego okazjonalne przebłyski Nikity Vasina i ściągniętego niedawno Marka Mroza – dołącza teraz właśnie Vitalucci. Do dyspozycji sztabu szkoleniowego są także nieco mniej ofensywni Dave Gnaase, Oliwier Wojciechowski czy Benedykt Piotrowski. Brakuje jedynie typowej „szóstki”, kogoś porównywalnego do pożegnanego ostatnio Poczobuta (z czasów swojej świetności). Być może i tę lukę uda się jeszcze załatać, wszak do wznowienia rozgrywek i zamknięcia okna transferowego wciąż długa droga.
W Polonii wszystko jest możliwe, gdyż ta – w przeciwieństwie do Arki Gdynia – na rynku transferowym nie próżnuje. W Arce oczywiście też wszystko może się jeszcze zmienić, ale na razie nic konkretnego na to nie wskazuje. Ta miała bowiem wzmacniać się przed kluczową rundą wiosenną, a na razie jej „wegetacja” nie wiąże się z żadną obiecującą aktywnością. Z takim podejściem do sprawy, w połączeniu z niekonsekwencją trenera i kompletnym skreślaniem niektórych graczy, może być ciężko o odwrócenie niekorzystnej sytuacji w ligowej tabeli.
