Arka Gdynia po spadku z Ekstraklasy musi liczyć się z przebudową kadry. Utrzymanie wszystkich zawodników będzie trudne, tym bardziej że część piłkarzy mimo nieudanego sezonu pokazała się na tyle dobrze, by wzbudzić zainteresowanie innych klubów. Marcin Gruchała nie ukrywał już wcześniej, że Arka nie będzie zamykać się na sprzedaż, jeśli na stole pojawią się konkretne pieniądze. Kluczowe jest jednak to, by nie powtórzyć błędów z przeszłości i nie oddawać najcenniejszych zawodników poniżej ich realnej wartości.
Arka Gdynia szykuje się do rozstań
Najgłośniej robi się wokół Kamila Jakubczyka. To jeden z tych piłkarzy, którzy nawet w trudnym dla Arki sezonie potrafili się obronić. Regularnie grał, dawał energię i pokazał, że ma potencjał na coś więcej niż walkę o powrót do Ekstraklasy. Nic dziwnego, że jego nazwisko zaczęło pojawiać się w kontekście klubów z najwyższej ligi. Wcześniej mówiło się o Koronie Kielce, teraz sytuację zawodnika ma obserwować także Lech Poznań. Dla Arki byłby to temat trudny sportowo, ale potencjalnie ważny finansowo.
Drugim nazwiskiem, które może być latem na rynku, jest Oskar Kubiak. Do Gdyni trafił niedawno, ale szybko zaznaczył swoją obecność. Nie był zawodnikiem anonimowym w grze Arki — dawał konkrety, dokładał bramki i pokazał, że może być kimś więcej niż tylko uzupełnieniem składu. Według nieoficjalnych informacji jego sytuację ma śledzić Slavia Praga. Samo zainteresowanie takiego klubu pokazuje, że Arka ma w kadrze piłkarza, którego wartość może szybko wzrosnąć.
W Gdyni najważniejsze będzie teraz wyważenie dwóch interesów. Z jednej strony klub po spadku potrzebuje pieniędzy i może być zmuszony do sprzedaży. Z drugiej — jeśli Arka naprawdę chce szybko wrócić do Ekstraklasy, nie może latem rozmontować całego zespołu. Przypadek Karola Czubaka pokazał, że decyzje transferowe w takim klubie trzeba podejmować chłodno, a nie pod presją chwili. Dlatego ewentualne odejścia Jakubczyka czy Kubiaka powinny mieć sens nie tylko w Excelu, ale też w planie sportowym na kolejny sezon.

