Dziś w nocy oficjalnie rozpoczął się nowy sezon w światowym tenisie. Najlepsi zawodnicy świata na inaugurację kolejnego cyklu rozgrywek tradycyjnie przybyli do Australii, gdzie będą mierzyć się w wielkoszlemowym Australian Open. Jednak przed tym wielkim wydarzeniem czeka ich kilka mniejszych imprez, których zadaniem jest przygotowanie do pierwszego turnieju Wielkiego Szlema w nowym roku i danie im szansy na rozgrzewkę po ponad miesiącu wakacji.
Na start sezonu 2026 byliśmy świadkami dwóch bardzo jednostronnych pojedynków w drużynowej imprezie: United Cup. Oba z nich miały miejsce na zachodnim wybrzeżu Australii – w mieście Perth. W sesji dziennej reprezentacja Argentyny podejmowała Hiszpanię, która bez Carlosa Alcaraza w składzie nie jest stawiana w roli faworyta.
Jako pierwsi na kort wyszli panowie: Sebastian Baez i Jaume Munar. Według bukmacherów bezproblemowo powinien poradzić sobie tenisista z Półwyspu Iberyjskiego, który był murowanym faworytem do zwycięstwa. Argentyńczyk miał jednak nieco inne plany i w dwóch setach pokonał wyżej notowanego rywala. Oba sety miały bardzo podobny scenariusz. W piątych gemach przełamywał Baez, w kolejnym odłamywał Munar, a w dalszej części każdej z partii tenisista z Ameryki Południowej odbierał mu serwis raz jeszcze. Tym sposobem zwyciężył wynikiem 6:4, 6:4 i zapewnił swojej drużynie prowadzenie 1-0 w całym starciu z Hiszpanią.
W meczu pań pomiędzy Solaną Sierrą a Jessicą Bouzas Maneiro to również zawodniczka z Europy była faworytką. I ponownie jak w przypadku pojedynku męskiego, musiała uznać wyższość niżej notowanej rywalki. Sierra wygrała bowiem 6:4, 5:7, 6:0 i dała Argentynie zwycięstwo. W trzecim secie Hiszpanka praktycznie nie istniała, notując zaledwie 30% skuteczności w akcjach po pierwszym podaniu. Została przełamana trzykrotnie i po dwóch godzinach i trzech minutach zeszła z kortu pokonana.
Tsitsipas i Sakkari ze zwycięstwami
Wieczorem natomiast byliśmy świadkami spotkania pomiędzy Grecją a Japonią. W pierwszym meczu 52. W rankingu WTA Maria Sakkari podejmowała światowy numer “16” – Naomi Osakę. I po raz trzeci dzisiaj zwycięstwo odniosła osoba, niebędąca faworytem. Delikatnie mówiąc: nie był to dzień czterokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej, która zdołała wygrać zaledwie sześć gemów. Nie zaprezentowała się z dobrej strony i w półtorej godziny przegrała spotkanie z Sakkari wynikiem 4:6, 2:6.
Zaraz po nich na korcie w Perth zameldowali się: Stefanos Tsitsipas oraz Shintaro Mochizuki. Po niezbyt udanym początku (0:2 w pierwszej partii) Grek pokazał naprawdę dużą klasę i pewnie pokonał japońskiego rywala. Wychodziło mu dziś prawie wszystko. Forhend, bekhend i serwis stały na niezwykle wysokim poziomie, co wcale nie było takie oczywiste, biorąc pod uwagę, że ostatni mecz Stefanosa miał miejsce w połowie października. A jeśli chodzi o spotkania oficjalne, to ostatnim turniejem greckiego tenisisty był wrześniowy Puchar Davisa, gdzie zagrał dwa pojedynki.
Dzięki dzisiejszej wygranej nad Mochizukim Tsitsipas zagwarantował swojej reprezentacji zwycięstwo w całym starciu z Japonią. I na ten moment Grecja jest liderem w swojej grupie. Podobnie jak w przypadku Argentyny, mecz deblowy nie miał większego znaczenia, ale zarówno Grecy, jak i Argentyńczycy potwierdzi swoją dominację wygrywając także i tam.
Już jutro natomiast czekają nas cztery nowe pojedynki:
Belgia – Chiny (Sydney)
Australia – Norwegia (Sydney)
Francja – Szwajcaria (Perth)
USA – Argentyna (Perth)
