Perfekcyjny start – biorąc pod uwagę wyniki – mocno podniósł morale w Warszawie. Legia pod batutą Marka Papszuna zaczęła bezbłędnie punktować, a liczba wygranych meczów z rzędu wynosiła już sześć. Drużyna przyjechała jednak do Kielc, gdzie Korona nie przywitała jej z otwartymi ramionami. Zjawiński zdobył gola, ale odpowiedział mu Stępiński.
Korona Kielce tydzień temu odpoczywała – mecz z Górnikiem Zabrze przełożony został przez rywali ze względu na grę w eliminacjach europejskich pucharów. Miała więc czas, by przygotować się do meczu z Legią Warszawa. Bez Tamara Svetlina, który jest w trakcie dopinania transferu wychodzącego, podopieczni Jacka Zielińskiego stawiali czoła drużynie, która na początku sezonu wygrała dwa ligowe mecze.
Gra żółto-czerwonych wyglądała nieźle. Morgan Fassbender na tle defensywy rywali doskonale eksponował swoje atuty szybkościowe, przez co sprawiał straszne problemy. Przy fazach przejściowych jego wpływ na ofensywę był nieoceniony. W obronie zaś szefował Ariel Mosór, który panował w powietrzu. Bezbłędny w tej materii nie był natomiast Konstantinos Sotiriou. To właśnie Cypryjczyk źle obliczył tor lotu piłki, przegrał pozycję z Łukaszem Zjawińskim, a Wojskowi cieszyli się z gola. Legia Warszawa wyszła na prowadzenie, bo w jej akcji zagrało wszystko – świetnie dograł Kamil Piątkowski, a kapitalnie główkował Łukasz Zjawiński.
Przyjezdni nie potrzebowali wielu szans, aby objąć prowadzenie. Swoje szanse mieli też Kielczanie, natomiast bardzo dobrze interweniował Otto Hindrich. Czy po jednym ze strzałów Fassbendera, po którym piłka rykoszetowała od Roberta Deziela Jr. i zatrzymała się na poprzeczce powinien być rzut karny? Ręka na powtórkach wydawała się ewidentna. Sędzia Jarosław Przybył z Kluczborka nie rozpatrywał nawet tej sytuacji w ramach przewinienia. Na gola dla gospodarzy trzeba było czekać do 70. minuty. Hindrich odbił strzał Wiktora Długosza z rzutu wolnego na rzut rożny, a po nim wrzutkę na gola zamienił Mariusz Stępiński.
Rozochociła się Korona po tym golu, a Fassbender postraszył ekipę Marka Papszuna strzałem z dystansu – choć niecelny. Hindricha więcej nikt nie zatrudnił, Xavier Dziekoński też pocić się nie musiał, aby ratować wynik. Korona dobrze zamknęła własne pół karne i nie dopuściła do zwycięskiego gola w końcówce. To blok Rafała Augustyniaka w samej końcówce przy próbie strzału Fassbendera okazał się kluczowy dla zachowania wyniku remisowego.



