Wisła Kraków jak dotąd na dwa mecze w PKO BP Ekstraklasie dwa razy przyniosła kibicom dużo emocji. Zarówno spotkanie z GKS Katowice, jak i Piastem Gliwice oglądało się świetnie, a kibice oglądali multum bramek. Domowe starcie z Wisłą Płock wcale się nie różniło od poprzednich. Trener Mariusz Jop postanowił jeszcze bardziej przesunąć wajchę w stronę ofensywy – bo wie, że najlepszą obroną jest atak. Był to strzał w dziesiątkę, bo duet hiszpańskich napastników przyniósł jeszcze przed przerwą dwie bramki.
Jako pierwszy na listę strzelców wpisał się Angel Rodado. Trzykrotny król strzelców Betclic 1. Ligi miał sporo szczęścia – jego uderzenie sprzed pola karnego próbował blokować Marcus Haglind-Sangre. Zrobił to jednak tak, że zmylił leżącego już Rafała Leszczyńskiego, a piłka wpadła do bramki. Kluczowe przy tej akcji było zejście do środka Jakuba Krzyżanowskiego, które wprowadziło sporo chaosu w polu karnym gości. Ponowne prowadzenie 36. minucie dał natomiast niezawodny w tym sezonie Jordi Sanchez. Lider klasyfikacji strzelców polskiej ligi lewą nogą umieścił piłkę w siatce po tym, jak głową zagrywał do niego Alan Uryga. Płocczanie reklamowali faul Hiszpana na swoim stoperze, lecz sędzia Paweł Raczkowski nie zakwalifikował ręki położonej na plecach Szweda jako odepchnięcie. Wydaje się, że słusznie.
I tak mogli być zadowoleni, gdyż arbiter główny wcześniej oszczędził Haglinda-Sangre. Szwedzki obrońca swoim faulem zatrzymał Sancheza, który po opanowaniu piłki miałby prostą drogę do bramki. Za swoją decyzję ukarany został tylko żółtą kartką, natomiast czerwona także powinna się obronić.
Podopieczni Adama Majewskiego przegrywali do przerwy, lecz tylko jedną bramką. Wisła Płock gola rywalom strzeliła po odbiorze w środkowej części boiska i górnym, prostopadłym podaniu do Saida Hamulicia. Bośniak został pozostawiony sam sobie przez defensorów Białej Gwiazdy, ułożył sobie piłkę do strzału i nie dał szans Marcelowi Łubikowi na skuteczną interwencję. Nafciarze mieli jeszcze parę swoich szans, lecz w większości przypadków bramkarz rywali nie musiał się szczególnie męczyć, aby utracie bramki zapobiec.
W drugiej połowie bez goli
Asystujący przy bramce Hamulicia Dani Pacheco musiał w drugiej połowie opuścić boisko ze względu na uraz barku. Brak kreatywnego pomocnika był ujmą na jakości technicznej płockiej drużyny. Krakowska Wisła także jakby spuściła z tonu, lecz to ona miała wynik. Po jednym fatalnym zagraniu Sancheza Hamulić przetestował ze znacznego dystansu Łubika, lecz bramkarz gospodarzy bardzo spokojnie interweniował w każdej sytuacji. Hiszpański napastnik mógł naprawić swój błąd i dać spokój, lecz koślawo zabrał się do wykończenia dośrodkowania z lewej strony, w efekcie czego w ogóle nie trafił w piłkę.
Wisła Płock próbowała jednak do samego końca doprowadzić do remisu – Marcin Kamiński po jednym z rzutów wolnych w czystej sytuacji główkował w słupek. Pech kapitana gości, gdyż Łubik stał jak wryty i przy celniejszym uderzeniu nie zdążyłby z interwencją. Wisła Kraków też miała okazję w końcówce – wprowadzony na boisko Rafał Mikulec przegrał jednak rywalizację jeden na jeden z Leszczyńskim. Na sam koniec obejrzeliśmy jeszcze indywidualną akcję Macieja Kuziemki zakończoną strzałem, lecz po złapaniu piłki przez bramkarza gości drugie zwycięstwo Białej Gwiazdy stało się faktem.



