Udany powrót Jamesa Rodrigueza i spółki na mundial. Kolumbia po nieobecności na turnieju w Katarze wróciła na mistrzostwa głodna dobrych wyników. Na start udało się jej wygrać 2:1 z Uzbekistanem. Trzeba oddać drużynie ze strefy azjatyckiej, że jako debiutant na światowym czempionacie wiele zrobiła, aby uprzykrzyć życie rywalom. Ostatecznie Los Cafeteros przezwyciężyli trudności dzięki postawie Luisa Diaza.
Podział ról tej rywalizacji był jasny. Kolumbia, jako że posiada znacznie bardziej jakościową kadrę, przejęła inicjatywę i musiała zachowywać czujność w fazach przejściowych. W owych fazach natomiast swoich nadziei upatrywała drużyna Paolo Cannavaro. Teoretycznie miała argumenty, aby sprawiać rywalom problemy po kontrach – solidną organizację gry oraz wybieganych poszczególnych graczy. W aspekcie fizycznym Uzbecy stawiali największe wyzwanie, co nie dziwi w kontekście reprezentacji kraju, w którym bardzo popularny jest boks i w tej dyscyplinie święci on wielkie triumfy.
Kolumbia długo grała w szachy z Uzbekistanem
Los Cafeteros jednak bardzo dobrze radzili sobie w siłowych i biegowych pojedynkach. Nie wymiękł Johan Mojica, mierzący się z eksplozywnym Bekhruzem Karimovem, a Jhon Lucumi oraz Davinson Sanchez nie pozwolili przeciwnikowi zawiesić zbytnio gry na jego kapitanie Eldorze Shomurodovie. W pierwszej połowie Uzbecy oddali zaledwie jeden strzał – dopiero w doliczonym czasie po rzucie rożnym.
Z kolei w ataku południowoamerykańska ekipa męczyła się trochę bardziej. Uzbekistan mocno pracował bez piłki i rzadko zostawiał przestrzeń. Kolumbijczycy szukali przerzutów, ale adresaci podań natychmiast zyskiwali cień w postaci któregoś z rywali. Atuty ich indywidualności były znacznie niwelowane. Długo spotkanie toczyło się pod dyktando azjatyckiego zespołu, jeśli mowa o planie na fazy bez posiadania piłki. Najlepsze okazje mieli Jhon Arias, który mógł uderzyć z dystansu po wysokim odbiorze oraz Luis Diaz, gdy podopieczni Nestora Lorenzo złapali Białe Wilki na drobnej dezorganizacji i rozerwali jej linię obrony.
W końcu Kolumbii udało się objąć prowadzenie. Luis Diaz w 41. minucie cofnął się trochę niżej i otrzymał piłkę. Natychmiast wypatrzył wbiegającego za defensorów Daniela Munoza, więc posłał do niego długie podanie. Prawy obrońca dostawił nogę, nie dając Utkirowi Yusupovowi żadnych szans na interwencję. Bramkarzowi zabrakło refleksu, bo strzał Munoza przeleciał nad nim.
Uzbekistan kolejnym outsiderem, który zaskoczył
Objęcie prowadzenia przez Los Cafeteros nie oznaczało, że starcie się dla nich skończyło. Przeciwnie, dalej mieli twardy orzech do zgryzienia. Uzbecy zrobili się trochę odważniejsi, choć nie tworzyli sobie szczególnych sytuacji. Mimo to zaprogramowali się na gonienie wyniku. I dogonili go w 60. minucie po składnej akcji, zakończonej centrą Dostonbeka Khamdamova do Shomurodova. Były napastnik AS Romy kopnął z woleja. Camilo Vargas próbował zatrzymać strzał, ale piłka prześlizgnęła się, po czym odbiła od słupka. Z tego skorzystał Abbosbek Fayzullaev, który wyrównał.
Kolumbia wzięła się więc raz jeszcze za rozmontowanie obrony Uzbekistanu. Po trzech minutach od wyrównania zamieszała trochę w szesnastce rywala, ale ani Luis Suarez, ani Arias, ani Diaz nie znaleźli dobrej pozycji do strzału. Pomocną dłoń wyciągnął chwilę później… Shomurodov. Snajper dał sobie odebrać futbolówkę pod presją Jeffersona Lermy oraz Gustavo Puerty. Ten drugi zaraz potem uruchomił Diaza. Skrzydłowy Bayernu Monachium pokonał mocnym strzałem Yusupova.
Od tego momentu Kolumbijczycy zaczęli pilnować korzystnego rezultatu, jednocześnie szukając kolejnego trafienia. Musieli to zrobić, bo przeciwnicy dalej naciskali. Długo jednak nie mogli zaserwować porządnego konkretu i końcówka zrobiła się nerwowa. W 90. minucie w pole karne został wprowadzony Akmal Mozgovoy, który uderzył groźnie, ale nie dokręcił piłki. Szansę miał też ponownie Shomurodov, ale pod kryciem Ariasa nie oddał czystego strzału – natomiast Vargas musiał zachować czujność i złapać podbitą futbolówkę.
Białe Wilki w doliczonym czasie naprawdę przycisnęły rywali. Zabrakło im tylko odrobinę jakości w finalizacji ataków. Spotkanie ostatecznie zamknął gol w 9 minucie doliczonego czasu – niekryty Jaminton Campaz wykorzystał dośrodkowanie Cucho Hernandeza.

