Tottenham na szczycie, Arsenal na dole – podsumowanie 3. kolejki Premier League

Pierwsza przerwa na reprezentacje to czas na pierwsze wiążące wnioski. Czy Tottenham, jedyny zespół z kompletem punktów, zasłużenie okupuje fotel lidera? Kto bardziej przekonał w hicie kolejki, który skończył się remisem? Jakie zmiany w systemie swojego zespołu dokonali Jurgen Klopp i Pep Guardiola? Kogo gra mimo słabych wyników może się podobać? Czy Arsenal rzeczywiście jest tak słaby, jak wskazuje tabela? Na te i wiele innych pytań odpowiedzi znajdziecie w naszym subiektywnym podsumowaniu 3. kolejki Premier League. Nie omijamy żadnego klubu. Zapraszamy.

1. Tottenham

Koguty jako jedyny zespół wyjeżdża na zgrupowanie kadry z kompletem punktów. Trzy zwycięstwa 1:0 odniesione w dość podobnym stylu. Nie powiemy, że zespół Nuno Espirito Santo bryluje w ofensywie. Możemy postawić tezę, że imponuje defensywą, bo bramki w tym sezonie jeszcze nie stracili, aczkolwiek znaleźlibyśmy zespoły, które dopuściły rywali do mniejszej liczby okazji w tych pierwszych trzech meczach. Z Watfordem (1:0) mieli sporo problemów, aby przełamać defensywę głęboko broniącego rywala.

2. West Ham

Ofensywa Młotów się nie zatrzymuje, a głównym maszynistą tego pociągu nadal jest Antonio. Z Palace (2:2) zawiodła defensywa i zespół Moyesa stracił pierwsze punkty. West Ham generalnie nie dopuszcza do wielu sytuacji, ale jeśli już to robi to rywale mają bardzo dogodne pozycje do strzałów. Szczególne brakuje krycia w polu karnym i rozwiązaniem na te problemy ma być Kurt Zouma. West Ham wysłuchał m.in. moich apelów z poprzedniego podsumowania i na ostatniej prostej dopina kilka transakcji przed walką w LE.

3. Manchester United

Pomimo zwycięstwa z Wolves (0:1) ciężko chwalić MU za to spotkanie. Czyste konto to wypadkowa nieskuteczności przeciwnika i dobrej postawy De Gei, a z gry zespół też nie zasłużył na gola. Brakowało płynności w zawiązywaniu akcji, lepszej reakcji po stracie piłki i kontroli środka pola. Udany debiut okraszony asystą zaliczył Varane, gorsze wejście do zespołu ma Sancho i nie wiem, czy w jego miejsce nie lepiej było sprowadzić defensywnego pomocnika. Po przerwie na reprezentację wszyscy czekamy na debiut CR7.

4. Chelsea

Mimo, że Liverpool był stroną przeważającą to okoliczności – miejsce rozgrywania spotkania oraz rzut karny i czerwona karta dla Reece’a Jamesa w końcówce pierwszej połowy – sugerują, że głośniejszy sygnał w kontekście faworyta do tytułu wybrzmiał z obozu The Blues. Chelsea po zmianie stron w osłabieniu broniła głęboko, ale nie dopuściła rywali do żadnej „dużej okazji”. Zmiany Tuchela okazały się trafne, defensywa potwierdziła niesamowitą jakość, a co jakiś czas jego zespół potrafił nawet odgryźć się kontratakiem.

5. Liverpool

Mecz z Chelsea potwierdził, że The Reds to jeden z głównych kandydatów do tytułu, choć brakowało im postawienia kropki nad „i”. Jurgen Klopp powtórzył taktykę z meczu z Burnley z wystawieniem Harveya Elliota w środku pomocy, który schodził blisko prawej linii bocznej tworząc tam przewagę i pozwalając ścinać do środka Alexandrowi-Arnoldowi. Powrót Fabinho na „6-tkę” sprawił także, że Liverpool wyglądał solidniej w tyłach. Ale tym razem – mimo lepszej postawy defensywy – nie udało się utrzymać czystego konta.

Średnie pozycje piłkarzy Liverpoolu. Alexander-Arnold (nr 66), Elliot (nr 67) i Salah (nr 11) grali blisko prawej strony; sofascore.com

6. Everton

Rafa Benitez nie był witany przy Goodison z otwartymi ramionami, ale od początku pokazuje, że fachowcem jest niezłym. Everton jest nieco innym zespołem niż przed sezonem. Wcześniej często ospali i powolni, teraz energiczni i dynamiczni. Skrzydłowi potrafią napędzać ataki, a środek pola z Allanem i Doucoure wygląda bardzo solidnie w destrukcji i zapewnia wsparcie ataku. Pytanie, czy w dalszej części sezonu kontuzje znów nie zweryfikują negatywnie włodarzy Evertonu w kontekście budowy kadry.

7. Manchester City

Ostatnie trzy spotkania na Etihad w Premier League (wliczając w to ubiegły sezon) to trzy zwycięstwa po 5:0. W ten weekend ofiarą był Arsenal. Pep Guardiola podtrzymał zestawienie ofensywy z poprzedniego meczu próbując jeszcze raz wariantu z Gabrielem Jesusem na prawym skrzydle i Ferranem Torresem na szpicy. System ten ponownie zdał egzamin. Przy każdej bramce udział miał przynajmniej jeden z w/w dwójki, a większość zagrożenia Obywatele tworzyli właśnie prawą stroną.

Pozycje, z których piłkarze Man City tworzyli sytuacje (asysty na zielono); fantasyfootballscout.co.uk

8. Brighton

Porażka z Evertonem (0:2) to pierwsze stracone punkty przez podopiecznych Grahama Pottera w tym sezonie. To nie był przekonujący mecz w wykonaniu Brighton i mam wrażenie, że tam jest trochę za mało jakości w ofensywie. Często chwalimy Mewy za styl gry, wypracowywanie okazji, jednak brakuje mi tam postaci, która byłaby liderem tej formacji, która pociągnęłaby grę, kiedy nie idzie. Kogoś takiego brakowało właśnie w ten weekend i zespół dość łatwo oddał mecz.

9. Leicester

Kiedy patrzę w tabelę naprawdę dziwię się, że Lisy mają 6 punktów. Dla mnie to jedno z największych rozczarowań na starcie sezonu. Każdy mecz na minus biorąc pod uwagę oczekiwania. Z Norwich (2:1) też nie przekonali. Defensywa z Soyuncu i Amarteyem wygląda bardzo słabo. Ciężko mi też zrozumieć decyzję Rodgersa z trzymaniem Iheanacho na ławce. Teraz, kiedy Perez pauzuje za czerwoną kartkę jest idealna okazja, aby ponownie wrócić do systemu z Nigeryjczykiem obok lub za plecami Vardy’ego.

10. Brentford

W poprzednim podsumowaniu pisałem, że do utrzymania niewątpliwie potrzebna jest – po pierwsze – przyzwoita defensywa, którą Brentford posiada. Po drugie, skuteczny napastnik. Ivan Toney w meczu z Aston Villą (1:1) właśnie zdobył pierwszego gola w tym sezonie. Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz dla beniaminków – stałe fragmenty gry. A ekipa Thomasa Franka ma wiele do zaoferowania w tym aspekcie gry. W ten sposób Pszczoły strzeliły dwie z trzech bramek w pierwszych trzech spotkaniach.

11. Aston Villa

Aston Villa dalej gra słabo, ale cały czas ma alibi. W ten weekend wrócił Watkins i przez 11 minut, które przebywał na boisku rozruszał nieco grę, ale nie było też skrzydłowych Traore i Baileya. Ponadto tuż przed meczem z kontuzją wypadł Mings, a covida złapał McGinn. Na kadrę jadą z kolei Buendia i Martinez, a jako, że Argentyna jest na czerwonej liście to po powrocie do Anglii czeka ich kwarantanna. Tak więc na pełną wersję Aston Villi po obiecującym oknie transferowym chyba jeszcze trochę poczekamy.

12. Watford

W meczu z Tottenhamem (0:1) Szerszenie udowodniły, że nie przypadkowo mieli najlepszą defensywę w poprzednim sezonie Championship. Watford ustawił się w głębokiej defensywie i nie dopuszczał do dogodnych sytuacji. Rywale oddawali głównie strzały z niską szansą powodzenia. To sprawiło, że Bachmann zaliczył aż 7 interwencji, co jest aktualnym rekordem tego sezonu Premier League. Jednak bramkarz nie popisał się przy straconym golu, w którym dośrodkowanie Sona z rzutu wolnego trafiło do siatki.

Strzały, do których dopuścił Watford w meczu z Tottenhamem. Żaden z nich nie został zakwalifikowany przez Optę jako „duża okazja” (big chance); fantasyfootballscout.co.uk

13. Southampton

Chyba można zaryzykować tezę, że Święci pomału wracają na dobre tory. Remis z Newcastle (2:2) to nie najlepszy rezultat, ale patrząc na grę można być bardziej optymistycznie nastawionym. Hasenhuttla z pewnością zadowala liczba wykreowanych sytuacji z gry, bo w poprzednim sezonie często było to problemem zespołu. Adam Armstrong dobrze wprowadził się do zespołu, a dłuższa przerwa sprawiła, że zespół jest lepiej przygotowany fizycznie do swojego systemu gry, który wymaga ogromnej intensywności.

14. Crystal Palace

Conor Gallagher. Te dwa słowa mówią wiele o Crystal Palace w meczu z West Hamem (2:2). Wypożyczony z Chelsea pomocnik rozegrał kapitalne zawody. Strzelił dwa gole, był głównym motorem napędowym zespołu i to jego zasługom trzeba przede wszystkim zapisać punkt wywieziony z London Stadium. Choć zespół Patricka Vieiry różni się stylem gry od tego dowodzonego przez Roya Hodgsona to patrząc na wyniki możemy odnieść wrażenie, że nic się nie zmieniło.

15. Leeds

W meczu z Burnley (1:1) stała się rzecz niespotykana. Marcelo Bielsa zmienił ustawienie zespołu na trójkę środkowych obrońców. Spowodowane było to głównie nieobecnością Mateusza Klicha i Juniora Firpo (obaj COVID-19) i koniecznością przesunięcia Dallasa na lewą obronę. Leeds nie zagrało dobrze. Do tego, że pozwalają rywalom na zbyt wiele już zdążyliśmy się przyzwyczaić, ale biorąc pod uwagę formę rywala więcej spodziewaliśmy się po ofensywie. A Pawie pierwszy celny strzał oddały w 86. minucie.

Średnie pozycje zawodników Leeds przeciwko Burnley; sofascore.com

16. Burnley

To był prawie typowy mecz Burnley Seana Dyche’a w primie. Niemniej jednak, The Clarets w końcówce meczu dali sobie wyszarpać zwycięstwo i ostatecznie podzielili się punktami z Leeds (1:1). To efekt tego, o czym piszę tutaj bardzo często od pewnego czasu. Burnley zatraciło gdzieś swoją solidność w defensywie, z której tak słynęli. Podobnie jest z atutem własnego boiska. Wyjazdy na Turf Moor nigdy się nikomu dobrze nie kojarzyły, a w niedzielę The Clarets przedłużyli serię bez zwycięstwa na tym obiekcie do 12 meczów.

17. Newcastle

1 punkt na koncie Srok po trzech meczach spowodowany jest głównie postawą defensywy. Biorąc pod uwagę siłę rywali, z którymi się mierzyli, liczbę straconych goli i liczbę sytuacji, do których dopuszczali Newcastle jest w mojej ocenie obecnie najgorszą defensywą ligi. W tej kolejce Southampton stworzyło sobie przeciwko nim 6 „dużych okazji” i ponad 3 xG. Steve Bruce musi modlić się o zdrowie dla Calluma Wilsona, bo przy jego kontuzji równie krucho może być pod bramką przeciwnika.

18. Wolverhampton

Wilki co mecz przeżywają deja vu. Z przebiegu gry są raczej lepszym zespołem, stwarzają sobie okazje, ale ostatecznie ciągle to samo – 0:1 w plecy. Największą zagadką podczas przerwy reprezentacyjnej będzie to jakim cudem Wolves nie strzeliło jeszcze gola. 57 strzałów i ponad 5 xG (goli oczekiwanych), a mimo to bez trafienia do siatki. Szkoda mi w tym wszystkim Bruno Lage’a, bo on za piłkarzy do siatki nie trafi. Od następnej kolejki wchodzą już w łatwiejszy kalendarz, więc być może worek z bramkami się rozwiąże.

Wszystkie strzały Wolves w pierwszych trzech meczach Premier League (im większe kółko tym lepsza okazja); fantasyfootballscout.co.uk

19. Norwich

Kanarki cały czas są bez punktów, ale występ z Leicester (1:2) dał pozytywne sygnały. Ekipa Daniela Farkego – podobnie, jak w meczu z Liverpoolem – pokazała, że w ofensywie ma argumenty i może postraszyć każdego. Warto też zaznaczyć – i sam trener o tym mówił w którymś z wywiadów – że Norwich miało zaburzony okres przygotowawczy przez ognisko koronawirusa w zespole. Tak więc po przerwie reprezentacyjnej powinniśmy zobaczyć ten zespół w lepszym wydaniu.

20. Arsenal

To był absolutnie koszmarny występ Arsenalu (0:5 z Man City). Wychodząc na drugą połowę z bagażem trzech bramek nawet nie spróbowali zmienić rezultatu. Bierna postawa i przesuwanie na własnej połowie. Jeden strzał w meczu. Żadnego wyjścia z kontratakiem i 14% posiadania piłki po zmianie stron. Tylko oddanie piłki i czekanie na egzekucję. Mentalne San Marino. W drugiej połowie rywal oddał aż 21 strzałów. Okej, Kanonierzy grali w osłabieniu, ale City też nie wrzuciło najwyższego biegu.

Obserwuj autora na Twitterze i Facebooku

REKLAMA
Paweł
Paweł
W szeregach Mistrzów od czerwca 2019. Najczęściej piszę o Premier League, ale od czasu do czasu staram się też podejmować inne tematy. Fan Arsenalu. Burnley - Watford to najlepszy sposób na spędzenie piątkowego wieczoru.
PODOBNE
REKLAMA
101,885FaniLubię
10,659ObserwującyObserwuj
576ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ