Inter, czyli „piłkarski recykling” na najwyższym poziomie

Cały piłkarski świat poznał wczorajszego wieczoru pierwszego finalistę Ligi Mistrzów. To Inter, który pokonał w dwumeczu AC Milan 3:0. Jedną z rzeczy, która może intrygować w kontekście sukcesu Nerazzurrich, jest niewątpliwie skład osobowy tej drużyny. Praktycznie każdy postronny kibic kojarzy takie postaci jak Lautaro Martinez, Romelu Lukaku, czy Nicolo Barella. Natomiast pośród powszechnie znanych i popularnych gwiazd, ważną rolę odegrali także gracze z różnych powodów niedoceniani. Są to nie tyle piłkarze anonimowi, co na swój sposób nieoczywiści. Ludzie po przejściach, wciąż pragnący coś udowodnić i zapisać się na kartach futbolowej historii jak nigdy wcześniej. Kim są ci niespodziewani bohaterowie? Zapraszamy do tekstu!

Andre Onana

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu przebywający na zawieszeniu wystosowanym przez UEFA w ramach kary za praktyki antydopingowe. Zapewne kojarzycie temat, bo o aferze wokół ówczesnego bramkarza Ajaxu było wtedy naprawdę głośno. Wielu sądziło, że taki wybryk definitywnie przekreśli jego karierę piłkarską. A w najlepszym wypadku Kameruńczyk znajdzie miejsce w jakimś mniej prestiżowym klubie i nigdy nie zazna smaku gry na najwyższym poziomie.

REKLAMA

Jednak los podarował Onanie szansę, którą ten wykorzystał znakomicie. 27-latek wszedł do ekipy Nerazzurrich podobnie jak Mike Maignan do Milanu w poprzednim sezonie, czyli razem z drzwiami i futryną. W Serie A stanowi pewny punkt zespołu – zanotował 8 czystych kont w 22 występach oraz 54 interwencje, w tym kilka naprawdę wysokiej klasy. Ale to jego statystyki w Lidze Mistrzów robią największe wrażenie. 8 czystych kont w 12 meczach. 44 interwencje, w tym 3.7 interwencji na mecz i skuteczność na poziomie 81%. Absolutnie topowe liczby, których nie powstydziłby się Thibaut Courtois, czy Marc-Andre Ter Stegen. Prawdziwe piłkarskie odkupienie.

Francesco Acerbi

Piłkarz, który piłkarskie Włochy zna od podszewki. Grał w Chievo, Genoi, Milanie, Sassuolo, a ostatnie lata spędził w Lazio. W lutym skończył 35 lat i wydawało się, że najlepsze w piłce ma już za sobą. W zeszłym sezonie Acerbi wdał się w konflikt z rzymskimi kibicami, którzy nie chcieli już Francesco w swoim klubie. Włoski defensor postanowił pójść im oraz klubowi na rękę – udał się na roczne wypożyczenie do Interu. Z góry można było zakładać, że 29-krotny reprezentant Włoch będzie w Mediolanie jedynie zmiennikiem. Konkurencja w postaci Skriniara i De Vrija wydawała zbyt duża dla starzejącego się obrońcy.

Tymczasem Acerbi dość niespodziewanie wygryzł ze składu gwiazdorskie nazwiska, wcielając się w rolę defensywnego profesora. Niczym prawdziwy weteran pokazał, że mimo dość zaawansowanego wieku potrafi wskoczyć na najwyższy poziom kiedy jest taka potrzeba. Umiejętnie zarządza młodszymi kolegami w linii obrony, wygrywa większość pojedynków, czyści zagrożenie w „oldschoolowy” sposób, korzystając przede wszystkim z prostych środków. Bo takiej właśnie prostoty i solidności często nowoczesnym obrońcom brakuje. Środkowy obrońca z krwi i kości, o którym można powiedzieć, że to trochę taki „mediolański Kamil Glik” 😉

Henrikh Mkhitaryan

Przechodzimy do środkowej części boiska, a tam… futbolowy kameleon z Armenii. Henrikh Mkhitaryan to prawdopodobnie jeden z najbardziej elastycznych taktycznie piłkarzy ostatniej dekady. Nie wierzycie? Tak wg portalu „Transfermarkt” prezentuje się statystyka występów Henrikha na poszczególnych pozycjach:

  • ofensywny pomocnik – 225 rozegranych spotkań
  • prawy skrzydłowy – 108 spotkań
  • lewy skrzydłowy – 85 spotkań
  • środkowy pomocnik – 78 spotkań
  • cofnięty napastnik – 10 spotkań

Kiedyś był to przebojowy, ofensywny zawodnik, który imponował przede wszystkim liczbami. Dziś, w wieku 34 lat, „przebranżowił” się na środkowego pomocnika, który emanuje intensywnością i wyróżnia się pracą w defensywie. To jeden z tych graczy, na których nie zwraca się zbytnio uwagi w trakcie meczów, za to niezwykle cenią ich trenerzy i koledzy z drużyny. Chyba najlepiej pokazuje to fakt, że Mkhitaryan to pierwszy piłkarz, któremu udało się awansować do finałów Ligi Europy, Ligi Konferencji oraz Ligi Mistrzów. Kto by pomyślał, prawda?

Hakan Çalhanoğlu

Można powiedzieć, że Turek to nieco inna para kaloszy. W końcu ani on stary, ani też pozbawiony statusu gwiazdy. A jednak czegoś mu jak dotąd brakowało. Kiedy w 2017 roku trafił do Milanu za 23 mln euro, na San Siro widziano w nim potencjał nie tylko na znakomitą obsadę pozycji nr „10”, ale również lidera Rossonerich. Niestety, przez 4 lata pobytu w czerwonej części Mediolanu, taką postacią Hakan się nie stał. Reprezentant Turcji przygasał w wielu ważnych meczach, nie potrafił utrzymać stabilnej, wysokiej formy na przestrzeni sezonu. Postanowił zatem zmienić otoczenie i wyszło tak, że trafił do drużyny największego wroga swojego poprzedniego klubu – Interu. Mimo, że Hakan odnalazł się w ekipie Nerazzurrich doskonale, rozgrywając swój najlepszy sezon we Włoszech, to skończyło się ironią losu. Mistrzostwo w sezonie 21/22 zdobył Milan, a rok wcześniej Inter, kiedy Calhanoglu był jeszcze piłkarzem Milanu. Piłkarsko było lepiej, ale prywatna gablota wciąż pozostawała dość skromna.

Co należało zrobić? Postawić pokorę nad ego i wszelaką obsesją na punkcie sukcesu i zejść piętro niżej. Dosłownie, bo pomocnik Interu gra w ostatnich miesiącach znacznie częściej jako defensywy pomocnik, ustawiony bardziej w głębi boiska. Z początku była to próba zastąpienia przez Simone Inzaghiego Marcelo Brozovicia. Chorwat występujący nominalnie w tej roli grał poniżej optymalnego poziomu, a Hakan odnalazł się tam doskonale. Kreatywność i technika Turka okazała się w tym miejscu jeszcze bardziej pożyteczna dla reaktywnego stylu gry Interu, niż kiedy 29-latek znajdował się wyżej. W efekcie Calhanoglu zanotował dwumecz klasy światowej przeciwko Milanowi, ogromnie przyczyniając się do udziału Interu w finale Ligi Mistrzów.

Edin Džeko

Często na ustach fanów piłki pojawiają się Olivier Giroud, Karim Benzema, czy nawet obserwujący z trybun Zlatan Ibrahimović. Ale pośród wiekowych napastników szczególnie niedocenianą persona wydaje się być Edin Dzeko. Bośniak ma już na swoim koncie ponad 300 goli w seniorskim futbolu. W najlepszych europejskich ligach występuje od ponad 15 lat. Grał dla Wolfsburga, Manchesteru City, Romy, a od 2021 roku strzela dla Interu. I co kluczowe – mimo 37 lat na karku, wciąż trzyma poziom.

REKLAMA
  • Sezon 21/22 – 17 goli, 10 asyst w 49 występach
  • Sezon 22/23 – 14 goli, 5 asyst w 48 występach

Patrząc na same statystyki odnośnie bramek i asyst, moglibyśmy po prostu powiedzieć: „nie jest źle, zawsze dołoży swoją cegiełkę”. Ale kiedy przyjrzymy się uważnie jego postawie na boisku oraz czasie, jaki spędza na boisku na przestrzeni całej kampanii, szacunek do napastnika Interu wzrasta natychmiastowo. W poprzednim sezonie Dzeko przebywał na murawie łącznie przez 3370 minut. Więcej w nogach miało tylko 4 graczy z pola – Skriniar, Barella, Perisić i Brozović. W ramach bieżącej kampanii Edin nabił już 2733 minuty, co biorąc pod uwagę powrót Romelu Lukaku również może imponować. A jakim sposobem Bośniak wygrywa rywalizację o miejsce w wyjściowym składzie ze zdecydowanie młodszym Belgiem? Przede wszystkim pracą dla zespołu. Dzeko to chodząca definicja „dziewiątki” wspierającej kolegów. Czy to za pomocą wygrywanych pojedynków, przetrzymywaniem piłki, pressowaniem, czy rozgrywaniem. Fakt, że stać go na taki wysiłek w wieku 37-lat, jest naprawdę godny podziwu.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    108,069FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ