Co powołania mówią o Janie Urbanie? [Opinia]

Kolejne okienko reprezentacyjne kolejny szum w związku z powołaniami Jana Urbana. Decyzje selekcjonera ponownie spotkały się z mieszanymi odczuciami. Z jednej strony pocieszająca jest obecność większej liczby zawodników z Ekstraklasy, a z drugiej niektóre wybory personalne budzą wątpliwości. Choć nie wszyscy widzą w wyborach trenera logikę, wydaje mi się ona jednak w jakimś stopniu dostrzegalna.

Generalnie niezgoda z konkretnymi powołaniami to już stały krajobraz w dyskusjach o polskiej piłce reprezentacyjnej. Raczej od lat nie widziałem jednomyślności w reakcjach na listę powołań. Trudno jej oczekiwać, bo to akurat nie jest możliwe. Mówiąc pół żartem, zawsze znajdą się malkontenci z parafii Jana Tomaszewskiego – a na serio, to wszędzie da się znaleźć dziurę w całym. Czekam na takie jedno zgrupowanie, gdy wybory personalne będą powodować marginalne niezadowolenie.

REKLAMA

Ze względu na zawirowania wokół powołań w marcu, czekało się na kolejną przerwę reprezentacyjną. Chodziło o przekonanie się, jakie spojrzenie na kadrę ma trener Jan Urban. Teraz, zerkając na listę, wiadomo, że nie zależy mu na popularności i ma swój własny system, według którego ustala hierarchię. 

Mońka to ten sam przypadek, co Pietuszewski i Potulski

Wiele głosów krytykuje brak powołania dla Wojciecha Mońki. Sam należę do tego grona, jestem bowiem fanem talentu 19-latka. Obserwujemy jednak schemat już dobrze znany. Pierwszy tego rodzaju zgrzyt między opinią publiczną, a selekcjonerem, wydarzył się w kwestii Oskara Pietuszewskiego. Zastanawiające było, jak to możliwe, kadra rezygnuje z tak błyskotliwego zawodnika. Musiało minąć około pół roku, aby młody skrzydłowy otrzymał zaproszenie. Z kolei w marcu na liście zabrakło Kacpra Potulskiego, co ponownie wywołało falę oburzenia. Ponownie potrzeba było czasu, tym razem nieco mniej, aby defensor 1. FSV Mainz został uwzględniony w zespole.

Przypadki Pietuszewskiego oraz Potulskiego pokazały, trenerowi Urbanowi nie zależy na podejmowaniu popularnych decyzji. Obu piłkarzy miał na radarze, ale raczej zamierzał porządnie się upewnić, że żaden z nich nie okaże się efemerydą i nie zniknie tak szybko, jak by się pojawił. Wolał zachować cierpliwość i dać sobie kilka miesięcy na weryfikację kandydatów, a dopiero potem, gdy będzie pewien, wziąć ich do reprezentacji. Najprawdopodobniej to samo dzieje się z Mońką. 

Nie chcę rozstrzygać, czy szkoleniowiec prowadzący reprezentację robi dobrze, czy źle. Trudno nie dostrzec, że wykonuje pracę po swojemu i trzyma się własnych przekonań. Ma bardziej konserwatywne spojrzenie na pewne sprawy, ale raczej nie można mu zarzucić zamkniętej postawy. Bądź co bądź zarówno skrzydłowy FC Porto, jak i obrońca ekipy z Moguncji, w końcu pojawili się na liście wybranych. Powołania Norberta Wojtuszka, Karola Czubaka, Oskara Wójcika i Mateusza Żukowskiego sugerują, że Urban szuka świeżości. Stara się wpuszczać powietrze, ale nie robić tego gwałtownie, poprzez przeciąg. 

Co z Bułką, Piotrowskim i Kapustką?

Są takie sytuacje, gdy trzeba zrewidować rzeczy, które się powiedziało. Tak sprawa ma się z powrotem Marcina Bułki. Jeszcze w połowie poprzedniego roku trener mówił o tym, że notowania bramkarza po transferze do Arabii Saudyjskiej mocno spadły.

W pewien sposób tracimy go z pola widzenia. Chodzi o to, jakie wymagania stawia przed nim ta liga. Mamy kilku dobrych bramkarzy. Na pewno taki kierunek nie pomaga Bułce – powiedział Jan Urban.

Faktycznie, we wrześniu poprzedniego roku golkiper NEOM SC nie przyjechał na kadrę. Podczas kolejnych przerw też był pomijany, ale już ze względu na poważną kontuzję. Wystarczyło jednak pięć występów od powrotu w kwietniu, żeby 26-latek wrócił do zespołu narodowego. Świadczy to o znacznym zawężeniu pola manewru na tej pozycji. Łukasz Skorupski przez uraz grał mało, a Bartłomiej Drągowski nieszczególnie zachwycał w Widzewie Łódź. Ciekawą rzeczą byłoby zobaczenie w kadrze Xaviera Dziekońskiego, natomiast poziomem raczej nie przebiłby bramkarzy, których wzięto do drużyny. Jan Urban wybrał więc zawodnika o wyrobionej marce, nawet jeśli z dalekiego kierunku.

Natomiast powołania dla Bartosza Kapustki oraz Jakuba Piotrowskiego nie dziwią z innych względów. Pierwszy jawi się jako typowy zadaniowiec trenera. Każdy selekcjoner posiada przynajmniej jednego gracza, który może się nie wyróżnia, lecz pasuje do układanki. Chyba takiego kogoś stara się zrobić z pomocnika Legii Warszawa trener Orłów.

REKLAMA

Z kolei w Piotrowskim sternik reprezentacji musi coś po prostu widzieć. Być może zdecydował, że na najważniejsze mecze eliminacji i baraży nie ma na niego miejsca, ale chce mu dać jeszcze przestrzeń na pokazanie się. Nie jest przypadkiem, że 28-letni gracz środka pola Udinese tak często występuje w swoim klubie. Oczywiście – Serie A przez ostatnie lata mocno zaniżyła poziom, ale wciąż należy do dość mocnych lig. Polemizując, można powołać się na przykład Karola Linettego, który również regularnie grał we Włoszech, a w biało-czerwonych barwach nigdy nie potrafił się odnaleźć. Wbrew temu, znajdziemy też przykłady zawodników, którzy odpalili po dłuższym czasie – jak ostatnio Sebastian Szymański. Nie ma jednej zasady.

Czy to wszystko brzmi racjonalnie? Zweryfikują to dopiero najbliższe sparingi z Ukrainą i Nigerią. A w przypadku Mońki najbliższe miesiące.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ